Odcinek 12

Violettę zatkało. Nie mogła zrozumieć dlaczego ojciec pomyślał, że może być w ciąży. Nie mieściło jej się to w głowie.
- Co?! Skąd Ci to przyszło do głowy?!
- Jak to skąd, przecież zostawiłaś tu test ciążowy !
- To nie ja ! Nawet nie wiedziałam, że on tu leży.
- Nie ty?! Co, a może ja?! Przecież ty teraz byłaś w łazience ! Violetta, nie kłam ! León Cię zgwałcił ?!
- Tato czy ty siebie w ogóle słyszysz ?! Jak León mógłby to zrobić?! Jesteśmy za młodzi, a po za tym on ma pierścień czystości !
- To w takim razie Jacob to zrobił !
- Nie, tato ! Nikt mnie nie zgwałcił !
- Ah, nie? To jak mi to wyjaśnisz ?!
- German, to nie Violetta jest w ciąży, tylko ja - powiedziała Angie, wchodząc do łazienki.
*****
Camila zaczęła grać na gitarze i śpiewać piosenkę, myśląc o swoim ukochanym Brodweyu.

        ,,Żyjące Uczucie"
1. Podążając za cieniem
    Podążając za gwiazdami
    Słyszę Twój głos unoszący się w oddali
    Załamujący się pod wpływem moich emocji
    Próbuję go odtworzyć
    Lecz mój mózg protestuje
    Kaseta się zatrzymuje
    Pauza aktywuje

Ref: Bez Ciebie czuję pustkę
        Czuję jak ból wypełnia mnie
        Przez wnętrze płynie zimna krew
        Nie umiem żyć w ciszy
        Bez Twojego głosu
        Bo ty gdy odchodzisz, zabierasz mi moje serce
        Bo ty gdy odchodzisz, zabierasz mi duszę
        Bo ty gdy odchodzisz, zabierasz mi rozum
        Życie staje do góry nogami
        A ja zanikam
        Nie ma Ciebie, to nie ma mnie...

