Odcinek 10

Violetta na chwilę zamarła. Nie mogła nic z siebie wydusić.
- Violetta, mówię do Ciebie ! Odezwij się !
- Em...Czego chcesz Priscilla ?
- Co się dzieje? - spytał German.
- Em...Nic - Violetta się rozłączyła.
- Niewiarygodne, rozłączyła się ! Już ona mnie popamięta ! - wrzasnęła Priscilla.
- Kto to był? Powiedz mi.
- Em...To była...To była...Priscilla.
- Priscilla? Co od Ciebie chciała?
- Pewnie ją chciała zastraszyć - dodał León.
- Spokojnie, dobrze zrobiłaś rozłączając się.
- Boję się - I przytuliła się do taty.
- Cii, wszystko będzie dobrze. Jak będzie czegoś chciała, to napewno zadzwoni do mnie.
- To po co dzwoniła do mnie?
- Nie wiem, to bardzo podejrzane.
- Coś się stało? - spytała Angie.
- Priscilla do mnie dzwoniła, ale się rozłączyłam.
- To bardzo dobrze zrobiłaś. Takiej rozmowy nie warto kontynuować...
- No nie wiem, wydaje mi się, że powinnam jej wysłuchać, chyba źle zrobiłam urywając rozmowę...
- Nie przejmuj się kochanie - dodał León.
- Angie, strasznie źle wyglądasz, coś ci jest? - zdziwił się German.
- Nie, tylko mi trochę słabo.
- Chodź, połóż się.
- Dobrze...
*****
Francesca i Diego dotarli do studia ,,The U-Mix show".
- Witam Was w naszym studiu nagrań! - przywitał ich główny prowadzący.
- Bardzo nam miło.
- Jak już wiecie będziecie musieli zaśpiewać piosenkę, czy zastanawialiście się nad jakąś już?
- Moglibyśmy zaśpiewać ,,Luz Camara y accion" . Co ty na to Diego?
- Co? Nie, chyba żartujesz Francesca...
- Ale Diego proszę zgódź się.
- No niech będzie.
- To świetnie. Zaraz zaczynamy!


