Odcinek 15
Violetta spojrzała na lekarza przerażona. Zaczęła wpadać w histerie.
- Co?! Ale jak to?! On nie może umrzeć! Nie da się nic zrobić?
- Zrobimy co w naszej mocy... Ja idę przygotować salę operacyjną. Płukanie żołądka to jedyne ale najbardziej niebezpieczne w tym przypadku wyjście. Jeden zły ruch i trucizna zniszczy ścianę żołądka. Jak kwas zacznie działać to koniec...Dlatego teraz musisz być przy nim.
- Dobrze, dziękuję - Podeszła do Leóna, który zasnął. Położyła się na nim i zaczęła płakać.
- Co?! Ale jak to?! On nie może umrzeć! Nie da się nic zrobić?
- Zrobimy co w naszej mocy... Ja idę przygotować salę operacyjną. Płukanie żołądka to jedyne ale najbardziej niebezpieczne w tym przypadku wyjście. Jeden zły ruch i trucizna zniszczy ścianę żołądka. Jak kwas zacznie działać to koniec...Dlatego teraz musisz być przy nim.
- Dobrze, dziękuję - Podeszła do Leóna, który zasnął. Położyła się na nim i zaczęła płakać.
Nagle ciśnienie zaczęło w szybkim tempie spadać. Violetta wpadła w panikę.
- Pomocy ! Niech ktoś mu pomoże ! Panie doktorze !
- O nie...Tracimy go.- powiedział doktor jak wbiegł do sali. Wezwał zespół i zaczęli go reanimować.
- On umiera! Nie, León! Nie możesz! León, nie zostawiaj mnie! Nie zostawiaj mnie! Musisz walczyć! Dasz radę! León! - krzyczała, płacząc bezradnie.
- Proszę stąd wyjść. - wyprosiła ją lekarka.
- Ale ja muszę przy nim być !
- Proszę natychmiast opuścić to pomieszczenie ! - I zamknęła za nią drzwi. Nagle Violetta usłyszała, że aparatura zgasła. Nie wierzyła w to co się dzieje. Wybiegła ze łzami ze szpitala, wiedząc, że umarł...
- Pomocy ! Niech ktoś mu pomoże ! Panie doktorze !
- O nie...Tracimy go.- powiedział doktor jak wbiegł do sali. Wezwał zespół i zaczęli go reanimować.
- On umiera! Nie, León! Nie możesz! León, nie zostawiaj mnie! Nie zostawiaj mnie! Musisz walczyć! Dasz radę! León! - krzyczała, płacząc bezradnie.
- Proszę stąd wyjść. - wyprosiła ją lekarka.
- Ale ja muszę przy nim być !
- Proszę natychmiast opuścić to pomieszczenie ! - I zamknęła za nią drzwi. Nagle Violetta usłyszała, że aparatura zgasła. Nie wierzyła w to co się dzieje. Wybiegła ze łzami ze szpitala, wiedząc, że umarł...
*****
Francesca nie wiedziała, co ma na myśli Diego.- Co chcesz zrobić? Jak mnie niby do tego przekonasz?
- O w taki sposób - I zakrył jej oczy.
- Yyy...Dokąd mnie prowadzisz?
- Zobaczysz.
- Ok. Powiedz kiedy - Potem ją zaprowadził na taras.
- Już.
- Wow. Jaki piękny widok na miasto.
- Tak. To prawda.
- Dobra, skusiłeś mnie, ale daj mi 15 minut. Chcę się przygotować.
- Będziesz se wkładać zabezpieczenie czy co? Wystarczy, że ja mam.
- Nie, o to chodzi. Wyjdź, ok?
- No dobra. To wrócę tu za 15 minut.
- Ok. To świetnie. Paaa!
- Ludmiła ! Ty gówniaro ! Wiesz ile to kosztowało?! Teraz nie mam czym zapłacić za...
- Za co? O czym ty mówisz?
- O niczym ! Nie Twoja sprawa !
- Mamo, coś ty zrobiła?!
- Nic nie zrobiłam ! Nie wtrącaj się w moje życie ! - Wtedy ktoś zapukał do drzwi.
- Idę otworzyć, a ty posprzątaj pokój i przemyśl swoje zachowanie ! - Priscilla zeszła na dół i otworzyła drzwi. Był to jej kolega.
- A, to ty. Wejdź.
- Mieliśmy umowę. Przyszedłem po naszyjnik, co miałem dostać w zamian za trutkę.
