Odcinek 26

Francesca wróciła do pokoju i wystraszyła Violette.
- Co ty robisz? - krzyknęła na nią.
- Fran, nie strasz mnie.
- Czemu mi grzebiesz w rzeczach?! Oddawaj to!
- Nie grzebałam, tylko przeglądałam...
- Skąd to masz?! - wyrwała jej kartkę.
- Wypadło z Twojej książki. To Twoja piosenka?
- Tak, o Diego, ale co kogo to obchodzi.
- Mnie bardzo.
- Ponieważ?
- Spójrz - I pokazała jej wiadomość od Leóna.
- Czy to nie jest przypadkiem pismo Diega...
- Tak. Francesca, napisaliście takie same słowa! Czujesz to?!Miłość między Wami wciąż jest! Ona nie umarła.
- To przecież tak samo, jak wy w tamtym roku napisaliście z Leónem. To niewiarygodne...
- Tak, widzisz?! Musisz z nim porozmawiać o tym.
- O nie! Nie powiem mu tego. Uzna mnie za wariatkę- I odłożyła kartkę.
- Co ty mówisz?! Przecież on będzie w 7 niebie! Musisz mu to pokazać. Nie czujesz tej magii? To nie jest przypadek, że napisaliście te same słowa. Tak samo nie było przypadkiem w mojej sytuacji z Leónem.
- Na razie muszę sobie to wszystko poukładać. To niemożliwe.
- Musisz w to uwierzyć Fran - I schowała po kryjomu kartkę do torebki.
- Jestem zszokowana. Nie sądziłam, że mi może się przytrafić coś takiego jak Tobie z Leónem.
- Miłość trzeba zrozumieć. Daj sobie czas na przemyślenia dzisiaj. Ja spadam na kolację.
- Ok. Aaa, dziękuję Ci bardzo, że mi to pokazałaś, ale skąd León to wziął od Diega?
- Rozmawiał z nim i mu to wypadło. Przypadek? Nie sądzę, a raczej w to nie wierzę.
- Dziękuję jeszcze raz! Aaa, jestem taka szczęśliwa teraz. Diego mnie kocha!
- Brawo Fran, że to załapałaś teraz. Do zobaczenia.
- Tak, pa...- świeciły jej się oczy.
*****
W biurze u Germana, Olga z Ramallo rozmawiali z ojcem Violetty i ustalali wszystko do ślubu.
- Jeszcze życzę sobie, żeby był taki wielki, gigantyczny tort z naszymi figurkami na samej górze! Tak!
- Dobrze, zobaczymy co da się zrobić.
- Aha, no i żebyśmy oboje mieli korony!
- Olga, nie przesadzasz? - spytał Ramallo.
- Nie, kochany, to dopiero początek.
- Co?
- W ogóle to kto będzie śpiewał na naszym ślubie oprócz oczywiście Violetty?
- Violetta może zaśpiewać z Leónem.
- Świetny pomysł, ale myślałam o czymś jeszcze fenomenalnym. Może by tak Pan zaśpiewał z Angie? - spojrzała podejrzliwie na Germana.
- Ja? O nie! Wykluczone. Nie ma mowy! Ja nie śpiewam dobrze. Nie czuję się dobrze przy mikrofonie.
- Niech Pan nie opowiada bzdur. Ile raz Pan śpiewał z Violettą w domu i taka piękna melodia się tworzyła.
- Olga, powiedziałem, że się nie zgadzam!
- Nawet ze mną? - weszła Angie.
- Angie, pogadamy o tym później. Za dużo tłumaczenia.
- Po prostu Pan nie chce, bo się Pan boi! Tchórz nieczysty!
- Jeszcze jedna taka obelga, a w ogóle nie będę Wam pomagał w tych przygotowaniach!
- To jest szantaż! Wolność słowa jest!
- Pani ma się mnie słuchać, bo nie jest Pani u siebie!
- Po ślubie już będę i się stąd wyprowadzimy z Ramallo i ciekawe co Pan bez nas zrobi wtedy?!
- Olga, już bez takich - próbował załagodzić sytuacje.
- Ty się nie wtrącaj!
- German, ej, dosyć tego! Czy ja zawsze muszę na Was krzyczeć? No pięciolatki tutaj siedzą! - oburzyła się Angie.
- Gdzie jest Violetta?
- U Fran, zaraz powinna wrócić.
- Jak nie wróci do 5 minut, to nie ręczę za siebie, bo zaraz...
- Jestem już! - krzyknęła wchodząc do domu.
- Ma szczęście - I wyszedł z gabinetu.
- A wy się też wstydźcie!- obejrzała ich wzrokiem Angie.
- My? A co my zrobiliśmy?! - zdziwili się.
- Chyba za dużo dałam tych wymagań czy nie?
- Olga...- popatrzył na nią z politowaniem.
*****
Następnego dnia Violetta udała się do Ludmiły. Był to dzień jej urodzin.
- Ludmiła!
- Violetta! Nawet nie wiesz jak się za Tobą stęskniłam przyjaciółko - rzuciła się na nią w szpilkach.
- A ja za Tobą!
- Wszystkiego Najlepszego z okazji urodzin! Mam coś dla Ciebie.
- Ojej, dziękuję
- Chodźmy do mnie na górę.
- Ok. - Następnie poszły do pokoju i usiadły na łóżku.
- Proszę oto Twój prezent - wyciągnęła z dużego pudełka niebieską sukienkę z czarnym kołnierzykiem z ćwiekami.