*****
Brodwey zrobił poważną minę.
- Camila to koniec, przykro mi.
- Ale Brodwey nie! My nie możemy.
- Proszę Cię, nie utrudniaj tego - I odszedł.
- Przecież ja Cię kocham...- urwała i się rozpłakała.
- Co się stało? - podszedł do niej Andres.
- Rozstałam się z Brodweyem, bo on wraca do Brazylii.
- Tak, mówił nam o tym. Oj Camila, chodź do mnie i się przytul.
- Dzięki. Wiesz, co? Widziałam Cię wczoraj w programie.
- Tak? I co? Podobało Ci się?
- To co mówiłeś było bardzo mądre.
- Jak chcesz mogę Ci udzielić pewnych rad, od tego jestem.
- Nie, dzięki. Jak będę potrzebowała, to się do Ciebie zgłoszę.
- Ale ty już potrzebujesz tego...
- Naprawdę nie trzeba, ale dzięki Andres. Ja idę, nie mam nastroju na rozmowę. - i poszła.
- Hmm...Jak jej pomóc, skoro nie mogę nawet tego powiedzieć w telewizji, bo oni sobie nie życzą, żebym gadał o ich związku?! Spokojnie Andres, na pewno coś wymyślisz...Tak.
*****
Tata Ludmiły wszedł do pokoju, słysząc jej słowa.
- Ludmiła...
- Tato, myślałam, że poszedłeś...
- Nie, usłyszałem Waszą rozmowę i się wstrzymałem. Czemu mi nie chciałaś powiedzieć? Co ona znowu kombinuje?
- Tato, ona chce odzyskać Germana. Boję się, że może kogoś przez to skrzywdzić.
- Najbardziej, to ona krzywdzi nas.
- Tak, masz racje, ale co jeśli coś wymyśli?!
- Córeczko spokojnie. Poradzimy sobie. Mam do niej zadzwonić?
- Jak chcesz.
- To daj mi telefon.
- Ok, prosze.
- Priscilla?
- Po co do mnie dzwonisz?! Lepiej się zajmij słoniami.
- Posłuchaj mnie. Chcę z Tobą o czymś porozmawiać.
- To prosze bardzo. No o czym?!
- Nie zrób niczego głupiego. Bardzo Cię prosze i nie rań więcej swojej córki. Ona przez Ciebie płacze.
- Mam gdzieś to, że ona przeze mnie płacze. Może w końcu się czegoś nauczy! A teraz sorry ale muszę kończyć i nie dzwoń do mnie więcej! Adios !!!
- I co?
- Ah, Twoja mama ma ostry charakter...
- No mówiłam.
- Spokojnie kochanie, trzeba być dobrej myśli - dodał Federico.
*****
Po udanym zaśpiewaniu, Diecesca zeszła ze sceny.
- Byliście genialni !Jesteście zatrudnieni!
- Co?! Naprawdę?! Aaaa, jak świetnie!
- Za 2 tygodnie macie śpiewać solo. Francesca, ty wtedy będziesz miała przerwę w trasie i tu wrócisz. A teraz przedstawię Wam nowego producenta tego show. Oto on:
- To wy?! - krzyknął Marotti.
- Marotti?! - zdziwili się.
- Właśnie zostałem nowym producentem tego show. Cieszycie się?
- Co proszę?!- Diego nie mógł w to uwierzyć.
- Wasz duet był genialny! Jestem Waszym fanem numer jeden. W końcu osiągnęliście szczyt! 
- To są chyba jakieś jaja - rzekł Diego.
- Diego, lepiej jak nie będziesz nic mó...- urwała Fran.
- Nie mam zamiaru pracować z kimś, kto porzucił nasze studio i wystawił nasz zespół na bruk! 
- Ale nie możesz zerwać umowy, którą podpisywaliście wczoraj przed występem.
- Ja się z tego wypisuję i to jest moje ostatnie słowo.
- Diego, uspokój się. Jakoś temu zaradzimy. Może jednak zrobimy rozejm? - spytała Fran.
- Nie, bo on będzie dalej taki sam i się nie zmieni.
- Diego warto dawać innym szanse.
- Ale on na to nie zasługuje czy ty tego nie chcesz zrozumieć?!
- Rozumiem, ale moim zdaniem, warto mu dać. Diego, proszę Cię, zaryzykujmy. Już nie bądź taki uparty...
- Dobrze, niech będzie, ale obyśmy tego nie żałowali.
- To genialnie, dziękuję, dziękuję ! Kocham Was ! - i zaczął ich przytulać.
- Ej, bez takich - powiedział stanowczo Diego.
- Em...dobrze. A więc z Waszą dwójką widzę się za 2 tygodnie. Wspaniale ! Jestem zachwycony.
- Tak, tak, my też... - dodał Diego z ironią.
- Diego! - szarpnęła go.
- No co?
- Jeszcze słowo.
- Już dobra, dobra, tylko mnie nie bij.
- No, mam nadzieję.
*****
Minęły 2 tygodnie. Rodzinna Castillo przyszykowywała się do powrotu do domu. Angie coraz gorzej się czuła.
- Angie, wszystko na pewno w porządku? Od tygodnia źle wyglądasz - spytał German.
- Tak, wszystko okay, German. Nie martw się.
- Hej wam. Co dzisiaj na śniadanie? - spytała Violetta podchodząc z Leónem do stołu.
- Twoje ulubione kanapeczki. A dla Leóna przygotowałem Tacos.
- O, bardzo dziękuję - powiedział.
- Nie musisz dziękować. Żaden problem.
- Ja się obejdę dzisiaj bez śniadania - rzekła Angie, wstając od stołu.
- Czemu? Nie masz apetytu? - zdziwiła się Viola.
- Tak, ostatnio jakoś tak.
- Może coś Cię złapało? - spytał León.
- Nie wiem, możliwe. Wy jedzcie, ja się pójdę przewietrzyć.
- Ok, a ja zaraz do Ciebie dołączę - powiedział zaniepokojony German.
- Wiecie co jej jest? - spytał.
- No jesteśmy tu już miesiąc, więc mogła coś złapać...- powiedział León.
- Tak, albo po prostu jest zmęczona. Ja też czasami nie mam apetytu. To nic. Przejdzie jej - dodała Violetta.
- No mam nadzieję. Dobra, ja lecę do niej, a wy jedzcie spokojnie jeszcze.
- Ok.


