Odcinek 9
W wodzie pojawiła się krew. Ludmiła złapała go za rękę i zaczęła próbować go wyciągnąć na brzeg.
- Federico !!! Ty nie możesz zginąć !!!
- Aaaa, szybciej !!!
W końcu udało jej się go uratować. Federico cała noga krwawiła.
- Ludmiła, słabo mi...
- Fede, spokojnie, dzwonię po tatę, niech wezwie karetkę, cokolwiek - I wyciągnęła telefon by zadzwonić.
- Halo?! Tato, przyjedź nad rzekę. Federico jest ranny. Prawie go krokodyl pożarł. Wezwij pomoc !!!
- Co?! Już jadę !
- Federico !!! Ty nie możesz zginąć !!!
- Aaaa, szybciej !!!
W końcu udało jej się go uratować. Federico cała noga krwawiła.
- Ludmiła, słabo mi...
- Fede, spokojnie, dzwonię po tatę, niech wezwie karetkę, cokolwiek - I wyciągnęła telefon by zadzwonić.
- Halo?! Tato, przyjedź nad rzekę. Federico jest ranny. Prawie go krokodyl pożarł. Wezwij pomoc !!!
- Co?! Już jadę !
Minęła godzina. Ludmiła siedziała w poczekalni i czekała na wyniki.
- Czy państwo znacie Federico? - spytał lekarz.
- Tak, proszę powiedzieć, co z nim! - krzyknęła Ludmiła.
- O mały cud nie stracił nogi. Na szczęście operacja się powiodła.
- Można do niego wejść?
- Tak, proszę skierować się do tej sali.
- Federico...
- Cześć.
- Jak się czujesz?! Nawet nie wiesz jak się martwiłam!
- Nękała mnie całą godzinę, ciągle o Tobie nawijając - rzekł tata.
- Oj no co?! Martwiłam się strasznie o jego stan.
- Ale nic mi nie jest, uśmiecham się przecież! - zaczął się śmiać Fede
- Ty to masz poczucie humoru chłopcze.
- Tak, proszę Pana i to największe.
*****
Camila nie mogła w to uwierzyć.
- Jak to mnie nie akceptują?! Co ty mówisz?!
- No normalnie, zakazali mi z Tobą być, bo jesteś innej narodowości i tak dalej...
- A co to ma do miłości?! Ja sobie już z nimi porozmawiam.
- Co?! Nie, nie możesz, oni Cię zniszczą.
- Ta?! Chyba ja ich zniszczę !!!
- Camila, uspokój się, proszę.
- Nie, nie uspokoję się. Idę do nich, albo nie, ty idziesz ze mną!
- Co?! Nie, nie mogę. Oni się wkurzą, że Cię tu przyprowadziłem.
- No i co z tego, ja mam prawo im wygarnąć, co o tym myślę !
- Camila, nie, nie ma mowy !
- Wiesz co?! Wydaje mi się, że tylko ja walczę o nasz związek, a ty nawet nie kiwnąłeś palcem ! Jesteś bezczelny!
- A co to ma do tego ?!
- Oj, uwierz, dużo ! I wiesz co? Idę sama do nich.
- Co?! Nie, Camila ! Zaczekaj !
*****
Violetta i León wybrali się na przechadzkę. Wtem oboje zobaczyli małego, białego szczeniaka siedzącego na jezdni. Gdyby nie ich interwencja przejechał by go samochód.
- Dobrze, że go uratowaliśmy - powiedział León.
- Tak, on jest taki słodki! Pewnie się zgubił. Nie możemy go tu zostawić, León.
- To co z nim zrobimy?
- Zabieramy go !
- Do domu? Ale Twój tata...
- Zawsze chciałam mieć pieska. Musi się teraz zgodzić. Jestem już odpowiedzialna. Po za tym jak go nie zabierzemy to go do schroniska wezmą.
*****
Angie i German wylegiwali się na leżakach, pijąc lemoniadę.
- Tato, Angie !
- Co, co się dzieje?! Pali się?!
- Nie, tato, zobacz !
- Skąd wy go wzieliście?!
- Znaleźliśmy na ulicy. Prawie by go auto potrąciło.
- I?! Co mnie to obchodzi?!
- Możemy go zatrzymać?
- Co?! Nie, nie ma mowy. Pies to za duża odpowiedzialność!
- Ale tato, no proszę...
- German, wydaje mi się, że Violetta jest na tyle duża, że naprawdę może mieć psa.
- Tak, obiecuję, że się będę nim opiekowała. Zgodzisz się?
