Odcinek 11
Violetta była wstrząśnięta słowami Beto.
- Beto, jak to się nasz dom pali?!
- No ogień bucha z kuchni, o taki wielki !!! Straż pożarna już jedzie !!! Ścierka się zapaliła, bo spadła na palnik z gazem !!!
- Beto, gdzie jest Olga i Ramallo?! Oni żyją?!
- Tak, tak. Próbują ugasić wodą, ale to nic nie daje !!!
- Słuchajcie, Angie wymiotuje. Już nie wiem jak mam jej pomóc - powiedział zdenerwowany German.
- Tato, posłuchaj !
- Nie wiem co już robić ! Jak tylko wrócimy muszę iść z nią do lekarza !
- Tato, posłuchaj mnie, to bardzo ważne!
- Violetta, w tej chwili, najważnniejsze jest zdrowie Angie.
- Proszę Pana, wasz dom się pali ! - powiedział León
- Co?! - German był w szoku.
- Tato, Beto do mnie dzwonił, dom jest w płomieniach!!! Tato, co my teraz zrobimy?! Nasz dom się spali !!! - panikowała.
- Trzeba coś zrobić! Wezwali straż?!
- Tak, już jedzie. Tato, co jak nasz dom się spali i nie ugaszą pożaru?!
- Co?! Nasz dom się pali?! - Angie prawie zemdlała.
- Tak, Angie. Siadaj spokojnie. Musimy wsiąść wdech i wydech.
- Skarbie, ciii - zaczął ją wspierać León.
Violetta wtuliła się cała we łzach w Leóna.
- Beto, jak to się nasz dom pali?!
- No ogień bucha z kuchni, o taki wielki !!! Straż pożarna już jedzie !!! Ścierka się zapaliła, bo spadła na palnik z gazem !!!
- Beto, gdzie jest Olga i Ramallo?! Oni żyją?!
- Tak, tak. Próbują ugasić wodą, ale to nic nie daje !!!
- Słuchajcie, Angie wymiotuje. Już nie wiem jak mam jej pomóc - powiedział zdenerwowany German.
- Tato, posłuchaj !
- Nie wiem co już robić ! Jak tylko wrócimy muszę iść z nią do lekarza !
- Tato, posłuchaj mnie, to bardzo ważne!
- Violetta, w tej chwili, najważnniejsze jest zdrowie Angie.
- Proszę Pana, wasz dom się pali ! - powiedział León
- Co?! - German był w szoku.
- Tato, Beto do mnie dzwonił, dom jest w płomieniach!!! Tato, co my teraz zrobimy?! Nasz dom się spali !!! - panikowała.
- Trzeba coś zrobić! Wezwali straż?!
- Tak, już jedzie. Tato, co jak nasz dom się spali i nie ugaszą pożaru?!
- Co?! Nasz dom się pali?! - Angie prawie zemdlała.
- Tak, Angie. Siadaj spokojnie. Musimy wsiąść wdech i wydech.
- Skarbie, ciii - zaczął ją wspierać León.
Violetta wtuliła się cała we łzach w Leóna.
*****
Straż dotarła pod dom Castillo.- Tutaj, proszę wejść. Cała kuchnia jest w płomieniach! - krzyczała bezradnie Olga.
- Niech się Pani cofnie i nie wchodzi do środka! Zaraz ugasimy pożar.
- Oj Ramallo, to wszystko moja wina ! Cały dom obróci się w popiół ! - płakała Olga na całego.
- Olga, niech się Pani uspokoi...
- To wszystko przez moją nieuwagę !
- Olga, spokojnie, jakoś temu zaradzimy - powiedział Beto.
Po pół godzinie pożar ugaszono. Niestety cała kuchnia była spalona.
- Moje garnki, moja kuchenka, moje szafki, wszystko spalone. Wszystko poszło na marne. I co teraz będzie?! Co teraz powie Pan German, jak to zobaczy?!- płakała Olga.
- Już dzwoniłem do Violetty. Oni o wszystkim wiedzą - dodał Beto.
- O nie...Czyli pewnie mnie wyrzucą z domu !
- Nie, Olga, nie mów tak. Nie może Cię wyrzucić przez Twoją nieuwagę. Chociaż naraziła nas Pani na katastrofę...- urwał Ramallo.
- Ramallo. Już naprawdę nie musisz mi się odpłacać, dobijając mnie ! Daruj Pan sobie !