*****
Diego wszedł do pokoju. Był strasznie wkurzony.
- Diego, wyglądasz jak wulkan. Co się stało?
- Mój ojciec się stał. Zawsze to samo. Nigdy nie mogę się z nim dogadać.
- Przecież mieliście razem kontynuować Art Rebel.
- Nie o to chodzi. Z nim się nie da gadać.
- Chodzi o mamę? 
- Tak, ale nie chcę teraz o tym gadać, ok?!
- Dobra, tylko nie wyżywaj się na mnie.
- Wiem, przepraszam. Już taki jestem, że jak mam furię to...
- To wybuchasz jak wulkan. Tak, zgadzam się.
- No widzisz. Jakie jest kolejne miasto, gdzie masz mieć koncert?
- Mediolan ! W końcu zobaczę się z moją rodziną.
- Aaaa, faktycznie. Zapomniałem, że oni tam mieszkają. Zabierzesz mnie ze sobą do nich?
- Tak, nie martw się. Zapoznam Cię z nimi.
- Super, bardzo mnie to cieszy.
- Mnie, też. Uwierz. Haha.
*****
German prawie zemdlał.
- Co?! Jak to ty jesteś w ciąży?!
- Angie, chyba żartujesz...- urwała Violetta.
- Nie, będziesz miała przybraną siostrę albo braciszka.
- Angie, tak się cieszę ! To najlepsza wiadomość jaką usłyszałem ! - zaczął ją uściskać German.
- Angie, gratuluję !
- German, jak mogłeś pomyśleć, że Violetta jest w ciąży?! Nie rozumiem tego.
- Dobra, ok. Przesadziłem. Nie wracajmy już do tego tematu. Chodźmy świętować!
- Ale super!
- Wielkie nieba! Angie, gratuluję ! To istny cud! - zaczęła się cieszyć Olga.
- Czy to prawda? - zdziwił się Ramallo.
- Tak.
- Gratuluję ! Ciekawe czy to będzie chłopak czy dziewczynka?
- Nie wiadomo. 
- Chciałabym mieć siostrę. 
- Wszystko w swoim czasie, córeczko.
- Wiem, słuchajcie, idę zadzwonić do Leóna i reszty. Muszę im o tym powiedzieć! Oj, Angie, tak się cieszę !
- Ja idę się przespać - powiedziała Angie.
- Dobrze, to idź.
- Panie Germanie. Można na 2 słowa?
- Tak, o co chodzi Olga?
- Mam nadzieję, że nie będzie Pan robił tej samej maskarady co z Violettą.
- O czym Pani mówi?!
- O zabranianiu śpiewania, chodzenia do studia itd...
- Co?! Nie ! Zaakceptuję każde powołanie mojego przyszłego dziecka. A Pani niech się zajmie lepiej sobą, dobrze?!
- Dobrze, to świetnie. To chciałam usłyszeć, a i jeszcze jedno...Trzymam Pana za słowo !
*****
Ludmiła i Federico pojechali z tatą kupić bilety na samolot.
- Jesteś na pewno pewna, że chcesz wracać do domu? O Federico nie pytam, bo wiadomo, że z Tobą wróci.
- Tak, tato. Jestem zupełnie pewna. Wiem co robię.
- Ok, szkoda, że nie pobędziesz tu ze mną dłużej.
- Naprawdę uwierz. Bardzo bym chciała, ale nie mogę. Po za tym jeszcze tu zostajemy 2 dni.
- Tak. Trzeba się cieszyć każdą chwilą - Potem podeszli do kasy.
- My poprosimy 2 powrotne do Buenos Aires.
- Dobrze. Dzisiaj mamy zniżkę na loty.
- O, to świetnie.Proszę.
- Dziękuję.
- Do widzenia.
- Miłego dnia, życzymy.
- Dziękujemy bardzo.
- Szkoda, że Twoja mama nie jest taka miła jak ta co sprzedaje bilety - powiedział Fede.
- Niestety, to nie to samo...Ten pobyt w miejscu gdzie wysłał ją German, coś nie pomógł...
- Dziwię się w ogóle, że ją wypuścili...
- Ja też, ale cóż poradzić na zazdrość nie ma rady...
- No tak.
*****
Olga marzyła o Ramallo, leżąc na kanapie.
- Czemu Pani jeszcze nie śpi?
- A wie Pan co...Tak się rozmarzyłam o tym jak bardzo chciałabym mieć dzieci...
- Nie uważa Pani, że na to już trochę za późno?
- A Pan tak uważa?!
- Co? Ja nic nie powiedziałem...
