Odcinek 25

Indila przez chwilę nie mogła się od tknąć, w końcu jednak wymamrotała:
- Tak, Gregorio. Wrócę do Ciebie - I go pocałowała, bardzo namiętnie. 
Potem ponownie na jej palec powrócił pierścionek.
*****
Olga ubierała się przy lustrze.
- Dokąd to się wybiera moja śliczna pani? - spytał Ramallo.
- Ramallo, ubieraj się.
- Słucham? Ale po co?
- No wychodzimy przecież - poprawiała sobie włosy
- Ale dokąd?
- Ramallo, no jak to dokąd?! Na zajęcia taneczne.
- Co???
- Nie udawaj głuchego.
- Ale ja dzisiaj nie dam rady tańczyć. Wszystko mnie boli.
- Trudno, musisz to przeżyć. W końcu za wszystko zapłaciłam z własnej pensji!
- Ale Olga...Odpuśćmy sobie dzisiejszy wieczór. Jutro pójdziemy.
- Jutro to jest niedziela. Nie ma zajęć. Nie osłabiaj mnie.
- Dobrze, niech Ci będzie...
- Masz krawat - I mu rzuciła na twarz.
- Przecież to różowy!
- Różowy, różowy, w sam raz dla urody.
- Chyba oszalałaś. Nie założę neonowego różu.
- Tylko taki pasuje do szarego. Wkładaj i nie gadaj!
- Przepraszam, że co mam zrobić?
- A co ja powiedziałam? - zgupiała Olga, która skapnęła się co palnęła.
- No powiedziałaś coś niestosownego chyba...
- Chodziło mi o zakładaj! Tak! No to zakładaj!
- Nie no, jak ja w tym głupio wyglądam...
- Bosko wyglądasz. A teraz wychodzimy.
- Poczekaj! Nie tak szybko. Kluczy zapomniałem od domu.
- Ramallo, spóźnimy się przez Ciebie!
- Ok, już mam! Możemy iść.
- No wreszcie!
- Panie przodem.
- To ty idź przodem - I go walnęła w tyłek torebką.
- Olga! Aułaaa!
- Oj przepraszam. Hahaha.
*****
Minęły 2 godziny. Diego wrócił do domu i zastał rodziców w kuchni.
- Mama? Tata?
- Cześć synku - odpowiedziała Indila.
- Co wy...Co jest grane?
- Synu, chcemy Ci powiedzieć, że wróciliśmy do siebie - I wziął rękę Indili, na której był pierścionek i ją ucałował.
- Na serio? Czy sobie jaja robicie ze mnie?
- Tak, na serio.
- O matko! Jak ja się cieszę!
- Chodźmy do pokoju, to ci opowiem co Twój ojciec wymyślił. Świrus.
- Hahaha, oj zgadzam się. On jest krejzolem.
- Proszę bez takich!  - Oburzył się i poprawił sobie muszkę.
- Tato, wyluzuj. Nie musisz się poprawiać. Wyglądasz świetnie.
- Ah, dziękuję.
*****
W ostatnim tygodniu w LA, podczas gdy León nagrywał swoje kawałki, Violetta brała lekcje tańca z choreografką.



- Great Job Vilu. You're a great dancer.
- Thank you. It's nice.
- I have a special news for you from your manufacturer.
- Ya?
- After the release of your CD, you'll set off on your first solo tour, which starts in Buenos Aires and then you'll fly to Sicily.
- Oh my God! I don't believe it!
- Oh yes! Your dreams are coming true.
- That's incredible!
*****
Diego wyszedł ze sklepu i zapalił papierosa. Był bardzo zdołowany, że nie może być z Francescą.