- Przepraszam, ale to nie byłaby moja wina, gdyby cały dom się spalił. Olga się rozpłakała i poszła na górę.
- Olga, a kto to posprząta?!
- Ja Panu pomogę - rzekł Beto.
- Naprawdę? No dobrze, to miło z Pana strony. Dziękuję.
*****
Andres pojawił się ponownie w swoim programie. Camila włączyła telewizor, by posłuchać, co on myśli na ten temat.
- Witam serdecznie wszystkich moich fanów ! Dzisiaj chciałbym się z Wami podzielić moją opinią na temat, dlaczego los wpływa na miłość i sprawia, że dla niektórych jest cukierkowa, a dla innych nieszczęśliwa? Hmm...Jest to dosyć trudny temat. Pierwszy raz sam nie mam pojęcia jak to wytłumaczyć...Otóż mogą być różne powody tego. Czasami jedyną przyczyną jesteśmy my. Może dlatego, że sami się do tego się przyczyniliśmy, wchodząc w bezsensowną kłótnię, która doprowadziła do rozpadu związku, ale tylko dlatego, że nie umieliśmy po prostu rozmawiać ze sobą. Trzeba się tego nauczyć i wyjaśniać wszystko na spokojnie i dochodzić do porozumienia. Niestety w tych czasach, związki nie trwają długo, właśnie przez to, że nie umiemy sobie radzić z problemami. A w skutkach wygląda to właśnie tak, że miłość z bajki, zamienia się w horror. Los nie zawsze na to wpływa. Owszem czasami to od niego wiele zależy, a głównie to my dokładamy do niego poprzez nasze błędy. Reasumując, uważam, że żeby w związku było nam dobrze, trzeba się starać dbać o niego codziennie, pielęgnować uczucie i zawsze okazywać, że nam zależy na drugiej osobie, a co najważniejsze : ĆWICZYĆ ZE SOBĄ ROZWIĄZYWANIE PROBLEMÓW. Gdy się tego nie nauczymy, wszystko legnie w gruzach, a potem będziemy zwalać na los, że niby nie było nam to dane...To oczywiście jest moja opinia i nie musicie się z nią zgadzać. Możecie pisać do mnie na portalu, co o tym myślicie. A my widzimy się już niebawem !
Camila była już pewna, że Andres ma racje. Postanowiła, że się z nim pójdzie spotkać.
*****
Ludmiła i Federico, mieli dzisiaj brać lekcje jazdy na słoniu. Tata Lu, przyprowadził ich do 2 jego ulubionych słoni : Chichi i Riko. Wyjaśnił im jak mają się zachowywać przy nich oraz jak bezpiecznie wsiąść.
- Dobrze, trzymacie się?
- Tak, jest świetnie - powiedziała podekscytowana Ludmiła.
- Riko, to jedziemy ! - wrzasnął Fede.
- Tylko nie róbcie gwałtownych ruchów !
- Tato, powiedz to Fede, bo jego ponosi.
- Już jestem spokojny.
- Lejcami możecie kierować je.
- Ok. Dokąd mamy jechać?
- Na safari.
- Ale gdzie?
- Zobaczymy. Kopnijcie je teraz w bok i ruszamy - Po czym wsiadł na swojego słonia, Koko.
Potem ruszyli. Udali się w głąb sawanny.
Po drodze widzieli mnóstwo słodkich surykatek. Zatrzymali się przy wielkim głazie, by słonie mogły skorzystać z pobliskiego wodopoju.
*****
Rodzinna Castillo wróciła do domu. Wszyscy byli przerażeni widokiem spalonej w drobny maczek kuchni.
- Panie Germanie ! To wszystko moja wina ! Ja tak bardzo Pana przepraszam ! Niech mnie Pan nie wyrzuca ! - Olga padła mu do kolan.
- Olga, niech Pani już nie histeryzuje, nigdzie Pani nie wyrzucę.
- Naprawdę, tak Panu dziękuję ! A co to za pies? - zdziwiła się Olga.
- To jest Santos. Znaleźliśmy go z Leónem na ulicy na Malediwach - powiedziała Violetta, głaszcząc go.
- Jest przeuroczy !
- I ty się German zgodziłeś? - Ramallo to zszokowało.
- Tak, nie miałem wyjścia. Po za tym należy jej się pies.
- No to witamy w naszym domu, piesku - rzekł Ramallo.
- Dobra, od jutra rozpoczynamy remont kuchni. Ramallo zajmij się tym. Zadzwoń po ludzi.
- Tak, już dzwonię.
