Odcinek 21
Wzeszło słońce. Leonetta wczesnym rankiem wybrała się na przechadzkę po LA. Zatrzymali się pod napisem HOLLYWOOD.
- Jak tu jest cudownie! - krzyknęła.
- Magicznie. Przy Tobie spełniam marzenia.
- Jak to?
- Zawsze chciałem tu przylecieć.
- Faktycznie.
- Widzisz? Dzięki Tobie kwitnie we mnie radość.
Vilu się zaczerwieniła.
- Co?
- Nic, haha. Miło mi to słyszeć z Twoich ust.
- Nie ma za co.
- Zrobimy sobie zdjęcie?
- Pewnie.
- Ślicznie wyszedłeś.
- Nie, ty lepiej.
- Nie, bo ty. Ja wiem lepiej.
- No niech Ci będzie - I dał jej całusa w czoło.
- Robi się coraz cieplej. Przejdziemy się na plaże?
- Tak, jasne. Mamy jeszcze 3 godziny czasu.
- To super.
*****
Federico szedł ulicą i próbował dodzwonić się do producenta.- Halo? Dzień Dobry. Mam do Pana takie pytanie...
- Tak? Słucham?
- Czy mógłbym pojechać w trasę z moją dziewczyną?
- Jeśli znalazłeś sobie lepszą od tamtej, to proszę bardzo. Droga wolno.
- Co? Ale ja jestem z Ludmiłą i ona się bardzo zmieniła.
- Takie gwiazdki jak ona się nie zmieniają.
- Ale proszę mi uwierzyć! Ona nie będzie sprawiała żadnych problemów! Naprawdę!
- Przykro mi, ale nie może jechać.
- Ale...Ja obiecuję, że ją przypilnuje. Niech da jej Pan szansę...Halo? Rozłączył się?
- Hej! - zaskoczyła go Lu od tyłu.
- Ludmiła...
- I co? I co? Istnieje tylko jedyna opcja: Musiał się zgodzić. Zgodził się, prawda?
- Nie.
- Co?! Jak to?!
- No nie da się go przekonać.
- Gdzie on teraz jest?
- 2 ulice dalej.
- To świetnie się składa. Idę do niego.
- Co?! Nie, nie możesz. To zły pomysł.
- Wcale, że nie. Ja to załatwię. Zobaczysz - I pobiegła.
- Ale Ludmiła, zaczekaj!
*****
Francesca siedziała przy biurku i jadła bardzo niechętnie śniadanie. Wtem przyszło jej coś do głowy. Wyciągnęła długopis i wzięła kartkę. Szybkim ruchem zaczęła pisać kawałek piosenki...Nie była nawet świadoma, że w tym samym momencie Diego pisał takie same słowa...- Słońce zaszło wraz z moim uśmiechem
Wiatr ucichł, pozostawiając niewiadomą przyszłość
Próbuję powstrzymać myśli
Zatrzymać czas
Chciałabym zacząć od nowa
Lecz zatrzymuje mnie teraźniejszość
Skażone serce coraz wolniej pracuje
Nie mogę doznać spokoju
Bo ból wypełnia mój umysł...
- Oh! Nigdy nic nie napiszę - chciała wyrzucić to do kosza.
- Ej, Fran! Co robisz??? - wtargnęła do pokoju Camila.
- A co ty tu robisz?
- Podglądałam Cię przez uchylone drzwi. Czemu chciałaś to wyrzucić?
- Nie Twoja sprawa.
- Ej, nie bądź nie miła.
- Wybacz.
- Co to było?
- Tekst piosenki, ale już nie ważne.
- Mogę zobaczyć?
- Masz.
- Wow, to jest świetne. Pisz do dalej.
- Nic mi nie przychodzi do głowy.
- W takim razie poczekaj, aż nabierzesz weny.
- No, nie wiem czy jest sens.
- Owszem i to duży! Słuchaj swojego doradcy.
- Moje serce już nie umie doradzać.