- Ludmiła, ta sukienka jest cudowna...Ojejku, dziękuję Ci
- Nie ma za co. Znam Twój gust.
- Kochana jesteś!
- Dobra, a teraz opowiadaj. Jak Wam poszło nagrywanie?
- Genialnie. Z takim facetem można odlecieć w niebo...
- W galaktykę, hahaha.
- Ty byś wolała z Fede, co?
- Nie chcę o nim rozmawiać.
- Dlaczego? Przecież go kochasz.
- Tak, ale to trudny temat.
- Oj tam. No dawaj. Co Cię gryzie?
- Skomponowałam kawałek nowej piosenki dla niego.
- Zaśpiewasz?
- Nie, jest totalnie do kitu.
- Nie wierze w to co mówisz! Graj.
- Oh, dobra ty uparciuchu.
- Ja jestem uparta? To ty jesteś.
- Nie, obie jesteśmy.
- No ok, z tym się zgodzę, hahaha.
Potem Ludmiła zaśpiewała jej.
- I co?
- Jest ok, ale dopracowałabym refren. O w taki sposób, patrz.
- Mhm, dobry pomysł, dzięki.
- Nie ma za co - odpowiedziała przymulona zerkając na komórkę.
- Co tak zerkasz na telefon? Coś się stało.
- Nie, tylko patrzyłam czy León do mnie nie dzwonił...
- A co?
- Myślisz, że zapomniałby o moich urodzinach?
- Nie, wątpię w to.
- Nie wiem, może do niego zadzwonię?
- Nie, tak się nie robi. Jesteś solenizantką. To ty masz czekać. Niech se chłop radzi.
- No ok, ale to dziwne...
- Na pewno do Ciebie przyjdzie. Głowa do góry.
- Mam nadzieję - odpowiedziała smutnym tonem.
- Będzie dobrze.
- Ok, ja muszę już iść do domu. Mamy małą awanturę o ślub Olgi i Ramallo. Aha! Zapomniałabym. To zaproszenie dla Ciebie - I dała jej list.
- Ooo dziękuję. Jak słodko.
- To do zobaczenia. Trzymaj się.
- Ty też. Pa.
*****
Angie siedziała w biurze Germana.
- Aaa! Angie wystraszyłaś mnie! Co ty tu robisz?!
- Czekałam na Ciebie - powiedziała z fochem wystawiając nogi na blat biurka.
- Angie, nie pogrywaj sobie ze mną.
- Powiedz mi w czym problem, że nie chcesz śpiewać?!
- W niczym. Nie chcę i już.
- Jakoś Ci nie wierzę.
- Dobrze, chcesz wiedzieć?
- Tak.
- Bo się boję...
- Co? Czego?
- Że będę fałszował i się ośmieszę!
- German, ja cię proszę. Przecież ty umiesz śpiewać.
- Tak, ale zależy co.
- Wszystko, a zwłaszcza melodie dla naszego serca.
- Tak was kocham - I ją objął za brzuch.
- Ej nie tak mocno!
- Ojoj, wydelikacona.
- German! Grrr...
-  No przepraszam!
- To jak? Zgodzisz się ze mną zaśpiewać.
- No dobrze.
- Świetnie - I mu dała całusa.
- Kocham Was.
- A my Ciebie...
*****
Brodwey i Camila rozmawiali o Polsce.
- Moim zdaniem ten termin będzie idealny.
- Tak. Muszę się zacząć pakować już.
- A ja to co?
- Przecież ty nie jedziesz.
- Tak ale chciałam.
- A co z Twoimi studiami?
- No racja, zapomniałam...A to może przełożymy to na...
- Nie, nie, nie. Nic nie przekładamy. Już jest wszystko ustalone.
- Czyli zostawiasz mnie na tydzień samą?
- Przykro mi.
- Nie wiem jak to wytrzymam.
- Jakoś będziesz musiała. Dasz radę.
- Bez Ciebie wątpię.
- Zrób to dla mnie. Jutro wylatuję.
- Ok, postaram się.
- A ten Pedro co z nim?
- Pogodził się ze mną i jest z Ricky.
- Obrotny.
- Ja wiedziałam, że ona go kocha, tylko tak udawała, że niby nigdy nic.
- Mhm. Nie jesteś psychologiem.
- Wiem, ale mam dobrą intuicje.
- I za to Cię kocham.
- Hahaha - I się do niego przytuliła.
*****
Violetta szła ulicą, nieodrywając wzroku od ekranu. W pewnym momencie się potknęła i wpadła na Diega.
- Aaa!
- Violetta? Hej, nic Ci nie jest?
- Diego? Hej, nie, wszystko gra. - I spoglądnęła znowu na telefon.
- Nie wydaje mi się. Zachowujesz się jakbyś była w transie. Na co tak patrzysz.
- Leon wciąż do mnie nie zadzwonił!
- Aaa, rozumiem. Wszystkiego Najlepszego Violu! - I ją przytulił.
- Dzięki.
- Spoko.
- Słuchaj, dobrze, że Cię spotkałam. Muszę Ci coś pokazać.
- Tak?
- Nie uwierzysz - I dała mu do ręki.
- Skąd to masz?!
- To tekst Francesci.
- To niemożliwe. Napisałem taki sam i gdzieś go zgubiłem.
- Chodzi Ci o ten?
- Skąd go wzięłaś?!
- León go znalazł, bo ci wypadł.
- Nie, nie wierzę...Czyli, że ja i Fran napisaliśmy tą samą piosenkę nawet o tym nie wiedząc?
- Wasze serce to czuło. Tak jak było ze mną i Leónem. Diego, jesteście sobie przeznaczeni.
- Francesca, wie o tym?
- Tak. Byłam u niej wczoraj.
- Violetta! Tak Ci dziękuję!
- Może jeszcze są jakieś szanse...
- Na 100% do siebie wrócicie. Zadzwoń do niej.
- Dziękuję! I podziękuj Leónowi ode mnie - dał jej buziaka i pobiegł wyciągając telefon.
- Ok...
*****
Ludmiła przez 2 godziny chodziła w kółko po salonie. Wtem wpadł jej do głowy pewien pomysł. Wzięła kamerę i postawiła ją w niewielkiej odległości od okna. Usiadła na podłodze z gitarą i zaczęła grać piosenkę dla Federico.
Po skończeniu wysłała mu to nagranie na maila.