- Tak, ale jest Pan zdania, że jest na to za późno. Ramallo to widać z Pana oczu!
- No tak, jestem takiego zdania, ale co z tego?
- Nic! Zupełnie nic. Czuję się urażona.
- Rozumiem, że idzie Pani spać?
- Tak, by zapomnieć przez sen o czym Pan powiedział. Dobranoc.
- Olga...Ja...
- Co?
- Już nic...Dobranoc.
- Ale Ramallo, dokończ Pan, proszę.
- Nie, to nie ważne. Miłej nocy. Idę na górę.
*****
Andres i Ariana udali się do centrum handlowego. Wtem zaczepiły go fanki.
- Andres ! Andres ! Możemy prosić o autograf?! I zdjęcie?!
- Em...ok, spokojnje, tylko nie wszystkie na raz ! Każda dostanie swoje 5 minut ze mną!
- Andres, zaraz się zleci tu cała galeria. Chodźmy, bo spóźnimy się na autobus. Po za tym jest 22:00.
- Ok, przepraszam was moje miłe, ale musimy już lecieć. Koniecznie oglądajcie mój program ! Do zobaczenia.
Potem z zakupami pobiegli na przystanek.
- Przepraszam, jechał już autobus na...- spytał Andres przechodzącą babcie.
- Odjechał 7 minut temu...-
- A kiedy jest następny?
- Oj kochani, następnego już nie ma.
- Co proszę?! Ale jak to?! I co my teraz zrobimy?!
- Chyba pozostaje Wam tylko łapanie taxi.
- Dobrze, dziękujemy...
- Mówiłam Ci, że nie zdążymy.
- Lepiej nie gadajmy, tylko poszukajmy taxówki.
- Ok... Patrz tam jedzie!
- Halo ! Taxi ! Tutaj jesteśmy !
- A co wy stworki tak późno się wałęsacie po mieście? Autobus uciekł?
- Tak... Wie Pan, uratował nam Pan życie. Zakupy robiliśmy.
- To wsiadajcie.
- Super, dziękujemy.
*****
Następnego dnia. Diecesca wylądowała w San Daniele. 
- W końcu jestem w swoim domu.
- Ładnie tutaj...Coś czuję, że mógłbym się tu zadomowić...
- Nie, nie dałbyś rady. Na obiad prawie zawsze mamy tu makaron.
- Co? A zupę?
- My nie jemy zup.
- Chyba żartujesz...
- Nie. I widzisz, a nie mówiłam, że byś tu nie wytrzymał. Za to ja tak, bo jestem na diecie.
- Ty się nie masz z czego odchudzać...No może chyba, że z tych łydek na nogach...
- Dzięki Diego !
- Szczery jestem.
- Genialnie, to bądź.
- To jestem.
- Czasami zachowuj sobie niektóre rzeczy dla siebie, jasne?!
- Już dobra, dobra. Żartowałem.
- No mam nadzieję.
- To Twoi rodzice mają po nas przyjechać?
- Tak, patrz, już są! Mamo, tato !
- Francesca ! Nasza córeczko ! Nawet nie wiesz jak się za Tobą stęskniliśmy ! - mówili po włosku.
- A ja za Wami! Właśnie, a to jest mój chłopak Diego.
- Dzień dobry.
- A czy ty przypadkiem nie byłaś z Marco? - spytał tata.
- Rozstaliśmy się, bo on pojechał do Royal Auditorium w Londynie.
- To wielka szkoła taneczna, naprawdę trzeba być dobrym, żeby się tam dostać.
- Tak, no on miał predyspozycje...
- Dobrze, to witamy Cię Diego, w naszym mieście. Miło nam Cię poznać- powiedzieli po hiszpańsku.
- Dziękuję, mi również miło Was poznać.
- To jedziemy do domu?
- Tak, już się nie mogę doczekać!
*****
Violetta i Leon poszli na obrzeża parku. Położyli się na trawie i wpatrywali w chmury.
- Wiesz co teraz czuję? - spytała Violetta.
- Co?
- Że miłość wisi w powietrzu pomiędzy nami...Unosi naszą więź na wietrze...
- A na słońcu nasze serca się rozpalają...
- Tworząc gorący krąg, w którym jesteśmy...
- Nie sądzisz, że to dobre słowa na piosenkę?
- Tak, masz racje. León, zauważyłeś coś? Każdego roku tworzymy razem piosenkę. To niezwykłe.
- Bo to połączenie jest w nas.
- Zgadza się - I się nachyliła nad nim.