Nie zorientował się, że Camila zauważyła go przez przypadek przechodząc przez ulicę.
- Diego pali?! O nie! Muszę o tym powiedzieć Fran! - i ruszyła w stronę jej domu.
*****
Camila zapukała do Fran.
- O Cami, wejdź.
- Słuchaj, nie uwierzysz!
- Co się stało?
- Tylko wysłuchaj mnie uważnie, jasne?!
- Ok. No to mów.
- Diego pali!
- Co?!
- Widziałam go jak wyszedł ze sklepu z fajką. Pewnie poszedł kupić papierosy,
- Nie wierzę. Jak on może się tak truć?!
- Mnie ciekawi od jak dawna to robi i czemu to robi...
- Przecież nie polecę do niego i się go o to spytam!
- Wiem, ale ja tak.
- Co?! Camila, wracaj! Czy ty oszalałaś?!
- Jeszcze nie, ale przy Brodweyu nigdy nie wiadomo. Na razie!
- Camila! Oh! Grrr...!
- Przecież żartowałam. Ty się masz go o to spytać.
- Ja? Nigdy w życiu.
- Wiem, że i tak się go spytasz. Spadam. Na razie.
- Pa.
*****
Diego wrócił do domu.
- Diego, stój. - zatrzymał go Gregorio.
- Co chcesz?!
- Czemu śmierdzisz papierosami?! 
- Bo palę, a co? Przeszkadza Ci to?!
- Od kiedy palisz?!
- Od dawna, ale co Cię to obchodzi?! To moja sprawa. Może lubię to robić?! 
- Bo jesteś uzależniony!
- O co chodzi? - spytała Indila.
- Diego pali, a ja nic o tym nie wiem!
- Ja wiedziałam...
- Czemu mi nie powiedziałaś?! On nie może się tak truć! Zniszczy sobie płuca.
- Zacząłem palić od kiedy się rozstaliście, więc nie miejcie do mnie pretensji teraz - I zamknął się w pokoju.
- Diego! Wracaj tu!
- Zostaw go. Nie tylko o to chodzi.
- To o co?!
- O Fran.
- I co teraz?
- Musimy dać mu na razie spokój. Przejdzie mu.
- Jasne, już to widzę.
*****
Minął tydzień. Nastąpił dzień wyjazdu Leonetty z LA. Wstali o 04:30 i po śniadaniu udali się na taras.
- Trudno będzie mi stąd wyjeżdżać...- urwała Viola.
- Mi też. Kocham to miejsce, plaże, palmy, ale jest coś co kocham bardziej...
- Co? - wpatrywała mu się w oczy.
- Ciebie - złapał ją za rękę. Violetta się speszyła, uśmiechając.
- Naprawdę nie wiem jak mam Ci jeszcze dziękować. Dzięki Tobie spełniam marzenia - dodał.
- Ja dzięki Tobie już spełniłam 2.
- Jakie?
-  Pierwsze z nich to było, że zawsze chciałam móc śpiewać i zostać piosenkarką jak moja mama, a drugie, to, to, że chciałam mieć prawdziwego księcia z bajki w prawdziwym życiu.
- To dla mnie zaszczyt - I się ukłonił.
- Hahaha, León!
- Wiesz czego jeszcze nigdy nie robiliśmy?
- Czego?
- Jeszcze nigdy nie całowaliśmy się o wschodzie Słońca...
- Tak, to prawda...
Potem się do niej zbliżył i ją pocałował.
*****
German i Angie siedzieli w sypialni.
- Dzwoniła Violetta?
- Nie, ale dzwonił ten producent. Wylatują za pół godziny.
- Gdzieś koło popołudnia będą pewnie.
- Tak I oczywiście dowiaduje się tego od producenta, a nie od niej. Ona łaskawie nie może zadzwonić i powiedzieć: Tatusiu, będziemy o tej i o tej...
- Daj spokój. Pewnie jest zajęta.
- Tak, Leónem! To rzeczywiście najważniejsze.
- Dla niej tak.
- A ja to się już nie liczę?
- Nie, nie mogę...
- Co?!
- Ty jesteś o niego zazdrosny!
- Co?! Ja?! Skąd że!
- Mhm, jasne. German, znam Cię.
- Wypraszam to sobie!
- Powiedz mi po co krzyczysz?! Opanuj się, bo dziecko będzie nerwowe przez Ciebie.
- No już dobrze, dobrze, przepraszam. Wybaczcie mi - I zaczął szeptać do brzucha.
- Żeby Cię tylko przypadkiem nie kopnęło.
- Przecież to chyba jeszcze nie ten miesiąc...
- German, ty wiesz, gdzie żyjesz?
- Ok, chyba ze mną źle, idę sobie zrobić kawy....
- Oby Ci dobrze zrobiła na mózg!
*****
Ktoś zapukał do domu Francesci.
- Proszę!
