Odcinek 7

Jacob próbował ją pocałować. Nie udało mu się, gdyż Violetta go odepchnęła.
- Co ty zwariowałeś?! - wkurzyła się.
- Nie, jesteś taka piękna...
- Mam chłopaka.
- A ja mam jaszczurkę - zażartował.
- Jesteś ciołkiem - po czym uciekła do Leóna.
- Zostaw moją dziewczynę w spokoju - wtrącił się León.
- A co masz z tym problem?
- Nie, ale mam problem z Tobą.
- Jak już coś, to ja mam problem z nią.
- Ta? To zaraz ty będziesz miał problem ze mną!
- León, spokojnie. Daruj sobie. To zwykły pajac. Chodźmy stąd.
- Nie pozwolę, żeby ktoś Cię skrzywdził.
- Wiem. Wracajmy do domu, bo już późno- Potem wyszli z kafejki.
*****
Priscilla zapukała do domu Jade.
- A co ty tu robisz?! - oburzyła się Jade.
- Musimy porozmawiać...
- Czego chcesz od mojej żony? - wtrącił się Nicolas.
- O, kompletnie zapomniałam, że mieszkacie razem...
- To idź do lekarza. Przepisze Ci leki na lepsze zapamiętywanie.
- Hahaha, ależ ty masz poczucie humoru - zaśmiał się Nicolas.
- Chciałam porozmawiać z jej bratem. Wiesz, gdzie może jest Matias?
- No jak to gdzie? Na ziemi. Tej ziemi. W tym mieście. Ze swoją kochanką Parodi. A cio?
- Mam do niego sprawę. Dzięki za informację. Na razie.
- Czekaj, czekaj panienko! Po co do niego idziesz?!
- To już moja sprawa.
- Skoro moja żona pyta, to masz jej odpowiedzieć.
- Ah...Ależ wy uparci...No dobrze...Idę do niego, ponieważ muszę się go poradzić, gdzie kupić pewne rzeczy, a on się najlepiej na tym zna. Tyle. Pa.
- Oh, jakaś tajemnicza ta kobieta...Strasznie tajemnicza.
- Zapomnijmy o niej. Chodź Jade, przejdziemy się do SPA.
- O, to świetny pomysł.
*****
Ludmiła i Federico wołali o pomoc. Wtem z daleka wyłoniła się sylwetka jakiegoś zwierza.
- Fede, oni chcą nas dać na pożarcie jakiemuś dzikiemu ssakowi!!!
- Nie, spójrz. To Lucky. Chyba uciekł z rezerwatu.
- Skąd wiesz, że to on?
- Bo ma emblemat.
- Lucky!!! Kici, kici...Ratuj nas!
Gepard podbiegł do nich i zaczął syczeć na murzynów.
- Dobry gepard!
Nagle zza krzaków wyszedł tata Ludmiły.
- Zostawcie ich! - krzyknął po ich języku.
Afrykanie natychmiast ich rozwiązali. Przez chwilę prowadzili jakąś rozmowę z ojcem, a potem odeszli.
- Tato! Jesteś moim bohaterem! Skąd się tu wziąłeś?
- Goniłem Luckiego. Nie wiedziałem, że was dopadli.
- Ty umiesz ich język?
- No a jak. Pewnie, że tak.
- To jakiś bełkot, a nie słowa.
- No cóż...Cejrowski jestem.
- Ta, jasne - zaczęli się śmiać.
*****
Następnego dnia Francesca malowała się w łaziencę i przygotowywała do odlotu w trasę.
- Co tam robisz w tej łaziencę tak długo?Przebierasz się? - spytał głupkowato Diego.
- Diego! Nie podglądaj mnie!
- A czyli się przebierasz?
- Nie! Maluję się. Chociaż w sumie to też robiłam...Nie powiedziałam tego! Wymaż to sobie z pamięci.
- Przykro mi, ale nie.
Potem wyszła z łazienki.
- Diego, bierz walizki, bo się zaraz spóźnimy.
- Nie stójcie! - zatrzymał ich Szymon.
- Tak?
- Zanim wylecimy...Masz jeszcze spotkanie w DDTVN.
- Co? Jak to? A co z samolotem?
- Będziesz leciała prywatnym, on na Ciebie poczeka.
- Aaaa...to już wszystko rozumiem teraz.