*****
Diego próbował cały czas dodzwonić się do Francesci. Włoszka jednak nie odbierała.
- Halo? Fran, proszę Cię... musimy porozmawiać. To bardzo ważne. Właściwie to ty jesteś dla mnie ważna, dlatego proszę Cię odbierz...
Tymczasem w domu Fran...
- Nie, nie dam rady odebrać. Co ja mam robić?! Oh! - I przykryła się poduszką.
*****
Violetta poszła do kuchni, gdyż poczuła głód do słodyczy.
Nagle zauważyła przy drzwiach jakiś liścik.
- A co to? - zdziwiła się.
Kochana Violu,
Spotkajmy się dzisiaj o 19:00 pod główną bramą przy parku...
Twój León.
Na jej twarzy pojawił się uśmiech. Pobiegła od razu do swojego pokoju i zdecydowała, że włoży na siebie sukienkę od Ludmiły. Potem zrobiła sobie makijaż i wyszła z domu.
Podeszła pod dane miejsce i wsłuchiwała się w powiew wiatru.
- Violetta...?
- León...- zdziwiła się widząc go w niebieskiej marynarce i białych spodniach.
- Wow, aż brak mi słów. Pięknie wyglądasz.
- Dziękuję, ty też...- odjęło im mowę.
- Wszystkiego Najlepszego kochanie - I dał jej bukiet róż.
- Dziękuję, pamiętałeś.
- Jak mógłbym zapomnieć?
- Ubraliśmy się podobnie, hahaha. Jaki dziwny zbieg okoliczności.
- To przeznaczenie moja droga.
- Tak.
- To nie wszystko co dla Ciebie przygotowałem.
- Jak to?
- To dopiero początek.
- Ah tak?
- Mhm, można prosić? - wyciągnął rękę.
- Oczywiście.
Potem zakrył jej oczy.
- Dokąd mnie prowadzisz?
- Zaraz zobaczysz.
Po paru minutach znaleźli się tam gdzie wszystko się zaczęło - Pod planetarium.
- Już możesz otworzyć.