- Dzień Dobry. Jestem mamą Diega.
- Eee, dzień dobry. Miło mi, Francesca.
- Diego mi dużo o Tobie mówił.
- Nie wiem czy Pani wie, ale się rozstaliśmy.
- Tak, wiem i chciałabym z Tobą o tym porozmawiać.
- Dobrze, proszę wejść. Nie będziemy gadać przez próg, hahaha.
- Dziękuję.
- Słyszałam, że Diego pali...
- Tak już od dłuższego czasu.
- Ale dlaczego?
- Przez moje rozstanie z Gregorio. Ale wróciliśmy do siebie tydzień temu.
- Naprawdę?! To super! Bardzo się cieszę!
- Tak, ja też. Ale wracając do Diego. Jego nałóg się teraz nasilił przez Wasze rozstanie.
- Czyli to przeze mnie?
- Nie chcę, żebyś czuła się z tym źle. Po prostu chcę Ci powiedzieć, że bardzo za Tobą tęskni.
- Ja za nim też...
- To powiedz mu to.
- Nie, nie dam rady.
- Nie wiem czy wiesz, ale on nie chciał Cię skrzywdzić. Gdyby nie kontrakt, nie zgodził by się na sesje z Mickeylą.
- Tak, już zrozumiałam swój błąd i go przeprosiłam. Może mi kiedyś wybaczy...
- On już Ci dawno wybaczył.
- Poważnie?
- Tak, proszę Cię, postaraj się z nim dogadać. Ja lecę.
- Ok, dziękuję bardzo, że Pani przyszła.
- Nie ma za co.
- Do widzenia.
*****
Po paru godzinach Leonetta wylądowała szczęśliwie na lotnisku. German i Angie po nich przyjechali.
- Tata, Angie! - rzuciła się na nich.
- Córcia, moja kochana! Tak się za Tobą stęskniłem!
- A ja to co?! - wkurzyła się Angie.
- A ja za Wami!
- Dzień Dobry - powiedział León.
- Mam nadzieję, że spełniłeś moją prośbę.
- Tak, opiekowałem się Violą jak należy.
- Dziękuję Ci bardzo. Jesteś dobrym chłopakiem.
- Ja to potwierdzam. Był najlepszy we wszystkim - zaczęło odbijać Violi.
- Co?! - wystraszył się German.
- Nic, tato. To żarty! Hahaha.
- Jak się czujesz Angie? - spytał León w trosce.
- Bardzo dobrze, dziękuję.
- Chodźmy do domu. Czeka na nas pyszny obiadek.
- León, może iść z nami?
- Eee...- German nie wiedział co powiedzieć.
- Nie, nie będę Wam przeszkadzał. Ja wracam do siebie. Rodzice po mnie przyjechali.
-  Co?! Nie...
- Tak, muszę jechać.
- No ok, szkoda. To do zobaczenia.
- Papa - I dał jej całusa.
- Chodźcie do auta.
- Ok, tato, weźmiesz walizkę?
- Tak, już.
*****
Olga i Ramallo przyrządzali obiad.
- Jeszcze trochę pieprzu dodaj. O, już! Wystarczy! Nie tyle! Ile ty tego chciałeś nasypać!?
- Przepraszam, ręka mi się trzęsie.
- Wszystko musi być idealne jak przyjadą.
- Wiem, dlatego mi się ręka trzęsie.
- Spokojnie! Już. Wdech i wydech! No. Lepiej?
- Tak.
- Ja skoczę jeszcze dać Santosowi obiad.
- Ok.
- Masz Santos...Pyszny kurczaczek.
Pies zaszczekał i zamyrdał ogonem.
- Jaki on duży już.
- No, szybko rośnie. Wielkolud z niego będzie jak nic.
- Jesteśmy już! 
- Violetta!
- Olga! - i się przytuliły.
- Jak mi brakowało mojej małej dziewczynki tutaj!
- Olga, nie jestem już taka mała, haha.
- Dla niej będziesz zawsze - dodał Ramallo.
- Cześć Ramallo.
- Ja też się stęskniłem.
- Co mamy na obiad? - nie mógł się doczekać German.
- Już podaję do stołu.
- Gotowaliście razem? - zdziwiła się Violetta.
- Tak, w końcu się Ramallo zmobilizował przed ślubem.
- Kiedy będzie ślub?
- Za tydzień.
- Ooo, jak słodko. Już się nie mogę doczekać.
- Trzeba będzie wszystko przygotować i ustalić.
- Ja się tym zajmuję już Panem Germanem.
- To dobrze, bo mamy mało czasu. A teraz koniec gadania. Siadamy do stołu. Proszę bardzo.
- Wyśmienite.
- Dobra robota Ramallo - I sobie przybili piątkę z Olgą łyżką.
*****
León wysiadał z samochodu i spotkał Diega.
- Diego? - zdziwił się widząc go z papierosem.