*****
Ramallo wszedł do kuchni rozmawiając z Germanem przez telefon.
- Tak, tak, dobrze. To pozdrów ją ode mnie i będziemy czekać. No, na razie. Pa.
- Z kim Pan rozmawiał? - spytała Olga.
- Z Germanem. Dzisiaj wylatują do domu. Także musisz posprzątać wszystkie pokoje.
- Ja muszę, tak?! To my musimy to zrobić, Panie Ramallo!
- Co proszę?! Ale ja nie jestem tutaj od sprzątania, tylko ty, Olga.
- Myli się Pan. Ja byłam do dzisiaj.
- Jak to?! Co Pani mówi?!
- Od dzisiaj biorę wolne.
- Ale Pani nie może, musiałaby Pani z Panem Germanem porozmawiać w sprawie urlopu.
- Nie, nie i nie. Jestem tym wszystkim zmęczona i dzisiaj nie pracuję. Jedyne co dzisiaj zrobię, to ugotuję obiad.
- I tylko tyle?!
- To aż tyle proszę Pana. Aż tyle!
- Ale Olga, co Pani wyprawia przed ich przyjazdem?! Przecież oni tak na Panią liczą.
- Tak z pewnością. Ale ja zasługuje na wolne i to teraz.
- Dlaczego akurat przed jutrem?! Co się Pani tak uwidziało?!
- Co mi się uwidziało?! Otóż spokój i relaks. Niech się Pan tym zajmie chociaż raz i mnie zastąpi ! 
- Co?! Ja?! O nie, mam za wiele spraw na głowie...
- No niby co, poza myśleniem o przestrzeni osobistej?!
- Ja wcale o tym nie myślę, tylko to wyznaczam i niech się Pani do mnie nie zbliża!
- Bo co mi Pan powie?! Przestrzeń osobista?!
- Tak, tak powiem. Przestrzeń osobista, Olga, ale już!
- Dobrze, prosze bardzo. Chce Pan?!
- Tak.
- To niech Pan wychodzi z tej kuchni, ale już!
- Wyrzuca mnie Pani?!
- Tak, bo chciał Pan przestrzeń osobistą, to ją Pan dostanie. Wypad Ramallo!
- Wielkie nieba. Nie wiarygodne...- i poszedł.
- Będzie mi tu jeszcze świnił pod nosem...
*****
Andres siedział z Maxim w parku i przeglądał liczbę wyświetleń na swoim programie. Nagle ktoś do niego zadzwonił.
- Wow, 5 tysięcy wyświetleń w 1 dzień. Andres bijesz rekordy.
- Dzięki. Poczekaj, ktoś do mnie dzwoni. Nie znam tego numeru.
- Może to ktoś z fanów?
- Witaj! Tutaj Adwokat Miłości, Andres. W czym mogę służyć?
- Cześć, z tej strony Twoja najwierniejsza fanka...
- A można wiedzieć jak Ci na imię?
- Tak, nazywam się Adrianna, ale mówią na mnie Ariana i dzwonię, ponieważ chciałabym się z Tobą spotkać...
- Chcesz się ze mną umówić?
- No tak.
- Ale na randkę...?
- No tak.
- Ale nie żartujesz?
- Nie. To jak? Kiedy masz czas?
- Nawet dzisiaj.
- To spotkajmy się o 17:00 w Resto Barze.
- Świetnie, to do zobaczenia.
- Stary, ona Cię zaprosiła na randkę! Ciesz się! Masz prawdziwą fankę, która może się stać Twoją...
- Ej, spokojnie. Nie zagalopowujmy się tak szybko jeszcze. Poczekamy zobaczymy, ale bardzo bym chciał. Jestem ciekawy jak wygląda.
- Wszystkiego się dowiesz o 17:00 i pamiętaj. Daj mi potem znać jak było.
- Tak, jasne, jasne. Pewnie, to na razie.
- No cześć, trzymaj się.
*****
Ludmiła i Federico pojechali odwiedzić Luckiego. Od tego czasu już bardzo podrósł.
- Stęskniliście się za nim, co? 
- Tak, bardzo. Jest moim ulubionym dzikim kotem.
- Serio? A ja myślałem, że ja - zażartował Fede.
- Oj Fede, ty jesteś to prawda, ale łagodnym...
- Dzięki, haha.
- Możemy do niego wejść i go pogłaskać?
- Tak, ale pamiętajcie, że to dziki kot.
- Wcale, nie. Już jest oswojony.
- Lepiej się słuchajmy Twojego taty. On ma większe doświadczenie.
- Skoro on ma, to ja też będę mieć. Tato, nuczysz mnie rozpoznawać zachowania zwierząt?
- Chyba nie będę musiał, masz to w genach.
- No tak, zapomniałam. Dzięki, że mi przypomniałeś.
- Nie wiem, co ja bym bez Ciebie zrobił...
- A co ja bez Ciebie.
- Moja kochana córeczka - Potem weszli do Luckiego. Gepard zaczął się do nich od razu łasić.
- Widzisz tato? Mówiłam, że mam dryg do zwierząt?
- Tak córcio, masz.
*****
Francesca i Diego wrócili z trasy koncertowej po Europie, by zawitać ponownie do studia The U-mix show. Dzisiaj oboje mieli zaśpiewać swoje solówki.
- Ah, Diego, ta trasa koncertowa, mam tyle wspomnień, że nie wiem jak to opisać. Piski fanów na mój widok. Autografy, wywiady, czy to nie wspaniałe?
- Tak, bardzo...- powiedział z sarkazmem.
- Co jest? Czemu masz taką minę.
- Nie wiesz?
- Oj, przepraszam. Zapomniałam, że wciąż myślisz nad dalszą pracą w Art Rebel, a ja ci tylko zawracam głowę...Twój tata dzwonił do Ciebie?
- Może z pare razy, ale to tyle.
- To i tak dobrze, że się dogadujecie i to tylko dzięki mnie.
- Jasne, nie przypisuj tego sobie aż tak. To też nasza wspólna współpraca.
- Tak, wiem. Zastanawiałeś się już, co zaśpiewasz?
- Tak, a ty?
- Tak, ale Ci nie powiem.
- Ok, ty w takim razie też zobaczysz.
- Ok. Ciekawe komu lepiej pójdzie...- I weszła do środka.
- Ej, Francesca, bez takich.