Potem go pocałowała. León się speszył.
- Umiesz wprawić mnie w zawrót głowy...
- Ty mnie też.
- Tak? A czym najbardziej?
- Oczami, uśmiechem, akcentem, słodkimi gestami...
- Haha.
Gdy podnieśli się z trawy ujrzeli z daleka Priscille.
- O nie, León ! To ona, zobacz ! Boję się !
- Ciii, spokojnie, przy mnie Ci nic nie zrobi.
- O, witajcie ! Co za spotkanie czyż nie?
- Czego Pani od nas chce? - spytał León.
- Mogłabym porozmawiać z Violettą na osobności?
- Nie zostawię ją samej przy Pani.
- A czy ja wyglądam na wampira? Haha.
- León, chodźmy stąd.
- Stójcie ! Nigdzie mi nie uciekniecie. W tej chwili masz zadzwonić do ojca i dać mi go do słuchawki ! 
- Ona nie będzie wykonywała tego co Pani do niej mówi...
- A ty się nie wtrącaj, bo mnie popamiętasz ! 
- Słucham?
- Przepraszam,  to te nerwy. Dobrze, proszę powiedz swojemu tacie, żeby się ze mną skontaktował, jasne?
- Tak, tak. Przekażę.
- Dziękuję, to na razie - I odeszła.
- León, boję się, co jak ona chce coś mu zrobić?
- Spokojnie, chodź, pójdę z Tobą.
- Dziękuję Ci.
- Nie ma za co.
*****
Camila poszła na wykłady z matematyki. Była przed czasem. Wtem podszedł do niej pewien chłopak.
- Hej, Cami...
- O cześć, Pedro.
- Czemu jesteś taka smutna?
- Bo mój chłopak musiał wyjechać do Brazylii.
- Brodwey, tak?
- Tak, wiesz jaki czuję wewnętrzny ból? On mnie zżera od środka.
- Rozumiem Cię doskonale...
- Miałeś podobnie?
- Niestety...
- To pocierpimy sobie razem. Witaj w klubie.
- Tak, ale zawsze możemy się wesprzeć,nie?
- No tak. Jesteśmy kolegami.
- Tak, kolegami...Mam pytanie. Chcesz ze mną siedzieć dzisiaj w ławce? Bo wiesz, ty tak dobrze znasz się na matematyce...
- Tak, jasne. Czemu nie?
- To super.
*****
Francesca wraz z Diego i rodzicami dotarli pod ich dom. Babcia i dziadek hucznie ich przywitali.
- Nasza najukochańsza wnusia wróciła! - krzyknęli razem (po włosku).
- Hej babciu, hej dziadku! - ucałowała ich.
- Widzę, że uciekłaś do Argentyny po gangstera...- zaśmiała się babcia.
- Babciu, on nie jest żadnym gangsterem, to Diego.
- Witam, miło mi poznać Panią.
- Nawet jego imię by pasowało do tego określenia - dodał dziadek dla żartu.
- Dziadku...Nie przeginaj ! - Fran szepnęła mu do ucha.
- No już dobrze. W takim razie musimy to uczcić porządnym winkiem. Zaraz idę przygotować.
- Będzie wino? Jak wytwórnie - rzekł uradowany Diego.
- No nie wierzę, jesteś taki sam jak mój dziadek.
- A ty jak babcia może, co?
- Ja? Czemu?
- Bo kiedyś myślałaś, że taki jestem.
- Nie, nie przypominam sobie.
- Jasne, Francesca.
- Dobra, może i masz ra...Uuu nie dam Ci tej satysfakcji.
- Okropna jesteś.
- Aaa gracie- i mu dała buziaka.
- To siadajmy do stołu - powiedział tata.
- To jak długo tu zostajecie? - spytała babcia.
- O co ona pyta? - spytał Diego nie rozumiejąc.
- Jak długo tu zostajemy. Em...sądzę, że na tydzień na pewno.
- Tak krótko? Nawet ja tak krótko wódki nie piję...- dodał dziadek.
- Ty ciągle pijesz ! - wkurzyła się babcia.
- A ty ciągle na mnie narzekasz !
- O co oni się kłócą? - zdziwił się Diego.
- Nie pytaj...
*****
Ludmiła i Federico pojechali ostatni raz zobaczyć się z Luckym. Od tamtego czasu bardzo urósł.