- León! Hej...
-  Ty palisz?
- Jak widać, ale to nie istotne  Wróciliście z LA dzisiaj?
- Tak. Słyszałem o Fran...
- Nie chcę o niej gadać. 
- Ok, wybacz.
- Nie szkodzi.
- Ale nie odpuszczę sobie tego pytania: Od dawna palisz?
- Od 4 lat. Sorry, ale muszę iść. Spieszę się
- Ok, na razie - chciał wziąć walizkę i zauważył coś zwiniętego w papierek na ziemi. Wypadło to Diego z kieszeni. Podniósł to i rozwinął. Był to urywek piosenki Diega o Fran. Zrobił zdjęcie i wysłał to Violettcie.
*****
Wieczorem Violetta udała się do Francesci.
- Hej!
- Violetta! Hej! Jak my się dawno nie widziałyśmy! - uściskały się.
- Mam Ci tyle do opowiedzenia!
- Ja też. Chodźmy na górę. To mi wszystko opowiesz pierwsza 
- Ok. 
Po paru sekundach były już w pokoju.
- Ale masz tu kolorowo.
- Trochę zmieniłam wystrój.
- No widzę. Bardzo ładnie. Widzę, że nie masz już zdjęcia Tomasa.
- Dawno wywaliłam do kosza. To było tylko zauroczenie.
- A prawdziwą miłością jest Diego...
- O tym za chwilę. Przyniosę nam sok i ciastka. Zaczekaj.
- Ok.
Violetta zaczęła rozglądać się po pokoju. Wzięła do ręki nową książkę Fran, gdy nagle coś z niej wypadło. Podniosła kartkę i przeczytała.
- Przecież to ta sama piosenka, co napisał Diego...- Nie mogła uwierzyć własnym oczom.

Ciąg dalszy nastąpi....

Jak sądzicie czy Violetta powie o tym Francesce? 

Komentarze

  1. OMG! Świetne, nie przestawaj pisać, zawsze będziesz mieć wiernych fanów! OBY TAK DALEJ!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, twoje opowiadania są super tylko trochę, rzadko je wstawiasz, ale rozumiem że wiesz nauka i tak dalej ale masz też swoje życie więc tylko tak jek powiedział anonim wyżej oby tak dalej

      Usuń
  2. Wiesz co? Mam pomysł, będę rozgłaszać o twoim blogu na innych i będzie super!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ekstra, a co do Fran i Diego to mnie z nóg zwaliło z tą piosenką, takie romantyczne <3

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Odcinek 27

Odcinek 4