- Aaa, tak. Dam Ci go kiedy indziej, dobrze? Muszę ogarnąć mieszkanie. Mamy tu taki burdel...
- Dobrze, ale trzymam Cię za słowo.
- Tak, to na razie.
- Do zobaczenia.
Ludmiła to wszystko podsłuchała. Była w szoku.
- Nie mam pojęcia co zrobimy.
- Najlepiej jak będziemy to przed nimi ukrywać.
- Jesteś tego pewna?
- Tak.
- No nie wiem.
- Brodwey,musimy to zrobić. Nie ma innego wyjścia.
- Ale jak się dowiedzą, to się wściekną.
- Nie powinni, skoro Ci pozwolili wrócić.
- Nie wiem, może...Zobaczymy jeszcze.
- Ok.
- Dobra, skusiłeś mnie, ale daj mi 15 minut. Chcę się przygotować.
- Będziesz se wkładać zabezpieczenie czy co? Wystarczy, że ja mam.
- Nie, o to chodzi. Wyjdź, ok?
- No dobra. To wrócę tu za 15 minut.
- Ok. To świetnie. Paaa!
*****
Ludmiła wrzuciła jej naszyjnik do toalety. Priscilla wyglądała jakby miała zaraz wybuchnąć.- Ludmiła ! Ty gówniaro ! Wiesz ile to kosztowało?! Teraz nie mam czym zapłacić za...
- Za co? O czym ty mówisz?
- O niczym ! Nie Twoja sprawa !
- Mamo, coś ty zrobiła?!
- Nic nie zrobiłam ! Nie wtrącaj się w moje życie ! - Wtedy ktoś zapukał do drzwi.
- Idę otworzyć, a ty posprzątaj pokój i przemyśl swoje zachowanie ! - Priscilla zeszła na dół i otworzyła drzwi. Był to jej kolega.
- A, to ty. Wejdź.
- Mieliśmy umowę. Przyszedłem po naszyjnik, co miałem dostać w zamian za trutkę.
- Aaa, tak. Dam Ci go kiedy indziej, dobrze? Muszę ogarnąć mieszkanie. Mamy tu taki burdel...
- Dobrze, ale trzymam Cię za słowo.
- Tak, to na razie.
- Do zobaczenia.
Ludmiła to wszystko podsłuchała. Była w szoku.
*****
Brodwey nie wiedział co powiedzieć.- Nie mam pojęcia co zrobimy.
- Najlepiej jak będziemy to przed nimi ukrywać.
- Jesteś tego pewna?
- Tak.
- No nie wiem.
- Brodwey,musimy to zrobić. Nie ma innego wyjścia.
- Ale jak się dowiedzą, to się wściekną.
- Nie powinni, skoro Ci pozwolili wrócić.
- Nie wiem, może...Zobaczymy jeszcze.
- Ok.
*****
German zaczął się niepokoić o Violettę.
- Co Pan tak zerka na ten telefon? - spytała Olga.
- Violetta, miała do mnie zadzwonić co z Leónem i wciąż tego nie zrobiła.
- A daj Pan spokój jej. León jest w ciężkim stanie, a Pan myśli, że ona będzie chętna do rozmowy.
- Nie, Olga. Martwię się o nią. Przecież nie będzie tam do rana.
- Na pewno zadzwoni. Niech się Pan uspokoi już!
- I co z Violą? - spytała Angie.
- Nic. Ani nie odbiera, ani nie pisze. Kompletna cisza i to mnie wkurza, bo obiecała, że zadzwoni albo chociaż napisze, co z Leónem. A teraz jeszcze nawet nie odbiera.
- German, spokojnie. Skoro tak powiedziała, to dotrzyma słowa. Przecież ją znasz.
- Tak, ale nie znam ją na tyle dobrze, co myślałem. Jadę po nią.
- Co? Ooo, nie, nie, nie, German zostajesz tutaj.
- Dobrze, to ty do niej zadzwoń. Jeśli nie odbierze to jadę po nią.
- No dobrze. - I wykręciła numer.
- Iii? Iii co?!
- Niestety nie odbiera. To dziwne.
- Jadę po nią. Pewnie coś się stało.
- Ok, jadę z Tobą.
- Tylko jedzcie ostrożnie ! - krzyknęła Olga.
- Wiemy, wiemy !