- Dobrze, że nic się więcej nie spaliło - dodała Angie.
- Tak, Angie, idź się połóż. My się tu zajmiemy wszystkim.
- Ok, to ja idę na górę.
- Kochałam tą kuchnię...Mam tu tyle wspomnień...Szczególnie to kiedy pierwszy raz poznałam tu Angie i nawet nie wiedziałam, że jest moją ciocią...- urwała Violetta.
- A pamiętasz jak 2 lata temu wrzuciłem Ci liścik miłosny przez szparę od tych drzwi ? - spytał León.
- Tak, jak mogłabym zapomnieć ? Widać od razu było, że lubisz być romantykiem. Boję się, że ta kuchnia już nigdy nie będzie taka jak kiedyś...
- Nie przejmuj się, wszystko będzie odnowione i wróci do normy.
- Tak, mam nadzieję. Dziękuję, że ze mną jesteś - Przytuliła się do niego.
- I już zawsze będę.
- Kocham Cię, wiesz ?
- A ja Ciebie, wiesz ? - I dał jej buziaka w policzek.
- Hahaha. Kochany jesteś.
- Wiem. Staram się być jak najlepszy dla Ciebie.
*****
Francesca rozmawiała z Violą przez telefon. Dowiedziała się o pożarze oraz o tym, że ma psa. Od razu pobiegła powiedzieć to Diego.
- Diego, Diego, nie uwierzysz !
- Co się stało, Fran ?
- Violetta miała pożar w domu i im się spaliła kuchnia.
- Co?!
- Tak, biedna Viola. Chciałabym tam z nią być teraz i ją wspierać.
- Wiem, ale zobaczycie się dopiero we wrześniu. Mówiła Ci coś jeszcze?
- Tak, że znalazła psa na Malediwach.
- To fajnie.
- Tak, zawsze chciała mieć.
- Ja idę na dwór zadzwonić do ojca. Zaraz wracam.
- Ale po co? Coś się stało?
- Chodzi o mamę. Prosiła mnie, żebym do niego zadzwonił i mu coś od niej przekazał.
- To ona nie ma do niego numeru?
- Ma, ale nie ma odwagi, aby z nim porozmawiać.
- A o czym? Wszystko w porządku?
- Moja mama chciałaby się z nim zobaczyć, bo ma mu coś ważnego do powiedzenia.
- A co masz przekazać tacie?
- Że za nim bardzo tęskni.
- Serio? Po tym wszystkim? Jak Was zostawił?
- Wiesz...On nie zawsze taki był.
- Trudno mi trochę wierzyć...Przez te 3 lata, był nieznośny.
- Tak, wiem, ale to wszystko przez to rozstanie z mamą i wyjazd tutaj.
- To idź dzwoń, a ja na Ciebie poczekam w domu.
- Ok, pa.
- Ja idę na dwór zadzwonić do ojca. Zaraz wracam.
- Ale po co? Coś się stało?
- Chodzi o mamę. Prosiła mnie, żebym do niego zadzwonił i mu coś od niej przekazał.
- To ona nie ma do niego numeru?
- Ma, ale nie ma odwagi, aby z nim porozmawiać.
- A o czym? Wszystko w porządku?
- Moja mama chciałaby się z nim zobaczyć, bo ma mu coś ważnego do powiedzenia.
- A co masz przekazać tacie?
- Że za nim bardzo tęskni.
- Serio? Po tym wszystkim? Jak Was zostawił?
- Wiesz...On nie zawsze taki był.
- Trudno mi trochę wierzyć...Przez te 3 lata, był nieznośny.
- Tak, wiem, ale to wszystko przez to rozstanie z mamą i wyjazd tutaj.
- To idź dzwoń, a ja na Ciebie poczekam w domu.
- Ok, pa.
*****
Camila spotkała się z Andresem w parku przy fontannie.
- Hej, Andres.
- Hej, Cami. Wiedziałem, że w końcu się złamiesz by do mnie przyjść po radę.
- Nie, przyszłam Ci przyznać racje. To co mówiłeś w programie, dało mi dużo do myślenia. Dzięki temu coś zrozumiałam...
- To bardzo dobrze. Trzeba się uczyć na błędach.
- Tak, to prawda.
Wtem Cami zobaczyła jakąś dziewczynę idącą w ich stronę.
- A to kto?
- To Ariana...Jest taka urocza...
- Twoja wielbicielka?
- O tak.
- Cześć - powiedziała Ariana.