- German, daj jej szansę. Od tak dawna chciała mieć psa. Ona nie jest już dzieckiem.
- A więc? Zgodzisz się tato? No proszęęę...
- No już dobrze, dobrze. Niech Ci będzie.
- Naprawdę?! Ah, jesteś wspaniały! Kocham Cię !
- A jak go nazwiecie? - spytała Angie.
- Santos?
- Tak, pasuje świetnie. Do tego jest taki bielutki.
- I czysty - zaśmiała się Viola, patrząc na Leóna.
- Hahahaha.
*****
Francesca siedziała w pobliskim parku i grała na gitarze swoją piosenkę. Szymon zaczął jej się przyglądać.
- Hej
- O, Szymon, hej. Stało się coś?
- Właściwie to chciałem Ci coś powiedzieć...
- Tak, wiem, że jutro lecimy do kolejnego Państwa.
- Tak, ale nie o to chodzi, Fran.
- To o co? Hej, spokojnie. Co jest?
- O to, że...Mi się podobasz.
- Co? Chyba żartujesz...
- Nie, spokojnie. Ja wiem, że ty jesteś z Diego. Nie mam zamiaru Wam zniszczyć związku. Nie jestem taki. Chciałem po prostu żebyś wiedziała.
- Ok, dzięki, że mi powiedziałeś.
- Musiałem, dłużej bym nie wytrzymał.
- Heh, pewnie. Zaśpiewasz coś ze mną?
- Tak, graj.
Wtem podszedł do nich Diego.
- Ona Ci się podoba, tak? A ty się do niego jeszcze uśmiechasz, co?
- Nie, Diego. Ja z nim to wyjaśniłam.
- Ale ze mną nie.
- A co ja miałam z Tobą wyjaśniać?!
- Chciałaś to przede mną ukrywać, że on się w Tobie kocha?
- Co? Nie! Miałam Ci to powiedzieć w hotelu, o co ci chodzi?
- Już o nic. Idę.
- Idź za nim.
- Nie, nie przejmujmy się nim. Śpiewajmy.
- Ok...
*****
Olga myła nowe lustro, które kupiła do salonu.
- Przepraszam, ale potrzebuję się poprawić - powiedział Ramallo.
- O co Panu chodzi?
- Chciałem się przeglądnąć w lustrze, a Pani mi tu przeszkadza.
- Ah tak?! Ja Panu przeszkadzam?! Niewiarygodne!
- Olga, odsuń się! Przestrzeń osobista!
- No normalnie nie wierzę. Czy Pan oszalał, Panie Ramallo?! Nie odsunę się od Pana, bo zamierzam dokończyć mycie lustra, a jedyna przeszkoda, to Pan!
- Olga, czy Pani nie rozumie, że się spieszę na zebranie?! Muszę jakoś wyglądać!
- Będzie Pan wyglądał świetnie, jak Pan zdejmie ten ponury wyraz twarzy z siebie!
- Co proszę?!
- No to, co Pan słyszy.
- To wszystko jest Pani wina!
- Moja?! Moja?! Jak Pan śmie na kobietę zwalać?! Czy Pan nie ma sumienia?! Zawsze to samo!
- Nie, chodzi o to, że...
- Że mnie Pan kocha, to Pana boli i to Pana wkurza!
- Co?! Nie, ja już o Pani zapomniałem, tak samo jak Pani o mnie.
- A wie Pan co?! O Panu to nie warto pamiętać.
- Olga, co Pani mówi?! To był cios poniżej pasa.
- Pan, sam mnie tak samo traktuje. I proszę bardzo. Masz Pan i się przeglądaj. Może w końcu zobaczy Pan w sobie, jaki z Pana nieudacznik bezduszny! - I wyszła z domu.
- Ja bezdusznik?! Niemożliwe...Co się z nią dzieje...
*****
Federico wyszedł ze szpitala. W chatce odpoczywał na łóżku. Ludmiła wzięła do ust wiśnie i podała Fede do buzi.
- Takie owoce miłosne uwielbiam - rzekł.
- Prosto z serca gwiazdy.
- Ludmiła...
- Żartowałam. Już mi przeszło.
- Wiem, ale nie rób tak więcej.
- Ok, nie będę Cię już straszyć.
- To super.
- Jak Twoja noga chłopcze?
- Już lepiej, ale na razie nie będę mógł tańczyć.
- Gdyby nie Ludmiła, mógłbyś stracić nogę i nawet umrzeć na miejscu.
- Tak, wiem. Dziękuję Ci za to.