- Będzie bardzo mi go brakowało...- urwała Lu, głaszcząc go.
- Nie płacz Ludmiła, będę Ci wysyłał filmiki i zdjęcia z nim jak wyjedziesz.
- Dziękuję tato, jesteś dla mnie taki dobry.
- Bo Cię kocham.
- To jakby Pan jej nie kochał, to by Pan taki nie był? 
- Federico !..
- Nie, żartowałem. Przecież tak się mówi.
- Wiem, hahaha.
- Jutro wylatujemy...
- Tak...
- Tato, życz nam powodzenia.
- Jeszcze przecież nie lecicie. Jutro Wam będę życzył.
- To dobrze, bo się przyda...
*****
Gdy zaczęły się wykłady, Cami i Pedro usiedli ze sobą w ławce. Chłopak co chwilę na nią zerkał. Camila zauważając to, skapnęła się, że budzi w nim zainteresowanie.
- Hej, myślisz, że ładnie wyglądam? - spytała po cichu z szerokim uśmiechem.
- Tak, jesteś olśniewająca...
- To dla tego na mnie zerkasz co chwilę?
- A zerkałem?
- No trudno było nie zauważyć...
- Wiem...Ładna jesteś.
- Dziękuję.
- Ej, wy tam ! Ciszej ! Tłumaczę bardzo trudne twierdzenie ! Skupcie się !
- Dobrze, przepraszamy.
- Nie chcesz ze mną po wykładach gdzieś wyskoczyć?
- Nie wiem, to zależy jaki będę miała humor.
- Zawsze mogę Ci go poprawić.
- Naprawdę? Ooo, dziękuję. Kochany jesteś. W takim razie, wiesz co? Zgadzam się. Pójdę z Tobą.
- Dzięki, to super.
- Gdzie się wybieracie? - spytała zazdrosna dziewczyna, Clar.
- Na dwór...A co, masz z tym jakiś problem?! - oburzyła się Camila.
- Camila ! Ile mam Cię jeszcze upominać?! - wrzasnął nauczyciel.
- Już będę cicho, obiecuję i przepraszam.
- No, mam nadzieję...
*****
Andres  z Ariną poszedł spotkać się z Maxim.
- Maxi, Maxi !
- Co się stało? Ooo, widzę, że sobie znalazłeś dziewczynę.
- Hej, jestem Ariana.
- Miło mi.
- Posłuchaj! Dzwoniłem do Fede. Powiedział, że jutro wylatują z Afryki.
- Ok, to trzeba będzie wszystko zorganizować.
- Tak,
- A o co chodzi? - zdziwiła się Ariana.
- Chodzi o zamknięcie naszego zespołu.
- Jak to? Zamykacie zespół?
- Niestety, wszystko się rozpadło.
- Ale dlaczego?
- Każdy z nas wybrał inną drogę, do tego Brodwey wrócił do Brazylii...
- To taka szkoda, kochałam Wasze piosenki.
- A którą najbardziej? - spytał Maxi.
- Chyba ,,Are you ready for the ride?".
- Słuchajcie, wpadłem na pomysł, abyśmy urządzili imprezę pożegnalną tam gdzie wszystko się zaczęło...- palnął Andres.
- W studiu?
- Tak, chodźmy jutro do Pabla, spytać się czy możemy zrobić tam ostatni koncert za 2 dni!
- Andres, głowa pracuje, świetny pomysł. To będzie nasz ostatni koncert ze wszystkimi piosenkami z naszej płyty.
- Tak.
- A więc jutro trzeba powiedzieć o tym Leónowi i Federico...
*****
Olga prasowała pranie w salonie.
- Nananana...- podśpiewywała sobie.
- Kocham patrzeć, jak z Pani ust wylatują nuty melodii...- rzekł Ramallo.
- Tak? - zarumieniła się Olga.
- Wtedy tą muzykę tak się czuje dogłębnie...
- Muzykę? Dogłębnie?
- Tak, Olga, a co?
- Dopiero teraz?!
- O co Pani chodzi, bo nie rozumiem.
- Pan jak zwykle tumanem jest.
- Co proszę?! Że ja?!
- O co wy się znowu kłócicie?! - wkurzył się German.
- O niego!
- O nią!
- Co?! Nie, nie, nie ! Mam już tego dosyć, Idźcie mi z oczu. Nie chcę Was widzieć ani słyszeć.
- Widzi Pan?! To wszystko Pana wina! - powiedziała Olga do Ramallo odchodząc.
- Nie mogę z tą kobietą po prostu, nie mogę...
- Tak, tak, tak, a ja z Wami nie mogę !
Wtem Violetta z Leónem weszli do domu.
- Tato...
- Hej, co masz taką minę, co się stało?
- Priscilla, ona...
- Co jest?! Zaczepiła Was? Mówicie coś !
- Tak, ona chciała...- Wtedy Priscilla stanęła za nimi.
- Witaj German, mówiłaś coś o mnie Violu?- pociągnęła ją od tyłu za włosy.

Ciąg dalszy nastąpi...

Jak myślicie, co knuje Priscilla?



Komentarze

  1. Cześć i czołem^^
    Z góry chciałam cię przeprosić że tak późno ale
    poprawianie ocen w szkole itd, sama rozumiesz.
    Odcinek jest GENIALNY, MEGA! Gdzie się tak
    nauczyłaś pisać? Talent to ty masz bez dwóch zdań!!!
    A najbardziej to mi się początek podobał i to jak
    Vils pocałowała Leósia na trawie, Słodko<33
    Wredna Pricilla niech im da spokój bo ją uduszem!!!
    A więc podsumowując moją niezwiezłą wypowiedź
    odcinek jest świetny, super i wiele więcej.
    Czekam na next'a i życzę weny:*

    Pozdrawiam Sandra<33

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odcinek 13 już na blogu! Dzięki :* P.S. Wyjeżdzam na 2 tygodnie, więc nie bd miała internetu, ale jak wrócę to wstawię 14 odcinek ;)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Odcinek 27

Odcinek 4