- Chodziło mi o mnie, Francesca.
- Co? Jaja se robisz?
- Nie. Buduję przyszłość.
- Śmieszne.
- Oj, już przestań - Fran wzięła mikrofon.
- Co robisz?
- Zobaczysz. Chcę Cię rozweselić- I zaczęła śpiewać ,,Junto a Ti". Potem Fran do niej dołączyła.
*****
Ramallo i Olga siedzieli przy telewizorze i omawiali przygotowania do ślubu.- Olga, pomyślałem, że po całej ceremonii moglibyśmy urządzić przyjęcie w domu. Przystroić cały dom, a przed wejściem dać biały, długi dywan.
- Co?! Ja bym wolała czerwony dywan. Po za tym, nie chcę robić przyjęcia w domu. Ciągle tylko jesteśmy w tym domu. Wolałabym w jakiejś restauracji.
- W restauracji?! Jeszcze się potrujemy jakimś jedzeniem. Chyba zwariowałaś. Nie, absolutnie się nie zgadzam.
- Ja nie zamierzam przesiadywać całe życie w domu. Skoro nie chcesz restauracji, to może w jakimś klubie?
- Że co?! O nie, nie ma mowy. Ja nie umiem tańczyć.
- Ramallo przecież na każdym przyjęciu się tańczy.
- To w takim razie to będzie inne.
- Ramallo, nie niszcz tradycji!
- Ja się po prostu boję tańczyć.
- Chyba się boisz dotykać!
- Słucham?
- Eee, już nic. W takim razie mam genialny pomysł.
- Jaki?
- Zapiszę nas na kurs towarzyski.
- Że co?!
*****
Leonetta dotarła na plażę. Było bardzo gorąco.- Jak tu pięknie - powiedziała.
- Cudowne miejsce.
- Chyba się rozbiorę- ściągnęła wszystko do bikini.
- Uuu...Jak odważnie.
- Przestań, no co? Gorąco mi.
- Widzę. Mi też, więc...
- Więc... ja zrobię to - i mu rozpięła koszulę.
- Hahaha. Dobra i tak miałem zamiar to zrobić.
- To ściągnij.
- Ok.
- Wow...
- Co?
- Ale masz kaloryfer...- zatkało ją.
- Dzięki...
- Boski jesteś, wiesz?
- A ty wiesz, że jesteś boginią?
- Twoją i na zawsze - i go przewróciła na piasek.
- Hahaha.
Leonetta nie była świadoma, że od paru minut za krzaków obserwowało ich paparazzi, którzy zaczęli robić im zdjęcia z ukrycia.
*****
Ludmiła podeszła pod dany adres. Pewnym ruchem zapukała do drzwi.- Proszę.
- Dzień Dobry.
- Ludmiła Ferro?
- Tak, witam. Miło mi.
- Mi również - powiedział z sarkazmem.
- Chciałabym...
- Ale ja nie.
- Co proszę? Jeszcze nawet nie zaczęłam mówić.
- Tym lepiej dla mnie i dla Ciebie.
- Ale to bardzo ważne.
- Co jest takiego ważnego o tej wczesnej porze?
- Skoro jest wczesna pora, to oznacza, że jest bardzo ważne!
- Dobrze, niech będzie. To słucham.
- Chodzi o Federico. Czy naprawdę nie mogłabym jechać?
- Nie. Przykro mi.
- Ale ja się zmieniłam.
- Myślisz, że Ci uwierzę?
- Jeśli mi Pan nie da szansy to się Pan nie przekona, no więc?
- Nie wiem, muszę się zastanowić.
- Ok.
- Moją decyzje udzielę Federico, on Ci przekaże.
- Dobrze, dziękuję. Do widzenia.
- Ludmiła! - dogonił ją Fede.
- Nie musisz się fatygować. Już wszystko załatwione.
- To znaczy co? - mówił zdyszany.
- Powiedział, że się zastanowi.
- Nie licz na więcej. Trudno go będzie przekonać.