- Dobra, zbierajcie się i jedziemy do studia DDTVN.
- Ok, już.
- Fran? - spytał Diego.
- Tak?
- Wyglądasz pięknie.
- Piękno tkwi w naturalności.
- Tak, a ty jesteś tego przykładem, hehe.
- Dziękuję.
*****
Violetta obudziła się. Była bardzo podenerwowana tą całą wczorajszą akcją.
- Cześć kochanie - powiedział León, gładząc ją po policzku.
- León...Która godzina?
- Strasznie późno już...
- Jest 09:30?! Co my tu jeszcze robimy?! Mieliśmy być pół godziny temu na śniadaniu! To wszystko przez tą dyskotekę...Jeszcze zaspałam.
- Ej, tylko spokojnie. Nie myślmy już o tym.
- Nie mogę o tym nie myśleć! Miałeś racje, jak zawsze, a ja Cię nie posłuchałam.
Wtem German wszedł do pokoju i zobaczył ich na jednym łóżku.
- Yyyy tato...To nie tak jak myślisz...- zaczęła Violetta.
- Ah nie?! To czemu jesteście razem, tutaj na jednym łóżku?! Spaliście razem?!
- Co?! - zdziwili się.
- No jak to co?! Przecież was widzę razem. Oszaleliście?!
- Tato...León tylko tutaj siedzi...Nie spaliśmy ze sobą. Każdy ma swoje łóżko...
- I ja mam wam wierzyć?!
- Proszę Pana, to było tak, że Viola miała koszmar i się do mnie przytulała i tak wyszło, ale to nie było dzisiaj, tylko wczoraj...
- Co proszę?! 
- Tato...Zabronisz mi się do niego przytulać?! Odpuść, proszę Cię.
- Ja wiedziałem, że to się tak skończy jak będziecie razem w pokoju!!!! - spojrzał na Leóna.
- Proszę Pana, ja jestem zupełnie czysty,  przysięgam.
- Tato, nigdy nie zauważyłeś, co on ma na palcu?
- I to niby ma świadczyć o jego zdrowym rozsądku?!
- Tak, ale o zasadach też. Tato, możesz wyjść i dać mi się ubrać?!
- A on co?!
- Ja też wychodzę, spokojnie. 
- To wychodź pierwszy...
- Czekam na dole skarbie - powiedział León i wyszedł.
- Powiedz mi jedno...Zrobił Ci coś?
- Tato!!! Nie wytrzymam z Tobą. Nie! Jasne? A teraz wyjdź! 
- Już dobra, dobra. Chciałem się tylko upewnić.
- Ponoć mu ufasz i mi też.
- Tak, tak, ufam wam. No już, przepraszam.
- To wyjdź.
- No idę. Czekam na dole...Ale jak by coś, to wiesz...
- Tak, skończyłeś?
- Tak, teraz wychodzę.
- Zejdź szybko.
- Wiem...
*****
Olga ujrzała Ramallo przy lustrze w garniturze ślubnym, który się poprawiał.
- Oh, mój Ramallo...Jesteś taki cudowny w tym garniturze...
- Olga, co ty mówisz? Ja nie mam żadnego garnituru.
- Ah nie? A to co to jest?
- Najzwyklejsza koszula...- Wtedy Olga się odknęła.
- Czy ty masz zwidy Olga?
- Co? Ramallo, zajmij się Pan czymś innym byle nie mną, czy to jest jasne?
- Ale ja nic nie zrobiłem...
- To nawet nie próbuj zaczynać. Wychodzę do Beto.
- Do Beto? A po cóż do niego?
- Bo jesteśmy razem.
- Co?! Jak to?! Nie wierzę...
- A wybraź sobie, że tak to właśnie.
- Od tak? 
- Tak. A co? Ma pan z tym problem?
- Ja? Emm...Nie, wręcz doskonale. Życzę w takim razie szczęścia, Tobie i...A jemu nie.
- Co powiedziałeś?!
- Em...Nic...Idę do gabinetu.
- Ramallo...Wracaj mi tu!
*****
Chłopaki poszli do studia, aby powiedzieć Pablo, że zamykają zespół na zawsze.
- Cześć chłopaki! Co tam u Was?
- Hej Pablo. Jesteśmy tutaj, bo musimy Ci o czymś powiedzieć...- zaczął Maxi.
- Ok. To słucham.