- Hej!
- Em...To ja pójdę Andres. Mam coś ważnego do zrobienia. Pa!
- Już tak szybko?
- Tak, tak. Na razie.
- Kto to? - spytała.
- Moja przyjaciółka. Co tu robisz?
- Szukałam Cię.
- Naprawdę? Bo wiesz, tak się składa, że ja też...
- To po co siebie szukaliśmy, jak myślisz? - spojrzała mu głęboko w oczy.
- By o czymś porozmawiać?
- Czyli o nas?
- Tak, o nas. Tak mi się wydaję.
- Super, bo wiesz...Strasznie mi się podobasz.
- A ty mi...Będziesz moją dziewczyną?
- Tak! Pewnie! Nic innego nie chcę, tak jak tego!
- To super. Kocham Cię.
- A ja Ciebie.
*****
Rodzinna Ferro po postoju, wyruszyła dalej w dalsze zakamarki Sawanny. Po małej wędrówce, zatrzymali się, aby nakarmić słonie. Najpierw tata Lu pokazał im jak to prawidłowo wykonać. Potem mogli to zrobić sami.
- Ludmiła, co masz taką z kwaszoną minę? - spytał Fede.
- Pisałam z Violettą...
- I co ci napisała?
- Oni są już w domu, do tego kuchnia im się spaliła...
- Co? O nie, współczuję. Biedna Viola.
- Ale nic nikomu się nie stało? - spytał tata.
- Nie, na szczęście Olga i Ramallo są cali.
- Uff, to mi ulżyło.
- Na pewno tylko o to chodzi córeczko?
- Nie, jeśli oni są już w domu i moja mama się o tym dowie, to...Tato, ja muszę tam wrócić!
- Ludmiła, tylko nie panikuj. Nie chcę, żeby Tobie coś zrobiła.
- O mnie się nie trzeba martwić. Mi nic nie grozi, za to Violettcie, Germanowi i Angie tak.
- Ale co ona może zrobić?
- Jeśli chce odzyskać Germana, to jest zdolna do wielu rzeczy....
*****
Angie długo przesiadywała w łazience, co zaczęło niepokoić Germana.
- Angie, co tak długo tam siedzisz? Na pewno wszystko ok? - spytał pukając.
- Tak, jest wszystko ok. Nie zamartwiaj się teraz mną.
- Jak mam się nie zamartwiać, jak już siedzisz tam 2 godziny?!
- German, robotnicy już zaczęli zajmować się kuchnią. Zejdziesz na dół?
- Tak, zaraz przyjdę. A gdzie jest Violetta?
- Chyba w swoim pokoju.
Tymczasem Violetta siedziała przy keyboardzie i komponowała nową piosenkę. Wtem na jej telefon zadzwoniła Priscilla.
- Halo?
- Posłuchaj mnie dziewucho i nawet nie próbuj się rozłączać, bo jak to zrobisz to...
- Czego ode mnie chcesz Priscilla? - wystraszyła się Violetta.
- Masz w tej chwili mi powiedzieć, gdzie jesteście! I nie kłam, chyba, że chcesz źle skończyć!
- W Buenos Aires, wróciliśmy dzisiaj...
- To doskonale! Dzięki za informacje. Papa.
Wtedy German wszedł do pokoju.
- A tutaj jesteś. Chodź na obiad. Zamówiłem nam pizzę.
- Jakoś nie jestem głodna. Zjem potem ok?
- Coś się stało?
- Nie, nie, wszystko w porządku. Zejdę potem.
- Ale pizza wystygnie, a nie mamy jak jej podgrzać.
- Nie musisz, León mnie zaprosił do siebie na obiad.
- Na serio? Jaki troskliwy.
- Tak, bo wiedział, że nie będziemy mieli co jeść. To mogę iść?
- Em...Do Leóna? A jest jego mama?
- Tak, tato. To mogę?
- Tak, tak. To zmykaj.
- Dzięki. Pa.
- Pa. Wróć szybko.
- Mhm, dobrze.
*****
Maxi rozmawiał z Naty o zespole.
- I co? Kiedy macie zamiar poinformować Leóna i Federico o zamknięciu zespołu?
- Musimy poczekać, aż Federico wróci. Wtedy się spotkamy i zrobimy wielkie pożegnanie.
- Jak myślisz, jak to przyjmą? Przecież León był leaderem. A jego miejsce miał zastąpić kto, po jego odejściu?