- Ah, nie ma za co. Poczekaj, muszę zadzwonić do mojej mamy.
- Halo?
- Czego chcesz ode mnie Ludmiła?! Dzwonisz do mnie, bo wszyscy Cię porzucili i myślisz, że mamusia Cię odratuje?! Bo grubo się mylisz!
- Nie, mamo. Dzwonię się zapytać, co u Ciebie ciekawego...
- A co Cię to nagle obchodzi?! Zajmij się lepiej swoją karierę, bo zostaniesz na bruku !!!
- Czemu się tak na mnie wyżywasz?! To jest nie fair wobec mnie.
- Będę robiła co mi się podoba - i się rozłączyła.
- Jak ta dziewucha mnie denerwuje ! Jeszcze Matias mnie oszukał i nie przyniósł mi tych środków. Skoro tak mnie wystawił, to sama to sobie załatwię i w końcu doprowadzę mój dawny plan do sukcesu ! Hahaha.
*****
Camila zapukała do domu jego rodziców.
- A co ty tu robisz? - zdziwili się.
- Chyba musimy porozmawiać !
- Nie mamy o czym z Tobą rozmawiać dziewczyno !
- Owszem mamy. Bo ja i Brodwey się nie rozstaniemy dla waszego kaprysu !
- Camila, daj spokój ! Przepraszam was za nią - wtrącił się Brodwey.
- Po co ją tu przyprowadziłeś?!
- Ja nie...
- Brodwey, ty nic nie mów. Ja to z nimi załatwię.
- Camila, to się źle skończy...- urwał.
- Mają do mnie Państwo coś, co ?! Bo ja do tej pory nic nie miałam !
- Bo nas nie znałaś nawet - powiedział ojciec.
- No fakt i wcale nie żałuje ! To co robicie Brodweyowi to skandal ! Chcecie zniszczyć jego uczucia i przetopić je w lód ! Ale wiecie co?! I tak się Wam nie uda, bo on mnie kocha, a ja jego i się nie rozstaniemy.
- Będziecie musieli, bo wyjeżdżamy niedługo.
- Ja go nigdzie nie puszczę!
- Proszę Was, przestańcie... - powiedział Brodwey chcąc załagodzić sytuację.
- Nie ma mowy. Zabierz stąd tą dziewczynę!
- Jeszcze nie skończyłam! Ładnie to tak mnie wyrzucać?!
- Camila, idziemy.
- Nie, zostaw mnie. Zaraz im wygarnę, co o nich myślę.
- Camila, dosyć. Wychodzimy. Chodź odprowadzę Cię.
- No niech Ci będzie. Ale to jeszcze nie koniec - i wyszli.
*****
León i Violetta wrócili ze sklepu zoologicznego. Kupili Santosowi szelki i smycz oraz potrzebne jedzenie i zabawki.
- W końcu masz swojego upragnionego pieska.
- Tak, po 4 latach sporu w końcu tata pozwolił mi mieć psa.
- Jesteś śliczny.
- Podobny do Ciebie, haha.
- Do mnie? Nie, czemu?
- Słodki, ma długie nogi, jest zabawny,biały i czysty...- zaśmiała się.
- Hahaha. No wiesz...
- Tak. Kocham Was!
- O, widzę, że Santi się zadomowił - rzekł German.
- Tato, Santos. Nie, Santi...
- A Santos. No już dobrze, dobrze.
- Oooo, jak mu ślicznie w tych szelkach - dodała Angie.
- Wybraliśmy specjalne, żeby go nie uciskały.
- Są świetne.
- Słuchajcie, mam pomysł. Zaśpiewajmy coś razem.
- Ok, a co?
- Dajcie się ponieść muzyce po prostu - i wzięła gitarę.
Po chwili wszyscy dołączyli się śpiewając z Violą ,, Soy mi mejor momento". Santos kręcił zabawnie głową i biegał wokół nich.
*****
Diego siedział w pokoju. Był wkurzony na Franczesce.
- Diego, musimy pogadać - powiedziała niepewnie.
- Nawet nie jesteś pewna tego co chcesz powiedzieć.
- To może daj mi czas?
- Czas na co?
- O co ci w ogóle chodzi? Już wiem. Ty jesteś zazdrosny.
- Co? Nie, niby o kogo?
- O niego, no o Szymona.
- Jasne.
- No właśnie dla mnie nie jest jasne. To co mówisz jest bez sensu. Już nawet nie wiem o co ta sprzeczka.
- Sama zaczęłaś.