- To się jeszcze okaże. Ja naprawdę chcę z Tobą jechać.
- No wiem, zrobię wszystko co w mojej mocy, żeby go nakłonić do zgody.
- Dziękuję Ci. Jesteś kochany.
- Nie ma za co - I dał jej buziaka w czoło.
*****
Ramallo nie dowierzał w pomysł Olgi.- Olga, nie zgadzam się, żebyśmy chodzili na kurs tańca.
- Bo co?! E?
- Bo ja się tylko skompromituje.
- Dajże spokój. Od tego jest kurs tańca, żeby się go nauczyć razem ze mną...- rzuciła podejrzane spojrzenie.
- Olga, co ty ze mną wyprawiasz?
- Ramallo...Po dobroci zgodzisz się na ten kurs albo już nigdy nic Ci nie ugotuje. Wybieraj.
- To jest szantaż!
- Nie, to jest życie!
- Nie, no dobra. Zgadzam się.
- Świetnie, zapiszę nas na jutro wieczorem.
- Co?! Jak to?! Tak szybko?! Już jutro?! Nie przesadzasz?!
- Absolutnie nie. To świetny termin. Wieczory są na to najlepsze. Idę zadzwonić.
- Kobiety...
*****
German siedział w gabinecie i podpisywał papiery do pracy. Nagle dostał wiadomość na pocztę. Zajrzał do laptopa i zobaczył artykuł o zdjęciach Violetty w bikini. Wpadł w szał.- Co to jest?! Nie wierzę! Co ona zrobiła?! Jeszcze mnie popamięta - zaczął krzyczeć.
- German, co tak krzyczysz? Co się stało? - weszła Angie.
- Violetta, ona, na plaży w bikini! To niedopuszczalne!
- Przecież to normalne, jest gorąco.
- Tak?! Ten strój jest według Ciebie normalny?!
- O matko, czy ona ubrała stringi? Em...
- Dzwonię do niej i zrobię jej taką awanturę...
- German, daj już spokój. Nie róbmy z niczego afery. Media zawsze nakręcają.
- I właśnie dlatego nie chciałem, żeby była sławna - wykręcił numer.
- German, ona wchodzi w dorosłość, musisz to zaakceptować.
- Nie! Nie ma mowy! Halo? Violetta? Odbierz ten telefon, musimy poważnie porozmawiać!
- German, uspokój się.
- No nie odbiera, no oczywiście, że nie odbiera, bo wie co zrobiła! Pewnie dla Leóna się tak rozebrała, a ja nie będę tolerował jej zachowań.
- German...Proszę Cię, ona jest prawie dorosła.
- Właśnie, ,,prawie" robi różnice.
- German, skończ. Proszę Cię. Na pewno oddzwoni niedługo.
- Jak nie oddzwoni do godziny, to nie ręczę za siebie! Słowo daje.
- Dobrze, chodź, dam Ci melisy.
- Nie chcę żadnej melisy. Fe.
- I kto tu jest wybredny.
- Angie, nie mam ochoty w zabawę za łapanie za słowa.
- Sam zacząłeś tą grę.
- Nie, to ty zaczęłaś.
- Jasne, najlepiej zwalić na mnie, by Twoja duma nie cierpiała.
- Daj mi już spokój.
- Ok - i wyszła trzaskając drzwiami.
*****
Ludmiła jadła niechętnie obiad.- Nie masz apetytu? - spytał tata.
- Nie jestem głodna.
- Coś się stało?
- Tak, chodzi o Federico.
- Powiesz mi?
- Skoro już zaczęłam, to wypada dokończyć, prawda?
- Tak.
- No więc...Federico jedzie w trasę i ja chciałam jechać z nim, ale producent się nie chce zgodzić, bo sądzi, że jestem nadal tą dawną Ludmiłą. Ale tamta Ludmiła już wygasła. Koniec. Wciągnęła ją czarna dziura. Teraz powstała nowa, pełna uczuć dziewczyna, używająca serca i to wszystko dzięki Violettcie i teraz nie mam pojęcia co zrobić, żeby go przekonać, że się zmieniłam.
