Odcinek 16

Violetta i Angie były przerażone.
- Federico, to straszne ! Idę powiedzieć to tacie.
- Naprawdę mi przykro, Violu.
- Dziękujemy, że nas zawiadomiłeś.
- Ludmiła też chciała, ale jej mama zabrała jej wszystko i zamknęła ją w pokoju, by tego nie zrobiła.
- Nie mogę w to uwierzyć, Angie to straszne.
- Spokojnie, Violu.
- Nie będę spokojna dopóki nie powiemy tacie. Chodź ze mną.
- Dobrze, chodźmy.
- Pójdę z Wami.
- Ok, dzięki, że jesteś.
- Nie ma za co.
*****
Francesca weszła do budynku jak burza. Skierowała się po schodach na 2 piętro i zobaczyła przez uchylone drzwi jak Diego i Mickeyla są prawie bez ubrań. Odbywała się tam sesja zdjęciowa. Po chwili Diego cmoknął lekko Mickeyle w usta. Włoszka nie wytrzymała.


- Diego!!! Co ty sobie w ogóle wyobrażasz!? Zdradzasz mnie z nią?! - krzyknęła wpadając do pomieszczenia.
- Francesca, co ty tu robisz?
- A ty?! Kim jest ta laska?!
- To moja przyjaciółka...
- I była...- wtrąciła się Mickeyla.
- Że co proszę?!
- Fran, zaraz Ci to wyjaśnię.
- Diego, dosyć, że zgodziłeś się robić z nią sesje zdjęciową w pół nago, to jeszcze mnie okłamałeś i zdradziłeś!
- Nie, to był całus do sesji...
- Diego, nie kłam ! Zrywam z Tobą - Fran wyszła.
- Co?! Nie, Francesca, Francesca, zaczekaj !
- Zostaw ją. Przejdzie jej.
- Nie rozumiesz? Ona ze mną zerwała. Idę za nią.
- No a co z sesją? - spytał fotograf.
- Tyle zdjęć Wam wystarczy - I wyszedł za nią.
*****
Camila czekała na Brodweya wychodząc z wykładów.
- Hej, nie idziesz do domu? - spytał Pedro.
- Nie, bo wiesz czekam na Brodweya.
- Aha...- urwał zauważając go z daleka.
- Co jest?
- A nic. Zagrasz mi tą piosenkę nową? No proszę...
- Ok.
- Cudowna jest.
- Dziękuję. Jeszcze mu nie powiedziałam, że to dla niego.
- A kiedy masz zamiar to zrobić?
- Nie wiem, zobaczę, ale już niedługo...
Brodwey się wściekł i poszedł do domu.
*****
Andres zapukał do domu Ariany.
- Hej Andres, wejdź.
- Hej, piękna.
- Nie mogłam się doczekać.
- Ja też.
- Idziemy do mojego pokoju?
- Tak, pewnie.
- Proszę bardzo oto mój pokój.
- Wow, ale tu cudnie.
- Po babsku.
- Widać. Co to za płyty?
- Em...To moje...Właśnie po to Cię tu zaprosiłam, aby Ci powiedzieć o tym.
- To ty jesteś tą piosenkarką?! Ariana Grande to ty?!
- Tak.
- To dlatego wydawałaś mi się taka podobna.
- No brawo Andres za refleks, myślałam, że się wcześniej skapniesz.
- I dlatego mi nie powiedziałaś?
- Tak.
- Ale ja jestem głupi.
- Trochę głupiutki ale za to słodki.
- Hahaha, wielkie dzięki.
- Nom. Zaśpiewam Ci coś.
- Ok, to dajesz.
*****
Violetta z Angie i Fede zeszli na dół do Germana.
- Tato, tato!
- Tak, co się dzieje? Jak się masz?
- Tato, to Priscilla - I się wtuliła do niego.
- Ale co Priscilla?
- Ona otruła Leóna.
- Co?!
- German, wyjaśnię Ci to w gabinecie, chodź. Zostawmy ich.
- Dobrze.
- Mogę Ci jakoś pomóc?- spytał Federico
- Nie, ale możesz mnie przytulić.
- Ok, wiem, że Ci ciężko.
- Tak, bardzo.
- Przepraszam, że zapytam, ale...Czy Angie jest w ciąży? Bo gdzieś mnie doszły słuchy.
- Tak.
- Wow, no nieźle.
- Idę na górę ochłonąć.
- Ok, to ja spadam, do zobaczenia i trzymaj się.
- Dziękuję za troskę.
- Nie ma za co.
- Pa.
- Pa.
*****
German zadzwonił na policję.
- Tak. Został otruty. Mhm, dobrze dziękuję. Do widzenia.
- I co?