*****
Księżyc pojawił się już na niebie. Violetta biegła przed siebie nie wierząc w to co się stało. Łzy wylewały się z niej jak z kranu. Nie mogła powstrzymać płaczu. Przez jej głowę przedzierały się wszystkie wspomnienia z Leónem. Każda chwila z nim, każde jego spojrzenie, każdy uśmiech, każde gesty i słowa, każdy pocałunek, każda piosenka...
Była w takiej rozpaczy, że nie patrzyła pod nogi, aż w końcu się potknęła i padła na ziemię. Nie miała pojęcia gdzie jest. Zaczęła się podnosić i zobaczyła przed sobą czerwony płatek. Wzięła go do ręki i poczuła na sobie objęcia Leóna.
Gdy wstała już wiedziała gdzie jest - Magiczne drzewo ze spadającymi płatkami. Skierowała się w kierunku ławki i usiadła wpatrując się w morze. W pewnym momencie przyszły jej na myśl słowa piosenki...
,,Potok Wspomnień"
1. W dniu cichej nocy
Słyszę Twój szept
Mam ciarki
Coraz bardziej na mnie wpływasz
Coraz bardziej mnie hipnotyzujesz
Wiem, że czuwasz
Wiem, że wciąż żyjesz
Twój głos jest jak echo
Ciągle stały
Ciągle żywy
Wciąż we mnie trwa
Bezustannie dudniąc
Wspominając ten czas
W którym wszystko pozostało w nas
Ref: Zawsze słyszę Twój głos pośród mórz
Zawsze słyszę Twój głos pośród wiatru
Zawsze słyszę Twój głos pośród ścian
Odbija się i powraca
Mieszając mi w głowie
Mieszając mi w duszy
Dotykając serca
Wciąż w nim trwa
Wciąż w nim żyje
Niczym bezustannie wylewająca się łza
2. Potok myśli
Potok wspomnień
Już w te noc zostawia ślad
Jedyne co zostało po nim
To znak...
Potem wyjęła telefon z torebki. Miała 30 nieodebranych połączeń.
*****
Diego zapukał do pokoju.
- Mogę już wejść?
- Czekaj, jeszcze chwila. Dobra już.
- Wow...Francesca...Brak mi słów...
- Aaa, dziękuję ! To jak? Zaczynamy?
- Tak, jestem gotowy.
- I ja też.
Diego ściągnął koszulkę. Włoszka na maxa się napaliła tym widokiem.
- Wow, ale jesteś hot.
- Dzięki, pracuję nad klatą.
- Widać różnicę.
- Nom. A pokażesz mi swoje 2 cudeńka?- i ją złapał za piersi.
- Ej, nie dotykaj.
- Rzucasz się jak jakaś flądra. Wyluzuj.
- To ja Ci zaraz pokażę ! - i się zaczęli całować.
- Hehe, dobra. Skoro tak, to patrz na to - I jej ściągnął stanik.
- Uuu...szalejesz.
- Mam to we krwi.
- Ta...Twój dziki zew.
- Grrr...- I ściągnął jej majtki.
- I co teraz zrobisz?
- No włożę...
- Pomóc Ci? - ściągnęła mu spodnie.
- Teraz jest idealnie - I zaczął jej wciskać do środka.
- Wow, jesteś boski. A umiesz mocniej?
- Bez zabezpieczenia tak.
- To się weź postaraj teraz.
- No dobra.
- Aaaa, boli.
- Musi boleć.
- Wiem, jak na prawniczka, jesteś niezły.
- Dzięki Francesca. Szczery komplement.
- Nie ma za co.
*****
Ludmiła była wściekła na matkę.
- Mamo, coś ty zrobiła?! Chciałaś skrzywdzić Violettę?!
- Cii, zamknij się ! Niczego nie zrobiłam !
- Przecież słyszałam Twoją rozmowę z tym gościem ! Sprzedał Ci trutkę !
- Może i tak, ale jeszcze nie doszło to do skutku.
- Mamo, czy ty oszalałaś ?! Idę zadzwonić do Violetty i jej o tym powiedzieć !
- Ani się waż to zrobić ! Bo zapłacisz za to żywcem !
- I co mi zrobisz?!
- Wtedy pożegnasz się ze swoim certyfikatem.
- Nie znajdziesz go już.
- Ah nie? To się jeszcze okaże ! - I poszła do jej pokoju, zabierając jej telefon.
- Mamo, to co chciałaś zrobić to przestępstwo, nie rozumiesz?! Chciałaś zabić Violettę ! Oddawaj moją komórkę !