- León...Jak tu cudownie. Nigdy nie widziałam tego nocą.
- Pamiętasz?
- Tak, tutaj był mój pierwszy występ. Śpiewałam wtedy ,,En Mi Mundo"
- Tak, chodź dalej.
- Dokąd?
- Zabieram Cię do kina.
- Co?
- Sama o to prosiłaś w tamtym roku.
- Hahaha, León.
- Idziemy do środka?
- Z przyjemnością.
Następnie weszli do planetarium. Dostali okulary 3D i usiedli na specjalnych krzesłach obrotowych.
- A teraz zamknij oczy. Zabieram Cię w niezwykłą przygodę. Gdzie tylko my możemy sięgnąć razem.
- Ok.
- Udało mi się zdobyć spadającą gwiazdkę.
- Naprawdę? Jaką?
- Ciebie.
- Hahaha.
- Tym razem nikt nam nie przeszkodzi.
- O czym mówisz?
- Wszystkiego Najlepszego kochanie - I ją pocałował.

Ciąg dalszy nastąpi...

Jak Waszym zdaniem potoczą się losy wszystkich par?

Komentarze

  1. fajne bardzo mi się podoba

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajna fabuła Violetty 4. Mogę zaproponować parę pomysłów na dalszą część fabuły, które od dawna chodziły mi po głowie:

    1. Violetta odkrywa nowe informacje o swojej mamie, ale tak ukryte, że nawet German i Angie o nich nie wiedzieli. Wśród tych informacji są pogróżki od byłego członka zespołu mamy Violetty, który zazdrościł tego, że ona jest gwiazdą, a on nie, i ona, która nie mogła znieść jego zachowania, wyrzuciła go z zespołu. Ale ten facet groził, że zniszczy mamę Violetty i to dosłownie. Mama Violetty ukryła przed rodziną pogróżki i parę innych informacji, bo nie chciała ich martwić. Podczas śledztwa okaże się, że wypadek podczas trasy był tak naprawdę zaplanowany przez tego krętacza, który wkładał do autokaru materiały wybuchowe. Ale gdy ten krętacz odkrywa, że Violetta idzie śladami mamy i ona będzie gwiazdą, ściga także i ją, i podaje się za kogoś z branży muzycznej, by zbliżyć się do Violi. Przez gierki tego gnojka wszyscy o mało nie odwracają się od Violi i to ją tak załamuje, że ona postanawia rzucić śpiewanie. Ale we śnie Violettę odwiedzi mama, która da córce pewną radę (pomysł z mamą we śnie oparty na Hannie Montanie) i tak Viola wraca do śpiewania, a tymczasem demaskuje tego krętacza.

    2. Grupa dzieci zauważa jak Leon śpiewa i gra na instrumentach i proszą go, by ich tego nauczył. Leon zgadza się i uczy młodsze pokolenie muzyki.

    3. Kiedyś krążyły plotki o siostrze Diega o imieniu Mora, więc można to wykorzystać w fabule. Wychodzi na jaw, że Diego ma siostrę bliźniaczkę o imieniu Mora, która zaraz po narodzinach została oddana do adopcji i nie wie o istnieniu Diega. Po latach Mora przyjeżdża do Buenos Aires i Fran zauważa u niej podobieństwo do Diega i odkrywa prawdę gdy dowiaduje się, że Diego i Mora urodzili się w tym samym miejscu i czasie. Ta rewelacja może trochę zaszkodzić Diecesce, bo Mora prosi Fran, by do wyjaśnienia sprawy nic nie mówiła Diego.

    4. W takcie wydarzeń z 1. propozycji Viola wpada w megakłótnię z tatą, który tak wybucha, że znów nie pozwala córce śpiewać. Ale Viola mocno wypomina mu to jak on ją traktuje i w końcu mówi do niego słowa "Nienawidzę Cię!". Ale dzięki temu German zdaje sobie sprawę jakim był ojcem i obiecuje córce, że będzie ojcem jakiego ona chciałaby mieć.

    No, co sądzisz o tych propozycjach? Trafią do Violetty 4? Czekam na odpowiedź.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ups! Wyleciało mi z głowy, że w wydarzeniach z 1. propozycji zaraz po śmierci mamy Violi ten krętacz był w ukryciu, z którego wyszedł po tym jak usłyszał o Violi.

      Usuń
    2. Wow dzięki za pomysły ale ja już mam fabułe wymyśloną i połączę ją z filmem Tini Nowe Życie Violetty ;)

      Usuń
    3. Wow dzięki za pomysły ale ja już mam fabułe wymyśloną i połączę ją z filmem Tini Nowe Życie Violetty ;)

      Usuń
  4. A to szkoda, ale dzięki, że chociaż zwróciłaś uwagę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Spoko ale możesz ty zacząć taką pisać ;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Odcinek 27

Odcinek 4