- Zaraz tu będą i idziemy do Priscilli.
- Ok. Oh...To niewiarygodne.
- Na pewno Olga nie zauważyła jej, że weszła.
- Być może, ale musiały być otwarte drzwi.
- Tak, porozmawiam z nią. Olga !
- Tak, Panie German?
- Olga, tyle razy Panią prosiłem, żeby zamykała Pani drzwi na klucz, a Pani co?!
- O nie, przepraszam, ale drzwi były zamknięte! Nie mam pojęcia jakim cudem weszła.
- Przecież to Pani się tym zajmuje pod naszą nieobecność!
- Proszę mi wierzyć, ale to nie ja!
- To kto? Gucio krasnoludek?!
- Yyy, German. Ja wychodziłem do ogrodu i nie zamknąłem drzwi - powiedział Ramallo, wchodząc.
- No po prostu świetnie.
- Co proszę!? Rozumie Pan, co Pan zrobił?! To przez Pana ten kochany chłopak nie żyje! - zaczęła płakać Olga.
- Przeze mnie?! To przez Priscille.
- Ale gdyby zamknął Pan drzwi, to by się tak nie stało, a ona to wykorzystała.
- Ale Olga, Olga ! - i za nią wyszedł.
- Ja z nim nie wytrzymam - rzekł German załamując się.
*****
Ludmiła dostała sms-a od Federico.
- ,,Ludmiła, Twoją mamę zabiorą na komendę. León nie żyje ..." - Gdy to przeczytała wystraszyła się.
- Co jest Ludmiła?
- Em, nic.
- Nie udawaj. Znam Cię na wylot. Czym się tak denerwujesz, co? Powiesz mi?
- Nie, nie Twoja sprawa mamo. Idź sobie.
- Mnie z własnego domu nie wyrzucisz! Mów natychmiast!
- Zostaw mnie ! - I skasowała sms-a.
- Oddawaj tą komórkę ! - I jej zabrała.
- Mamo, zostaw!
- Co to była za wiadomość. Od kogo?! Gadaj i to już.
- Nie ! - I wybiegła z domu.
- Ludmiła, wracaj mi tu! Ludmiła!
Po chwili ją dogoniła i złapała za rękę, lekko wykręcając jej.
- Nigdzie nie uciekniesz.
- Natychmiast zostaw Ludmiłę - rzekł German pojawiając się z Violettą i policją.
*****
Francesca wróciła do domu i zamknęła się w pokoju, rozpłakując. Nie wiedziała, co ma ze sobą począć. Po paru minutach podniosła się z łóżka i spakowała walizki.
- Dokąd idziesz? - spytał tata.
- Wylatuję daleko stąd.
- Jak to? A co z Diego?
- Nie jestem już z nim.
- Dlaczego? Co on Ci zrobił?
- Oszukał i zdradził.
- Jeśli wyjazd otrze Ci łzy, to jedź.
- Dziękuję, że mnie rozumiesz.
- Dokąd lecisz?
- Do Buenos Aires.
- Jesteś tego pewna?
- Tak. Trzymajcie się.
- Żegnaj, Fran.
- Pa. Pamiętajcie, że Was kocham.
- Wiemy, my Ciebie też.
*****
Camila poszła do domu Brodweya.
- Camila...
- Brodwey, hej. Przyszłam, bo chciałam się spytać czemu po mnie nie przyszedłeś...
- Przyszedłem, ale Cię widziałem z Pedro jak śpiewałaś jemu piosenkę.
- Co proszę?! Ta piosenka nie była dla niego.
- Ah, nie? A te słowa pełne miłości i te uśmiechy do niego, to co, też nie?!
- Brodwey, musiałeś się przesłyszeć! Ta piosenka jest dla Ciebie. On mnie tylko poprosił, żebym mu zaśpiewała.
- Nie wierzę Ci.
- Brodwey, o co ci chodzi? Jesteś po prostu zazdrosny.
- Nie, raczej zdradzony.
- Co?! Zwariowałeś. On mi się nie podoba.
- Camila, proszę Cię, nie kręć.
- Ja nie...
- Cami, to koniec. Wybacz mi i lepiej stąd idź, bo moi rodzice się zaraz wkurzą, że tu przyszłaś.
- Ale Brodwey! - I zamknął jej przed nosem drzwi.
*****
Diego zapukał do domu Francesci.
- O, Diego. Co tu robisz? - spytał tata.
- Jest tu Francesca?
- Nie, niestety już jej nie ma.
- To w takim razie gdzie jest?
- Wyleciała do Buenos Aires pół godziny temu.
- Że co?!