- Nie ma takiej opcji. A, laptop też Ci zabieram.
- Mamo !
Priscilla wyszła zamykając ją na klucz, by nie mogła iść do domu Violetty.
- Mamo ! Otwieraj ! Mamo !
*****
Violetta w końcu odebrała telefon.
- Halo?
- Violetta ! Gdzie ty jesteś?! Szukamy Cię już od 2 godzin! Co ty sobie myślisz, żeby tak nie odbierać telefonu?! Mam Ci dać szlaban?!
- Tato...
- Nie przerywaj mi ! Bo jeszcze nie skończyłem! Jedziemy po Ciebie z Angie. Mów gdzie jesteś !
- Tato...León nie żyje, rozumiesz ?!
- Co?! Violetta...
- Zostaw mnie w spokoju ! Wrócę sama do domu. - I się rozłączyła.
- Violetta ! Nie rozłączaj się ! Posłuchaj mnie, jak to nie żyje ?! Halo? Violetta. Rozłączyła się.
- Co?! León nie żyje?! - krzyknęła Angie z przerażenia.
- Tak mi powiedziała i się rozłączyła.
- German, to niemożliwe...Musiało coś poważnego mu się stać.
- Prawdopodobnie tak...Boję się o nią. Strasznie go kochała.
- Gdzie ona jest?
- Nie wiem ! Nie powiedziała mi !
- A co ci powiedziała?
- Że wróci sama do domu, ale ja jej nie pozwolę chodzić samej po mieście w nocy ! Jedziemy ją szukać.
- Na pewno jest w szpitalu.
- Nie, słychać było, że jest na polu.
- Hmm...pomyślmy, gdzie ona mogła pójść...
- Sprawdzimy czy jest w parku.
- Ok, jedź.
*****
Violetta po pół godzinie wróciła do domu, trzymając płatek w ręce, mocno go ściskając.
- Violetta! Boże, drogie dziecko, gdzieś ty była tyle czasu?! Twój tata z Angie pojechali Cię szukać! Co się stało kochanieńka? Martwiłam się o Ciebie!Co z Leónem? - krzyknęła Olga.
Violetta zaniemówiła przez chwilę. Po chwili podniosła głowę i spojrzała na Olgę zapłakanymi oczami.
- Moja najdroższa, co się stało? Czemu płaczesz? Całe masz oczy spuchnięte.
- Olga...León...on...
- No mów, spokojnie.
- On...nie żyje...
- Wielkie nieba! Co ty mówisz?! Matko święta, moja biedulka! Chodź tu, przytulę Cię. Ah, to był taki kochany chłopak. Boże święty...
- Lekarz powiedział, że był otruty jakąś dolewką.
- A skąd by się tu ta trucizna wzięła?
- Nie wiem. Olga, idę do siebie.
- Zjesz coś?
- Nie, dzięki, nie mam apetytu - Potem poszła i zamknęła się w pokoju. Wzięła do ręki naszyjnik, w którym było jej zdjęcie z Leónem i przyłożyła do serca, tonąc w łzach.
*****
Następnego dnia Diecesca się obudziła o świcie.
- Hej. Jak się spało? - spytała Diega.
- Dobrze, ja się zbieram.
- Dokąd idziesz? - zdziwiła się.
- Eee...do sklepu. Kupię nam coś.
- O tej porze?
- Tak i zaraz się spóźnię...
- Niby gdzie?
- Eee...powiedziałem spóźnię? Chodziło o to, że wykupią najlepsze bułki...
- Chyba coś ściemniasz.
- Nie. Mówię serio. Pa.
- Ale Diego! Zaczekaj. Oh no i poszedł. O co mu chodziło? Idę go śledzić.
*****
Priscilla w końcu otworzyła Ludmiłę z pokoju.
- Serio? Zamknęłaś mnie tu na całą noc i dopiero teraz mi pozwalasz wyjść?!
- Ciesz się, że się nad Tobą zlitowałam. Federico przyszedł do Ciebie.
- Federico ! - rzuciła mu się w ramiona.
- Macie 5 minut, nie więcej czy to jasne?
- Tak...Idziemy na pole?
- Ok. Co się stało?
- Matka mnie zamknęła w pokoju, bo podsłuchałam jej rozmowę z jakimś facetem, że kupiła od niego trutkę by zrobić coś Violettcie.
- Po co Twoja mama miała by to robić? Może chodziło o Angie?