- Nawet nie zdążyliśmy tego ustalić. León miał wyznaczyć zastępce, ale wszyscy mieliśmy tyle na głowie, że w końcu zapomnieliśmy o tym. Teraz jak zespół się rozpad, już nie ma co, o tym myśleć. Poczekamy aż Federico wróci.
- A kiedy wraca ?
- Nie mam pojęcia. Chciałem się z nim skątaktować, ale pewnie nie mają zasięgu.
- Nie dziwie się. Są w końcu w Afryce!
- Dobrze, że my jesteśmy razem.
- Tak i nic nas nie rozdzieli!
- Zgadzam się. Haha.
- Spójrz to Viola.
- Hej! - krzyknęli do niej.
- Maxi! Naty! Hej! Jak ja się za Wami stęskniłam!
- A my za Tobą. Jak się trzymasz? Dostaliśmy od Ciebie sms-a o pożarze.
- Tak...Już lepiej, dziękuję. Idę właśnie teraz do Leóna na obiad.
- Uuu...Jak słodko - powiedziała Naty.
- Tak, jest przekochany. To ja idę, bo już na mnie czeka. Pa.
- Ok, na razie.
*****
Diego zadzwonił do ojca.
- Halo?
- No w końcu odebrałeś. Dzwonię do Ciebie od godziny! - wkurzył się Diego.
- No przykro mi synu, ale mój świat nie kręci się tylko wokół Ciebie.
- Co?
- Taki żarcik, hehe. Po co dzwonisz?
- Mama do mnie dzwoniła. Rozmawialiśmy o Tobie i kazała mi przekazać, że za Tobą tęskni.
- Co ty mówisz?! Ona już dawno o mnie zapomniała.
- Nigdy o Tobie nie zapomniała! To chyba ty zapomniałeś o niej.
- Musiałem wyjechać. Po za tym mogła mnie poinformować, że będę miał syna, a nie zrobiła tego, dlatego o Tobie nie wiedziałem.
- Jak miała to zrobić, skoro zmieniłeś numer telefonu?! Próbowała tysiąc razy się do Ciebie dodzwonić, uwierz.
- I po co mi to mówisz?! Ja i ona to już przeszłość.
- Posłuchaj mnie, ona chce...
- Nie, nie i nie. Nie mamy o czym mówić. Zajmijmy się lepiej sobą. Ta cała miłość to wielkie bagno, do którego wpadłem i się ledwo wydostałem.
- Czyli, że już nie kochasz mamy, mam rozumieć?
- Pozwól, że sobie to zachowam dla siebie. A teraz nie zawracaj mi głowy! Kończę, pa!
*****
Camila opuściła wykłady matematyki. Udała się wolnym krokiem w stronę mostku w parku.
Była zrozpaczona wyjazdem Brodweya. Nie mogła przestać o nim myśleć. Przypominała sobie wszystkie chwile jakie z nim spędziła. W jej głowie panowała burza uczuć i emocji. Wyciągnęła telefon by do niego zadzwonić. W tym samym momencie spojrzała na ekran i zobaczyła, że do niej dzwoni.
Była zrozpaczona wyjazdem Brodweya. Nie mogła przestać o nim myśleć. Przypominała sobie wszystkie chwile jakie z nim spędziła. W jej głowie panowała burza uczuć i emocji. Wyciągnęła telefon by do niego zadzwonić. W tym samym momencie spojrzała na ekran i zobaczyła, że do niej dzwoni.
- Brodwey ! Nawet nie wiesz jak się cieszę, że Cię słyszę. Właśnie miałam do Ciebie dzwonić ! Bez przerwy o nas myślę.
- Cami, ale nas już nie ma...
- Nie, Brodwey. Jesteśmy ale osobno. My wciąż się kochamy. Nasze uczucie wciąż żyje wewnątrz nas. Ja to wiem.
- Tak, ale co ja mogę? Nie wrócę już do Ciebie.
- Wiem, ale to moja wina.
- Co?
- Mogłam nie robić takiej afery. Mogłam z nimi na spokojnie porozmawiać. To wszystko przeze mnie.
- Nie, kochanie...
- Kochanie? Powiedziałeś do mnie kochanie?!
- Nie, znaczy tak, ale...sama rozumiesz.
- Tak, wiem. Kocham Cię.
- Ja Ciebie też, ale nie jesteśmy już razem.
- Niestety...
Po rozmowie wzięła gitarę i zaczęła komponować.
*****
Wieczorem, Ludmiła z tatą i Fede siedzieli przy ognisku.