- Tak, ja zaczęłam?! Sam mi robisz wyrzuty bez powodu. Wiesz co? Zazdroszczę Violi, że ma faceta, który przynajmniej ją rozumie i nie robi jej wywodów o rzeczy, które w ogóle nie powinny mieć miejsca.
- Francesca, przeginasz.
- Co? O Leóna też będziesz zazdrosny?!
- Nie i nie mam Ci nic więcej do powiedzenia. Masz racje, nie powinienem się tak wściekać o nic, przepraszam.
- Ok, przeprosiny przyjęte.
- A ty wycofaj to co powiedziałaś o Leónie, bo to wyglądało jakbym był od niego gorszy...
- Nie wycofam, bo taka jest prawda.
- Dzięki... Uparta jesteś.
- Zupełnie tak jak ty.
- Aj, Francesca. Co ja z Tobą mam.
*****
Andres w końcu pojawił się na antenie swojego programu. Był strasznie podekscytowany.
- Witam wszystkich w moim programie! Oto ja! Adwokat Miłości. Skoro mnie już widzicie, zapewne zastanawia Was fakt dlaczego kiedyś powiedziałem, że więcej nie będę kręcił filmików i udzielał Wam rad. Jednakże zmieniłem zdanie, gdy zobaczyłem, że wiele osób wokół mnie cierpi na odwieczną miłość, więc zadecydowałem Wam pomóc. Jest to i będzie moim nowym przekazem rad. W dzisiejszym odcinku chciałbym z Wami popracować nad definicją miłości...Otóż, co to jest? Czy to zjawisko czy może stan czy wirus, na który każdy może zachorować? Kiedyś myślałem, że miłość nie ma definicji...Myliłem się. A wiecie czemu? Bo każdy z nas odczuwa ją w inny sposób i w inny ją definiuje. Miłość jest dla nas, a raczej powinna być najważniejsza, bo to jest prawdziwym dowodem na to, iż wyrażamy swoje mocne uczucia i okazujemy, że nie mamy serca z kamienia, zasztyletowanego tak, że serce umiera. Każdy z nas ma gorące uczucie schowane w sercu, które chce dzielić z drugą osobą. Dlatego nie możemy trwonić naszych uczuć i nie dawać dostępu do tlenu. Musimy nauczyć się je uwalniać. Dać się ponieść smaku miłości. I zrozumieć, że chowanie tego w sobie, liczy się w skutkach z długim stanem niezaspokojenia naszych emocji. A więc podsumowując to wszystko. Kiedy poczujemy jakąś więź do innej osoby, nie możemy się tego wypierać i uciekać od naszych uczuć. Musimy się otworzyć i wtedy nasza dusza będzie spełniona. To tyle na dzisiaj, mam nadzieję, że moja rada Wam pomoże. A jeśli chcecie się ze mną skątaktować to dzwońcie pod numer u dołu ekranu lub piszcie na mój email i widzimy się już za tydzień! Papa!
- Iiii...cięcie! - krzyknął reżyser.
- I jak wypadłem?
- Jest świetnie. Ten program będzie hitem i to dzięki Tobie młodzieńcu.
- Naprawdę? Tak się cieszę, że w końcu mi się coś udało!
- Tak, tak, gratulujemy. Liczba wyświetleń jest ogromna. Wielkie brawa dla Andresa!
*****
Ramallo wszedł do kuchni, by zrobić sobie kawę i zobaczył Olgę siedzącą na blacie. Nagle zaczęła śpiewać swoją piosenkę ,,Przestrzeń osobista" (,, Espacio Personal")
- Olga, niech Pani ze mnie zejdzie!
- Widzi Pan jak my jesteśmy świetnie zgraną parą?
- Olga, przestrzeń osobista. Nie jesteśmy już wcale parą. Pani jest z Beto a ja...
- A Pan, Panie Ramallo jest z kim? No z kim? Z przestrzenią osobistą oczywiście!
- A wie Pani co? A tak, jestem i co z tego?
- I nico z tego Ramallo. Myślałam, że jakoś się dogadamy, ale Pan swoje.
- A Pani swoje...
- To ja tu mogę mieć swoje ostatnie zdanie!
- I niby jakie jest to Pani ostatnie zdanie?!
- Takie otóż to, że z dumą wychodzę!
- Nie wierzę. Olga, a kawa?!
- Sam se Pan zrób!
*****
Brodwey był wkurzony na Camilę.
- Czyś ty oszalała?! Mówiłem Ci, żebyś tam nie szła, a ty mnie nie słuchasz!
- Oj, już daj spokój. Chciałam nam pomóc.