- Chodzi o to, że podjęliśmy decyzję...- urwał Maxi.
- Rozwiązania zespołu...- dokończył Andres.
- Co? Jak to? Dlaczego?
- León i ja odeszliśmy...
- León wybiera się na medycynę - dodał Brodwey.
- O...Nie sądziłem, że to go interesowało...Myślałem, że zespół jest dla niego najważniejszy.
- Tak, był, ale dla niego to już skończony temat.
- A ty Andres czemu?
- Będę za tydzień prowadził własny program pt: ,,Adwokat Miłości". 
- Naprawdę? Nie myślałem, że do tego wrócisz.
- Wiesz...Poczułem, że pomaganie innym w sprawach sercowych to moja rola.
- A więc reasumując stwierdziliśmy, że ta decyzja będzie dla nas najlepsza - powiedział Maxi.
- Dobrze. Nie mogę się nie zgodzić z Waszą decyzją. W takim razie zostaje zwolniony z bycia Waszym menagerem.
- To dzięki Tobie tyle osiągnęliśmy, Pablo. Zawsze będziemy Ci za to wdzięczni - rzekł Brodwey.
- A tam. To wy jesteście zdolni, nie ja.
- Pablo, nie przesadzaj. Jesteś najlepszy! - krzyknęli wszyscy na raz.
- No już dobrze. Maxi, Brodwey, a wy macie już jakieś plany na siebie?
- Ja chcę być tancerzem lub raperem.
- Zawsze można to połączyć.
- Właśnie, jeśli chodzi o mnie, to muszę Wam coś powiedzieć...Nie mówiłem Wam tego wcześniej, bo jeszcze do końca nie byłem tego pewien, ale dzisiaj już jestem. Głównie przez to zgodziłem się na rozwiązanie naszego zespołu.
- Co jest Brodwey? Nie strasz nas! - krzyknął Andres.
- Wracam z powrotem do Brazylii...
*****
Rodzina Ferro tego dnia pojechała zwiedzać dalej rezerwat. Był on bardzo odległy. Towarzyszył im Lucy, którego przewozili na inny teren.
- Tato, kiedy zobaczymy jakieś inne zwierzęta, oprócz sępów i antylop?
- A co, masz chrapkę na lwy? - zaśmiał się Fede.
- Spokojnie, najpierw odwieziemy Luckiego, a potem jedziemy do tego co chcecie.
- Ale ja nie chcę zostawiać tu Luckiego!
- Ludmiła, przykro mi. To nie jest zwierze domowe.
- Ale jakoś jest oswojony...
- Będę się nim zajmował w rezerwacie, nie bój się.
- No dobra, ale on i tak mnie uważa za matke.
- Jasne, córeczko. Powiedz mi, co tam u mamy?
- A co ma być? Nic.
- Pokłóciłyście się znowu?
- Całe życie z nią to jedna wielka kłótnia.
- Może zachowuje się tak, bo ją zostawiłem i wyjechałem tutaj...
- Nie wiem. Ona po prostu ma zapisane w naturze, aby rządzić i mnie dobijać...
- Ludmiła, nie mów tak. Twoja mama Cię kocha - powiedział Fede.
- Ta...jakoś w to nie wierzę. Całe 3 lata się nade mną znęcała.
- To czemu nic nie mówiłaś?
- A po co? I taj byście nic nie zdziałali wtedy.
Po paru minutach dotarli na miejsce.
- No to jesteśmy - rzekł ojciec i wyciągnął Luckiego z klatki, puszczając do środka rezerwatu.
- Tylko nie otwierajcie tej bramy, bo tu jest granica rezerwatu.
- Przecież wiemy.
- Dobra, a teraz jedziemy do lwów.
- No w końcu. Ale wrócimy tu do niego jutro?
- No tak. W końcu ktoś musi mu dać jeść.
- Dobrze, że ma Pan dużą ekipę, bo inaczej by Pan nie wyrobił na całym terenie.
- Oj, tak, święta racja.
*****
Francesca, gdy dotarła pod studio DDTVN, ujrzała falę fanów biegnących ku niej. Wszyscy razem zrobili sobie pamiątkowe zdjęcie. 