- Tato, zdecydowałam, że chce wyjechać stąd za 2 dni. Muszę pilnować mamy.
- Dobrze, rozumiem Cię. Kupię Wam bilety powrotne.
- Szkoda, że Pan nie może wrócić z nami. Było by nam raźniej.
- Wiem, ale niestety nie mogę. Wykorzystałem już wszystkie możliwe urlopy.
- Strasznie mało ich miałeś.
- Oni tu więcej nie dają. Będę się martwił Ciebie córeczko.
- Wiem, tato.
- Może na rozweselenie atmosfery zaśpiewamy coś? - Federico wziął gitarę i zaczął śpiewać ,,En Gira". Potem się do niego dołączyli.
*****
Olga siedziała w ogrodzie. Była wciąż załamana.
- Można? - spytał Ramallo.
- A siadaj Pan.
- Olga, ja...
- Cicho bądź, bo zagłuszasz mi śpiew ptaków.
- Siedzi tu Pani już od popołudnia, a wieczór jest. Niech Pani wejdzie do środka.
- Nie, jest mi tu dobrze.
- Co Pani zamierza tak całą noc tu siedzieć?
- Tak. Muszę odpokutować swoje grzechy.
- A Pani wciąż o tym pożarze...No cóż, co się stało, to się nieodstanie, ale niech się Pani nie przejmuje. Kuchnia będzie odbudowana taka jaka była przed tem.
- Nic nie będzie takie jak przed tem, nawet moje serce.
- Przepraszam, bo nie rozumiem o czym Pani teraz mówi...
- Mówię o nas Ramallo.
- Ale Olga, nas już nie ma !
- Tak, nie ma nas, ponieważ ja temu zawiniłam, ale oczywiście wcześniej Pan temu zawinił, ale teraz skupiamy się na mnie.
- Olga, było nie wymyślać, że jest Pani z Beto.
- Dobrze, ale zrobiłam to, bo był Pan wobec niego nie fair. I mi się zabraniał Pan z nim spotykać.
- Nie, źle mnie Pani zrozumiała. Ja jemu dałem znać, by się do Pani nie zbliżał.
- Wie Pan przez co my się rozstaliśmy?
- No tak.
- No przez Pana zawziętość i upartość!
- Co proszę?! Moją?! Chyba Pani !
- I widzisz, dalej się nie da z Tobą porozumieć !
- Ze mną się nie da?! Coś takiego, a to ciekawe, bo to do Pani nic nie dociera.
- Nigdy nie zwalaj Pan na kobietę, nigdy!
- Wie Pani co? Zostawię lepiej panią w spokoju.
- To świetnie. Zejdź mi Pan z oczu !
*****
Violetta weszła do łazienki po lusterko, nucąc swoją nową piosenkę.
- Chodź ze mną
Poczuj rytm
Tempo tętni w nas
Jeden krok dzieli cię od miłości
Więc tańcz
Chwila jest nasza
Nie traćmy sekund
Parkiet jest nasz
Łap mnie w melodii
Pocałunek na płycie
I scena jest Twoja
A moje ciało w całości
Oddam Tobie
Zamknij oczy.
Posłuchaj mojego głosu.
Wczuj się w ten rytm.
Zatańcz, gdy poczujesz wiatr
To będę ja...
- Jakie ładne, nowe? - spytał German wchodząc.
- Tak, ale to tylko fragment.
- I tak jest cudowny - powiedział German podchodząc do pralki. Nagle przyuważył na niej test ciążowy. Prawie dostał zawału. Serce zaczęło mu walić jak szalone. Spojrzał na Violettę, miejąc przed sobą obraz, gdy mówiła podczas pobytu na Malediwach, że nie ma apetytu jeść. Przypomniał sobie wszystkie chwile, które budziły w nim podejrzenia. W ciągu sekundy pomyślal, że albo zrobił to León, albo Jacob ją zdążył zgwałcić. Nie wierzył własnym oczom.
- Violetta! Ty jesteś w ciąży ?!
- Co?!
Ciąg dalszy nastąpi...
Jak myślicie jak się wyjaśni sprawa z ciążą?

Heyka:* Rozdział jak zwykle super, genialny, cudny. Ja myśle że to nie Vilu tylko Angie jest w ciąży z Germanem a Viola będzie mieć rodzeństwo. Czekam na next>>Życzę weny:*
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Sandra<33
Odcinek 12 już na blogu ;)
Usuń