*****
Camila siedziała na wykładach z matematyki i myślała o Brodweyu, który od tygodnia był już w Brazylii.
- Dlaczego wszystko musi się tak toczyć? Dlaczego miłość dochodzi do czarnej dziury i umiera rozrywając serce na pół? Kto zawinił temu? My czy może los? Czemu inni mogą mieć szczęście w miłości, a inni nie? O nie, ja jednak potrzebuję pomocy specjalisty...Ale tym specjalistą jest...Andres...O nie, nie mogę go o to spytać...Chociaż z drugiej strony, co mi tam szkodzi, wysłać mu sms-a , żeby powiedział o tym w programie...Tak, tak zrobię.
- Camila Torres, obudź się. Czy ty mnie w ogóle słuchasz?! - spytał wkurzony wykładający.
- Co?! Ja?! Tak, tak, przepraszam. Zamyśliłam się.
- Wszystko okay?
- Nie, znaczy teraz już tak. Em...czy mogę wyjść się przewietrzyć? Tak na chwileczkę?
- Dobrze, ale masz 5 minut i wracasz.
- Dziękuję! Kocham Pana...Znaczy kocham Pana wykłady, nie ważne. Idę.
- Dobrze, na czym to ja skończyłem mówić? Aha no tak, już wiem, to teraz powtórzymy przykłady jeszcze raz...
*****
Andres otrzymał sms-a, gdy szedł do Resto Baru, by spotkać się z Adrianną.
- Cześć, miło mi Cię poznać...- powiedział zauroczony na jej widok.
- O rety, to naprawdę ty, nie wierzę! Słuchaj, nawet nie zdajesz sobie sprawy jak ja Cię uwielbiam.
- Ooo, dziękuję. Aż tak Ci się podoba mój program.
- Tak, ale przede wszystkim ty mi się podobasz.
- Ja?
- No w tym co mówisz, jak to tłumaczysz, sam rozumiesz prawda?
- Tak, wiesz, jesteś piękna.
- Ah, dziękuję, a ty przystojny.
- Dzięki. To o czym chciałabyś porozmawiać?
- Chciałabym się dowiedzieć, o czym będzie kolejny odcinek?
- Będzie o tym, dlaczego miłość jest dla innych cukierkowa, a czemu dla niektórych jest nieszczęśliwa.
- Genialny temat.
- Akurat, moja przyjaciółka mi go podsunęła. Ty też możesz.
- A mogę Cię najpierw o coś zapytać?
- Tak, pewnie, o co?
- Masz dziewczynę?
- Nie, ale miałem kilka, ale tak się złożyło, że nie wyszło.
- Aha, to przykro mi...
- Już jest okay, pogodziłem się z tym. A ty masz chłopaka?
- Nie, ale też miałam kilku...
- Mhm...Słuchaj, proponuję się nam przejść gdzieś na lody, co ty na to?
- Tak, z chęcią.
- To super.
*****
Olga smarzyła naleśniki, wyszła na chwilę z kuchni, bo ktoś zadzwonił do drzwi. Nie zauważyła, że ścierka spadła na palnik z gazem.
- O, Beto, co Cię tu sprowadza? Wejdź do środka.
- Nie, lepiej, porozmawiajmy tutaj w ogrodzie, na polu.
- A czemu tu?
- Bo, bo, jest świeże powietrze, nie? 
- Czy ty się boisz Pana Ramallo?
- Ja? Nie, no może trochę. Wiesz, chciałem z Tobą porozmawiać o tym naszym planie - Wtedy Ramallo wracał z pracy i gdy ich przyuważył schował się za krzakiem by podsłuchać o czym rozmawiają.
- To mów, Beto.
- Powiedziałaś już Ramallo, że nie byliśmy razem teraz?
- Nie, nie mogłam mu o tym powiedzieć, nie umiem, Beto. Nie wiem czy w ogóle dam radę. A chcę być z nim. Wiesz jak jago kocham.