- Przykro mi, ale ty nie masz już czego tu szukać. Masz w tej chwili opuścić nasz dom i się spakować.
- Dobrze. Zaraz to zrobię.
*****
Policja rządała wyjaśnieć.
- Proszę Panią. Przychodzimy w sprawie otrucia młodego chłopaka. Czy przyznaje się Pani do winy?
- Słucham? O czym Panowie w ogóle mówią. Ja nic nie zrobiłam.
- Priscilla, León przez Ciebie nie żyje! - krzyknął German.
- Ja nikogo nie otrułam !
- Czyli odrzuca Pani oskarżenia?
- Oczywiście, że tak.
- W takim razie zabieramy Panią na komendę.
- Proszę zaczekać. Mam na to dowody. - dodała Ludmiła pokazując trutkę.
- Ludmiła !
- I co Pani na to powie? Dalej się będzie Pani opierać?
- Dobrze, może i chciałam użyć tej trutki, ale nie wiedziałam, że się wylała. To musiało być przez przypadek.
- Ale jednak chciałaś dopuścić się do zbrodni, kogoś z nas - rzekł German.
- Dobrze, zabieramy Panią na komisariat.
- Tato, nie mogę w to uwierzyć - zaczęła płakać Violetta.
- Ja też nie.
- Strasznie mi głupio. Gdybym o tym wiedziała, to powstrzymałabym moją mame.
- Wiem, rozumiem. Zrobiłaś co mogłaś.
Potem się wszyscy przytulili.
*****
Ramallo poszedł za Olgą do kuchni.
- No i co. Zadowolony Pan jest?!
- Olga...
- Koniec z Olgą, Olgunią i Olgusią, jasne? Mam Pana dosyć. Pan jest taki nieodpowiedzialny!
- Olga, czy my przypadkiem nie jesteśmy RAZEM?
- My?
- My.
- My, tak?
- No tak.
- No co Pan mówi?
- No to co jest.
- Myślałam, że do siebie nie wróciliśmy.
- Dobrze, to może inaczej...Chce Pani do mnie wrócić?
- Ramallo, przestań Pan cyrk odstawiać! Nie widzi Pan, że mamy żałobe?!
- Ale Olga...
- Nie, Ramallo. Takie rozmowy odłóżmy na później.
- No dobrze, jak Pani chce.
- Świetnie. Dziękuję.
- Proszę...ah...Co za kobieta.
*****
Diego spakował walizki i opuścił dom. Czekając na taxówkę, aby jechać na lotnisko.
- Diego, Diego. Zaczekaj! Nie jedź jeszcze! - krzyknęła Mickeyla za nim.
- Micky, przykro mi ale muszę ją odzyskać.
- Ale Diego...Nie zostaniesz tu dłużej. To była jedyna okazja, abyśmy powspominali stare czasy razem...tutaj...
- Nie, wybacz mi. To co było między nami już minęło. Wracam do Buenos Aires.
- Nie prawda. Ja wciąż coś do Ciebie czuję.
- To minie, zobaczysz z czasem. Gdy odjadę to dam ci wolność.
- Nie chcę się od Ciebie uwalniać.
- Ale musisz, zrozum to.
- Nie.
- Micky...
- Diego...
- Nie zmusisz mnie, żebym został. Kocham Francesce.
- No.. dobra, ok. Wygrałeś.
- Na pewno się jeszcze kiedyś zobaczymy.
- Ok, żegnaj Diego.
- Papa.
Wsiadł do taxówki i odjechał.
- Zobaczymy się szybciej niż myślisz, hehe...
*****
Violetta wróciła do swojego pokoju. Podeszła do keyboardu i zaczęła grać ,,Nuestro Camino". Przy każdym wersie płakała nieustannie, zanużając się w słowa. Nagle ktoś zapukał do drzwi.
- Proszę.
- Hej...
- León?!

Ciąg dalszy nastąpi...

Jaka była Wasza reakcja na pojawienie się Leóna?

Komentarze

  1. Runoł Chinski Mur, León!!!!!!!!!!!????? Nie no ja nie mogę chyba oszaleje. Niech ta Micky się odczepi od Diega bo będą kłopoty dla Fran znając życie. Mama Ludmi idzie do aresztu tak tak tak!!!!! Camila nie łam się, niech Brodwey teraz będzie żałował tej decyzji. Wróci na bank. Czekam na kolejny.

    OdpowiedzUsuń
  2. No właśnie dlatego napisałam. "Runoł Chinski Mur"

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Odcinek 27

Odcinek 4