- W ten sposób nic nie osiągnęłaś! Jeszcze bardziej się wkurzyli, a ja Cię musiałem bronić do tego.
- I co? Widzisz w tym coś złego?!
- Nie, tylko, przez to co zrobiłaś tym bardziej wyjedziemy. Brawo Camila.
- Gdyby nie ja, to ty byś ich w ogóle nie przekonał.
- Jasne, ja też próbowałem, uwierz. A Tobie niby wyszło? Nie, no właśnie.
- Bo nie dałeś mi skończyć i dojść do słowa!
- Bo i tak byś nic nie zdziałała.
- Mylisz się!
- Mam tego dosyć. Nie wtrącaj się w moje życie prywatne. Czy proszę o tak wiele?
- Tak. Bo nie umiem sobie uświadomić, że się rozstaniemy.
- Ja też nie, ale to chyba jedyne wyjście. Musimy się pożegnać, Cami.
- Co? Nie...
*****
Szymon wszedł do pokoju Fran i Diego, by wszystko wyjaśnić.
- Przepraszam, że przeszkadzam. Ale to całe nieporozumienie...
- Nie musisz, już sobie wszystko wyjaśniliśmy - powiedziała Fran.
- Tak? To dobrze. Mam Wam jeszcze do powiedzenia pewną propozycję. Zostaliście zaproszeni do studia ,,The U-Mix Show.
- Co? Na serio?
- Tak, chcą żebyście zaśpiewali coś w duecie.
- Ale, my nie możemy się zgodzić - dodał Diego.
- Co, Diego, czemu?! - zdziwiła się Fran.
- Nie pamiętasz, że U-mix nas wystawił?
- Tak, ale to niekoniecznie musi prowadzić Marotti.
- Nie, Marrotii nie jest prezenterem tego show, jest nim jego kolega.
- Diego, zgódźmy się, no proszę.
- No...niech Ci będzie.
- Aaaa...super!
- Robię to tylko ze względu na Ciebie.
- Wiem, ok, dziękuję!!!
*****
Ludmiła i Federico rozmawiali z ojcem.
- Tato, muszę Ci coś powiedzieć.
- Tak? Słucham?
- Postanowiłam, że wolę nie zostawać tu całych wakacji ze względu na moją sytuacje z mamą.
- Ale przecież po to tutaj przyjechałaś, aby od niej odpocząć.
- No tak, ale boję się, że...
- Że co?
- Że, em, no...Nic. Po prostu wydaje mi się, że powinnam jej trochę jednak pomóc i dogadać się z nią na wszelki wypadek.
- Em, proszę Pana może nas Pan zostawić na chwilę samych?
- Tak, pewnie. Jadę do rezerwatu. Widzimy się wieczorem.
- Tak, pewnie, ok.
- Ludmiła, co się stało?
- A co się miało stać? Nic...
- Widziałem w Twoich oczach. Miałaś powiedzieć coś i nagle zawahałaś się i zmieniłaś zdanie.
- Bo nie chciałam, żeby tata się dowiedział.
- Ale o czym? Czego nie chciałaś przy nim mówić?
- O tym, że moja mama coś chyba kombinuje...
- Co? Myślisz, że wciąż chce walczyć o Germana?
- Jestem tego zupełnie pewna. Ona jest zdolna do wszystkiego, Fede.
*****
Leonetta śpiewała razem ,,Abrazame y veraz", gdy nagle Santos wskoczył Leónowi na kolana.
- Santos...Ty łobuziaku - krzyknęła Violetta.
- Jest przeuroczy.
- Tak, bardzo. Poczekaj dzwoni do mnie telefon. To numer prywatny.
- Odbierz.
- Halo?
- Cześć Violu...
- Priscilla?!
- Musimy poważnie pogadać Violetta.
Ciąg dalszy nastąpi...
Jesteście ciekawi co ma do powiedzenia Priscilla?


Świetny odcinek! Cudoo<33 Talent to ty masz!! Weź tego bloga jakoś rozreklamuj!!! Bo szkoda że tak mało osób go czyta! Jestem ciekawa co powie Priscilla. I ten piesek <33 Jaki śliczny dobrze że German pozwolił żeby Vilu go zatrzymała. Czekam na nexta>
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Sandra<33
Polecam go na asku i na Twitterze, bo za rozreklamowanie bym musiała płacić jak patrzyłam...
UsuńOdcinek 10 już na blogu ;)
UsuńO co chodzi z tym pierścieniem czystości?
OdpowiedzUsuń