Po udanym wywiadzie i występie z Szymonem, udała się z nim do samolotu, w którym czekał już Diego.
- A więc rozpoczęcie trasy, uważam za otwarte.
- Tak. Diego pokaże Ci coś...- Po czym wyjęła z torebki swoją książkę.
- Czy to...
- Tak. Pisałam ją już długo...To miała być niespodzianka.
- To dla mnie?
- Tak. Może dowiesz się czegoś więcej ciekawego o mnie...
- Sugerujesz, że Cię nie znam?
- Tak głęboko jak siebie tu opisałam, na pewno nie. Haha.
- Bardzo śmieszne, więc mam co robić przez cały lot.
- Owszem, a ja sobie odpocznę. I powiem Ci coś jeszcze. Mam dla Ciebie jeszcze jedną niespodziankę...
- Tak? A jaką?
- Zobaczysz już niedługo...
- No dobrze.
*****
Violetta wyszła na tył domu. Usiadła na schodach z gitarą i zaczęła śpiewać piosenkę dla Leóna. Chłopak ją ujrzał. Szedł wolnym krokiem, wsłuchując się w jej głos.
- Czyżbym słyszał anioła? - zaciągnął z akcentem.
- León...Wystraszyłeś mnie. Co tu robisz?
- To było dla mnie ?
- Tak...Ale to nie jest dopracowane...
- Jest idealne.
- Naprawdę? Podoba Ci się?
- Tak i to bardzo.
- Dzięki, cieszę się, że ci się podoba.
- Czemu nie poszłaś na śniadanie?
- Nie mam ochoty widzieć tam taty.
- Ale powiedział Ci coś?
- Zaczął wymyślać znowu z tym, co wtedy, jak poszedłeś.
- A, o to chodzi. Słuchaj, nie przejmuj się nim. Przejdzie mu.
- Nie wiem, może. Wkurza mnie to, że mi nie ufa. Mam już dosyć tego - León ją przytulił. 
- Dziękuję, że się tak mną opiekujesz.
- I zawsze będę.
- Ah, kocham ten Twój uśmiech!
- A spojrzenie?
- León...
- Ok, już przestanę, hahaha.
- Violetta, León chodźcie na śniadanie - zawołała Angie.
- Dobrze, już idziemy.
*****
Olga wracając z zakupów spotkała się z Beto, by omówić parę spraw.
- Beto, witaj!
- O, Olga. Co u Ciebie?
- Aaaa, wspaniale kochanie - powiedziała, gdyż przyuważyła, że Ramallo ich obserwował zza drzewa.
- Kochanie? Ale, po co to mówisz teraz?
- Ciiii...Ramallo nas widzi. Rób co ci każę.
- Aaa, dobrze...A gdzie on jest?
- Za drzewem, za drzewem, ciii - szeptała.
- Aaaa, za drzewem.
- Betito jakże ja się stęskniłam za Tobą - Po czym go pocałowała. Ramallo, aż ściągnął okulary, nie mógł w to uwierzyć.
- Olga, pachniesz jak bukiet kwiatów...A Twoje pocałunki to jak raj.