- Musisz sama mu to okazać.
- Ale jak skoro on nie chce dać mi szansy.
- Może poradź się swojej przyjaciółki?
- Naty?
- Albo...?
- Violetty?
- Tak.
- Masz racje. Jesteś genialny! Dziękuję!
- Ależ nie ma za co. Dla mojej córci zrobię wszystko.
- I jestem Ci za to wdzięczna.
- Cieszę się.
Potem próbowała się dodzwonić do Vilu. Linia była jednak zajęta przez Germana.
*****
Violetta i Leon dotarli do Studia Records.- I oto jesteśmy pod wielkim Studiem Nagraniowym. Zapraszam Was - powiedział producent Vilu.
- Ja nadal w to nie wierzę.
- To Twoja chwila.
- Tak.
Potem weszli do środka. Reszta ekipy ich przywitała po angielsku.
- Welcome here! Nice to meet you! - podali sobie ręce.
- Nice to meet you too- odpowiedzieli razem.
- We're very excited, that we can host you here. This is a special moment for us and for you, of course. Now we would like to show you the whole studio. Let's go !
- Ok, thanks.
Po półgodzinnym obchodzie Violetta weszła do kabiny nagraniowej.
- Właśnie w tym miejscu nagrywał Micheal Jackson. Nie mogę w to uwierzyć - powiedziała do Leóna.
- Ja też nie. Niesamowite uczucie.
- Have you got any questions? - spytała jedna babka z ekipy.
- No, no, but we can't believe it, that we're here now. - odpowiedział León.
- Oh yes, I understand. This place is really special.
- And very magical- dodała Vilu.
- Ya...Oh right. Vilu, please take headphones. We're starting recordings, ok? - Potem wyszła z Leónem, zamykając ją w kabinie.
- Ok. I'm ready- powiedziała przyglądając się z zachwytem niebieskiemu mikrofonowi
- Three, two, one...Start!
Violetta zaśpiewała zagłębiając się w spojrzeniu Leóna.
- Bravo!!! Congratulations! Good job! It was fantastic! - krzyknęła cała ekipa.
- Thank you.
- Byłaś świetna - powiedział León.
- Dla Ciebie warto. Poczekaj, coś mi pika na komórce. O nie, to mój tata.
- Co się stało?
- Mam 31 nieodebranych połączeń od niego. Poczekaj, wysłał mi sms-a - Dwójka spojrzała na ekran, na którym widniały zdjęcia w bikini.
- Yyyy...skąd się to wzięło w internecie?!
- Pewnie paparazzi zrobili nam zdjęcia z ukrycia...
- O nie, co teraz? Tata mnie zabije!
- Chyba raczej nas...
*****
Wieczorem Violetta zobaczyła, że jej tata dzwoni na skypie. Zdecydowała się odebrać.
- Tata?
- Violetta! Co ty sobie wyobrażasz tak nie odbierać?! Czyś ty zwariowała zakładać taki strój na plaże?! Jeszcze do tego przy Leónie?! Jak ty się w ogóle zachowujesz!? Do czego to doprowadzi?!
- Tato, te zdjęcia są nieprawdziwe - skłamała.
- Jak to nieprawdziwe?! Przecież to ty!
- Nie, to paparazzi przerobili te zdjęcia. Ja nie byłam tak rozebrana na nich.
León to słyszał z pokoju i zdziwił się.
- To w takim razie podam ich do sądu...
- Co? Ale tato...
- Nie ma innej opcji.
Violetta wtedy spojrzała na Leóna. Nie wiedziała co zrobić. Byli w sytuacji bez wyjścia.
Ciąg dalszy nastąpi...
Czy Violetta poniesie konsekwencje przez fałszywe oskarżenie mediów?





Komentarze
Prześlij komentarz