- To skoro go kochasz, to mu to powiedz, bo on właśnie tu jest...
- Co? Jak to tu jest? Gdzie?
- Co proszę?! Okłamałaś mnie, Olga?! - powiedział Ramallo stając za nią.
- Ramallo, ja Cię tak przepraszam. Ja nie chciałam tego robić. Byłam zagubiona, nie wiedziałam co mam robić. Proszę Cię, wybacz mi! - płakała.
- Olga, nie ma mowy, wy mnie obydwoje oszukaliście! Olga i po co to wszystko?! Chciałaś sprawić, żebym cierpiał?! Jak tak można traktować niewinnego człowieka, toż to szczyty!
- Nie, Ramallo. Myślałam, że jak będę z Beto, to ty będziesz o mnie walczył, ale Pan ze mnie zrezygnował i...
- I dobrze zrobiłem. Nie sądziłem, że się posuniesz do czegoś takiego. 
- Słuchajcie, nie chcę wam przerywać, ale...
- Niech Pan będzie cicho Panie Beto, ja tu prowadzę poważną rozmowę z Olgą.
- Ale...
- No co Beto?!
- Bo się dymi z okna z kuchni chyba...
- Wielkie nieba! To pożar!
- Olga, co Pani zostawiła na kuchence?!
- Naleśniki! - Potem wbiegli do domu i zobaczyli ogień w kuchni.
- Aaaaa...niech Pan dzwoni po straż pożarną! My tu zginiemy! Ja nie chcę umierać!!!
*****
Rodzina Castillo siedziała już w samolocie powrotnym do Buenos Aires. Santos grzecznie leżał przy nich. Czekali aż samolot wystartuje z pasa.
- Próbuję się dodzwonić do domu, ale ani Olga, ani Ramallo nie odbierają - powiedział zdziwiony German.
- A próbowałeś na domowy, tato?
- Też nikt nie odbiera. Pewnie znowu się kłócą. Ja z nimi nie wytrzymam.
- Spokojnie German, może tylko gdzieś wyszli, albo są w ogrodzie - dodała Angie.
- Angie, wszystko okay? - spytał León, przyuważając, że jest blada.
- Nie, strasznie mnie mdli...
- Masz chorobę lokomocyjną? - wystraszył się German.
- Nie, nie mam. Idę do łazienki. Zaraz wracam.
- Pójdę z nią, a wy grzecznie siedźcie tutaj okay?
- Dobrze, tato - Wtem na komórkę Germana ktoś zadzwonił.
- Odbierzesz? - spytał León.
- Tak, to Beto. Halo?
- Violu, posłuchaj muszę Ci coś po...po..wiedzieć. Wasz dom...Olga i Ramallo tam zostali...- ledwo mówił.
- Beto, co się dzieje? Co nasz dom? O co chodzi?
- Wasz dom się pali!
- Co?!

Ciąg dalszy nastąpi...

Jak myślicie jakie będą skutki pożaru?

Komentarze

  1. Hey super odcinek! Pożar biedni Castillo Olga im spaliła dom. Ciekawe co teraz byle by mieli gdzie mieszkać i żeby skutki pożaru nie były aż tak dużo. Angie się źle czuje hah podejrzewam że jest w ciązy z Germanem ale by było fajnie. I ten mały piesek <33 Sweet. Priscilla znowu coś kombinuje niech da im spokój bo ja nwm co jej zrobię! Czekam na next i życzę weny:*

    Pozdrawiam Sandra<33

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już niedługo zapowiedź kolejnych odcinków ( od 11-15), która wszystko wyjaśni :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Odcinek 27

Odcinek 4