- Nie wiem. Nic z tego nie rozumiem. Federico, proszę Cię. Musisz iść do Violetty i ją ostrzec, bo ona mnie do niej nie wypuści.
- Dobrze, to lecę. Ciao.
- Pa. I dziękuję.
- Nie ma za co.
*****
Olga parzyła herbatę, myśląc o Violettcie.
- Olga, nie za długo to parzysz? - spytał Ramallo.
- Aj, aj. No pewnie, że tak. Ah, wszystko się wali. Co za życie zabiera innym życie...
- O czym Pani mówi?
- No jak to o czym?! O Leónie. Biedna Violetta. Ona tak cierpi.
- Tak, masz racje. Trzeba ją teraz wspierać.
- Na to nic nie pomoże. Miłość jak Cię dopadnie tak do głębi, to się zakorzeni i koniec!
- Bardzo ciekawy fakt. Świetnie to Pani określiła.
- A dziękuję ! W końcu się w czymś zgadzamy.
- No widzisz? W końcu odnaleźliśmy złoty środek.
- Chodź tu Pan bliżej i mi go Pan pokaż...- Olga go pociągnęła za krawat.
- Pokazać Pani?
- Tak.
- Złoty środek to my - I ją pocałował namiętnie.
- Ooo, widzę, że wróciliście do siebie - rzekł German.
- Co? My nie...
- Jasne, jasne. Skończcie z tym teatrzykiem. Wszystko widziałem.
- Proszę Pana i co z Violą?
- Jest źle. Jest bardzo źle. Nie wychodzi z pokoju. Nie chce ze mną gadać.
- Może ja spróbuję? - spytała Angie.
- Tak, to świetny pomysł. Zawsze miałaś z nią lepszy kontakt niż ja.
- Idę do niej.
- Dobrze. Dziękuję Ci.
- Nie ma za co kochanie - I mu dała całusa w policzek.
- Jaka ona jest kochana...
*****
Francesca śledziła Diego. Wtem zobaczyła go, że spotkał się z jakąś blondynką pod budynkiem.
- Diego, przyszedłeś. Miło Cię widzieć.
- Hej, Mickeyla. Ale się zmieniłaś...
- Ty też.
- Dzięki.
- A wiesz co się u Ciebie tylko nie zmieniło?
- Co?
- Te oczy.
- Hehe, dzięki. To jak? Gotowa?
- Jestem przygotowana.
- Super, to idziemy. Prowadź.
- Ok - Potem weszli do środka budynku.
- Nie wierzę w to. On się umówił z tą laską ! Ja mu dam! - wrzasnęła Francesca idąc za nimi.
*****
Angie zapukała do pokoju Violetty.
- Violu, mogę wejść?
- Wejdź...
- Hej, jak się masz?
- Angie, a jak się mam mieć?! Nie wierzę w to, rozumiesz?! Nie wierzę w to, że on nie żyje! Że nie ma go przy mnie. Angie, potrzebuję go!
- Wiem, wiem. Ja też w to nie wierzę, spokojnie - I ją przytuliła.
Nagle do pokoju ktoś zapukał.
- Proszę.
- Cześć.
- Federico ! Jak miło Cię widzieć !
- Hej, Violu. Co się stało? Czemu płaczesz.
- Lepiej się przygotuj na to co ci powiem.
- Mam się bać?
- Fede, León nie żyje...
- Co?!
- Tak, podobno się otruł czymś.
- Trutką?
- Tak. Ale pił u nas tylko herbatę.
- A nie było u Was przypadkiem Priscilli?
- Tak, Olga, mówiła, że przyszła po naszyjnik - dodała Angie.
- Ale czemu o nią pytasz?
- Przyszedłem tu, bo Ludmiła podsłuchała rozmowę jej mamy z jakimś facetem od którego wykupiła trutkę, by ci zaszkodzić. Wydaje mi się, że ją wlała do szklanki jak u Was była. Pewnie chciała do Twojej, ale wyszło inaczej. A to oznacza, że Priscilla otruła Leóna...
- Co?! - krzyknęła Viola razem z Angie.
Ciąg dalszy nastąpi...
Jaka była Wasza reakcja na wiadomość o śmierci Leóna? A może on wcale nie umarł?...




:o Wow, sliczne . Gratuluję Ci takiego talentu pisarskiego. Pisz dalej, bo to naprawdę fantastyczne.A odcinki ciekawsze niż w Violettcie 3,2,1 . Heh :) Czekam na next. :)
OdpowiedzUsuń