- Ah, dziękuję, Betito. Jesteś taki kochany.
- Oni są naprawdę razem...Czyli ona mnie rzuciła dla niego?! Nie mogę w to uwierzyć...To się nie mieści w głowie...- mówił zza drzewa. Wtem koło niego przeszedł Matias.
- O Witam Pana.
- O, Matias? A ty skąd wracasz?
- Idę po Jade, wyjeżdża w końcu w podróż poślubną z Nicolasem.
- Aha, rozumiem. To życz jej miłego pobytu.
- Dobrze, a ty pozdrów Germana. W sensie, Jade przesyła mu pozdrowienia...
- Ale Jade...Mam nadzieję, że ona...
- Spokojnie, ona już zapomniała o Germanie. Nie kocha go już. Jest szczęśliwa z Nicolasem.
- Uff...na szczęście.
- Owszem. Nasze wielkie szczęście. Ja idę, bo się spieszę. Na razie.
- Tak. Do zobaczenia.
*****
Chłopaki się zdziwili, wraz z Pablo.
- Co?! Jak to wracasz do Brazylii?!
- Właśnie Brodwey. Wyjaśnij na spokojnie o co chodzi - rzekł Pablo.
- Niestety. Skończyliśmy tutaj szkołę...A ja muszę w takim razie wracać do domu. Tak już było postanowione.
- A co z Camilą? Powiedziałeś jej o tym?
- Nie, jeszcze nie.
- To kiedy to zrobisz?! Na co czekasz?!
- Nie potrafię jej tego na razie powiedzieć.
- Ale musisz! Co będzie z Waszym związkiem w ogóle?! - zdziwił się Andres.
- Nie mam pojęcia.
- Kiedy wracasz do domu? - spytał Pablo.
- Jeszcze tu trochę zostanę. Mam trochę czasu. Słuchajcie, idę się przejść.
- Brodwey...
- Słuchajcie, chłopcy zostawcie go samego teraz. Potrzebuje spokoju.
- Tak, masz racje.
Brodwey usiadł na ławce przed studiem. Camila, która akurat wracała z skąś, podeszła do niego zakrywając mu oczy.
- Zgadnij, kto to.
- Camila - odpowiedział smutnym głosem.
- Tak! Brawo! Hej, co ci jest skarbie?
- Posłuchaj, muszę Ci coś powiedzieć.
- O! Nie uwierzysz, też Ci muszę coś powiedzieć! Zapisałam się na wykłady z matematyki, wiesz jak ja ją uwielbiam! Czy to nie wspaniale? Poszerzę sobie wiedzę i w ogóle...
- Tak, cieszę się, ale...
- Nie martw się. Przecież nadal będziemy mieć czas, żeby się spotykać.
- Nie o to chodzi.
- To w takim razie o co?
- Cami, ja...
- No wyduś to z siebie!
- Wracam do Brazylii...
- Co?!
*****
Ojciec Ludmiły w końcu zawiózł ich, by mogli na własne oczy poobserwować lwy. Przy okazji, widzieli także żyrafę.




- Ten lew to jak León...- stwierdził Federico.
- Nie, bo León to bardziej biały lew...
- A no fakt, bo on jest taki ,,czysty" hehe.
*****
Diego przez cały lot czytał  jej książkę. Bardzo mu się spodobała.
- Powiesz mi w końcu co to za niespodzianka dla mnie?
- Nie, zobaczysz jutro.
- No niech będzie, wygrałaś.
- Ha! Yeah! - Po godzinie dotarli z lotniska do ekskluzywnego hotelu. Jutro miał być pierwszy koncert.
- Oh, jestem wykończona tą podróżą. Chyba od razu położę się spać.
- Już? Tak szybko?
- Co się tak dziwisz? Jutro muszę wstać o 06:00 znowu...
- A ja sobie pośpię, hehe.
- Jesteś egoistą!
- Ja?
- No, a kto? Ja?
- Nie, hahaha.
- Ale to było zabawne...
- Oj, no nie obrażaj się. Po prostu mi zazdrościsz, że mam wolne.
- A wiesz co? Tak, zazdroszczę, o!
- Wiedziałem. Znam Cię na wylot.
- Ta, dzięki mojej książce.
- Nie, ja po prostu...
- Nic nie mów, bo i tak Ci nie uwierzę.
- No dobra, może mi książka pomogła. Zadowolona?
- Tak.
- Kocham Cię.
- Ja Ciebie też. Dobranoc.
- Dobranoc.
*****
Rodzina Castillo jadła kolacje, gdy nagle ktoś zapukał do drzwi.
- Ja otworzę - powiedział German.
- Dobry wieczór - powiedział Jacob.
- A tyś to kto?
- Jestem nowym marzeniem tej dziewczyny, która była ze mną na dyskotece.
- Mówisz o Violettcie?
- Tak.
- Jakiej znowu dyskotece?! O czym ty mówisz?! To jakaś pomyłka! - Wtedy Violetta podeszła do drzwi.
- Co się tutaj dzieję?! Co ty tu robisz?!
- Znasz go? - zdziwił się German.
- Em...Tak, to skomplikowane...
- Gdzieś ty była wczoraj?!
- Tato, zostaw nas samych później Ci wytłumaczę...
- Nie ma mowy, niech ten knypek wynosi się stąd!
- Co jest? - spytał León podchodząc.
- Hej, panie ,,ładny". Masz ładną laskę na wynajęcie...
- Coś ty powiedział?! - wkurzył się León.
- León, pozwól, że ja to załatwię - dodał German.
- Nie tato, zostaw nas z nim, proszę Cię.
- Ok, ale daję Wam 5 minut, nie więcej.
- Dobrze. Można wiedzieć jak mnie znalazłeś?!
- Szedłem za Wami wczoraj. Takiej dziewczyny nie mogłem stracić z oczu...
- Słuchaj, zostaw ją w spokoju. Nie żartuję.
- I tak ją porwę, bo jest warta kupna.
- Co proszę? Idź sobie stąd, mam chłopaka!
- Serio? Myślałem, że to rzeźba sztuki. Ma taki modelowy nos.
- Posłuchaj mnie frajerze, albo się od niej odwalisz, albo ja Cię stąd wywalę hukiem.
- Chcesz okazać mi swoją naturę lwa? - zaczął się śmiać.
- Nie rozumiem z czego się śmiejesz.
- Z Ciebie. To takie proste, nie?
- Proszę Cię, zostaw mnie i Leóna w spokoju.
- Mogę spełnić jedną część. Jego zostawię, ale Ciebie zabieram - Po czym prysnął Leónowi gazem pieprzowym w twarz, a ją wyciągnął zza progu drzwi, łapiąc za szyję.
- Aaaa...León!!!

Ciąg dalszy nastąpi...

Jesteście ciekawi, jaki los czyha dalej nad nimi?

Komentarze

  1. Cześć! Genialny odcinek, Ale niech Jacob nie porywa ani nic nie robi Vilu.
    Biedny León dostał gazem pieprzowym w oczy.. Mam nadzieje że w 8 odcinku wszystko się dobrze skończy dla Leóna i Violetty. Haha German nie rozwala..

    Czekam na next z niecierpliwością >>>
    Pozdrawiam Sandra <33

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mały błąd mnie* A i fajna była by scena między Violettą a Leónem,
      niech będzie między nimi coś więcej..ale co ja tam wiem zrobisz co chcesz a ja i tak będę czytać bo lubię twój blog!

      Usuń
    2. Jeśli chodzi ci o to na 3 litery to bd po ślubie, bo wiesz León się trzyma zasad pierścienia czystości :D

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Odcinek 27

Odcinek 4