Odcinek 14
Priscilla już miała wlać truciznę, gdy nagle Santos ją zauważył i zaczął szczekać. Kobieta wystraszyła się i trochę kropel trucizny wylało się do jakiejś szklanki.
- Głupi pies ! Wynoś się stąd !
- Co tak szczekasz?! - zdziwiła się Olga, przyuważając Priscillę.
- A co Pani tu robi?!
- Ooo, Olga. Ja przyszłam do Germana po naszyjnik.
- A no tak. Gdzie ja mam głowę... Zapomniałam. Pana Germana jeszcze nie ma, jest w studiu na imprezie pożegnalnej, ale ja mogę Pani oddać naszyjnik.
- Tak? To super. Dziękuję.
- Proszę iść do drzwi i się nie bać psa. Nie ugryzie.
- Nowy nabytek Violetty, tak? Psa jej się zachciało...
- Eee, to już dawno.
- Dobrze, to ja przyjdę jeszcze do Germana, do widzenia.
- Do widzenia...- odparła z grymasem.
- Oh, że ten pies akurat musiał mi przeszkodzić w moim planie ! - krzyknęła na ulicy.
- Nie udało się? - spytał jej kolega, czekając na nią.
- Nie ! Spróbuję innym razem. Jedźmy już.
- Ok, wsiadaj.
- Głupi pies ! Wynoś się stąd !
- Co tak szczekasz?! - zdziwiła się Olga, przyuważając Priscillę.
- A co Pani tu robi?!
- Ooo, Olga. Ja przyszłam do Germana po naszyjnik.
- A no tak. Gdzie ja mam głowę... Zapomniałam. Pana Germana jeszcze nie ma, jest w studiu na imprezie pożegnalnej, ale ja mogę Pani oddać naszyjnik.
- Tak? To super. Dziękuję.
- Proszę iść do drzwi i się nie bać psa. Nie ugryzie.
- Nowy nabytek Violetty, tak? Psa jej się zachciało...
- Eee, to już dawno.
- Dobrze, to ja przyjdę jeszcze do Germana, do widzenia.
- Do widzenia...- odparła z grymasem.
- Oh, że ten pies akurat musiał mi przeszkodzić w moim planie ! - krzyknęła na ulicy.
- Nie udało się? - spytał jej kolega, czekając na nią.
- Nie ! Spróbuję innym razem. Jedźmy już.
- Ok, wsiadaj.
*****
Brodwey zaczął śledzić Camilę. Schował się za drzewem, widząc ją z Pedro.- Pedro, hej !
- Cześć, co masz taką minę? Stało się coś.
- Nie, nie, to nic.
- Powiedz, przecież widzę.
- Chodzi o to, że byłam na imprezie pożegnalnej zespołu chłopaków i Brodwey się tam pojawił ni stąd ni z owąt. Rozumiesz to? Nawet nie wiesz jak się zdziwiłam, gdy zaczął dla mnie śpiewać.
- Rodzice mu pozwolili wrócić?
- Tak.
- Wow, geniusz z niego. Ciekawe jak ich przekonał.
- Może nawet nie musiał.
- To czemu się nie cieszysz? Powinnaś być z nim...
- Co? Nie, nie jesteśmy razem.
- Jak to? Nie wróciliście do siebie?
- Nie.
- Jeszcze nie?
- Tak, nie, nie wiem. Kocham go, ale nie wiem czy on będzie chciał ze mną znowu być.
- Camila, nie bądź głupia, to chyba oczywiste...
- Dla mnie tak, ale dla niego może nie. To się okaże, ale dzięki za wsparcie.
- Nie ma za co - I dał jej buziaka w policzek. Wtedy Brodwey chciał do nich podejść, jednak po chwili się zawachał.
*****
Rodzina Castillo wróciła do domu na kolacje.- Olga, Ramallo. Jesteśmy ! - krzyknął German.
- Już idę, idę. Ooo, León...
- Dobry wieczór, Olga.
- Będziesz dzisiaj z nami na kolacji? Jak miło. Proszę siadajcie.
- Co tu nam nasza Olgita przygotowała? - spytał German.
- Wasze ulubione dania, a dla Ciebie królewiczu zaraz coś przyrządzę...
- Dziękuję bardzo.
- Ależ nie ma za co. Tutaj macie już herbatę napijcie się.
- Dobrze, a Olga. Jest może cytryna? - spytała Viola.
- Tak, już Ci przyniosę.
- Dzięki.
- Ooo, już wróciliście widzę - powiedział Ramallo.
- Tak.
- I jak po występie?
- Dobrze, tylko szkoda, że musieliśmy zamknąć zespół, no ale cóż czasami tak trzeba - powiedział León, napijając się herbaty.
- No tak. Na to już nic się nie poradzi.
- Tato, my idziemy z Leónem na górę.
- Dobrze, a ile tam będziecie siedzieć?
- Ja za godzinę muszę być w domu, także...
- A, ok. To idźcie i mi tylko nie psoćcie.
- Co? - zdziwiła się Violetta.
- Co? Nic, zupełnie nic nie mówiłem.
- Jasne, tato...
*****
Federico odprowadził Ludmiłę do domu. Ona bardzo się bała wejść do środka.- Federico, boję się tam wejść. Nie mogę.
- Ej, tylko spokojnie. Przy mnie nic Ci nie zrobi. Po prostu zapukaj.
- Jesteś pewien?
- Tak.
Ludmiła w końcu odważyła się zapukać.
- Kto tam?! - wydarła się wkurzona Priscilla.
- To ja mamo, Ludmiła. Twoja jedyna córka...- powiedziała drżącym tonem głosu.
- Ooo, Ludmiła. Już Ci się znudziło u tatusia?
- Nie, ja tylko...
- Ok, nic już nie mów, wchodź. A Ciebie chłopcze żegnam.
- Mamo, wyrzucasz go?!
- A co? Do czego Ci on jest tu potrzebny? To tylko Twoja maskotka czyż nie?
- O czym ty w ogóle mówisz?! To mój chłopak. Ma prawo tu być.
- Owszem, będzie miał prawo tu być, ale w takich godzinach jakich mu wyznaczę !
- Mamo, co w Ciebie znowu wstąpiło?!
- We mnie? We mnie nic, ale w Ciebie owszem, bo sobie za dużo na wszystko pozwalasz. Już do pokoju !
- Pa Federico...
- Trzymaj się - Potem Pris zatrzasnęła za nim drzwi.
*****
Francesca wróciła z próby bardzo późno do domu.- Ooo, jest moja wnuczka w końcu ! - krzyknął uradowany dziadek.
- Tak, cześć dziadku. Wiesz gdzie jest może Diego?
- Tak, tak. Jest na górze.
- Ok, dzięki.
Potem wyszła na górę. Diego leżał na łóżku.
- Hej - powiedziała.
- Hej.
- Co tak leżysz? Tęskniłeś?
- A czemu bym miał? Nie było Cię tylko 2 godziny.
- Jesteś okropny.
- Mówiłaś mi to już.
- Możesz mi powiedzieć, co Cię ugryzło? Ostatnio jesteś jakiś dziwny.
- To nie Twoja sprawa.
- Ojej, przepraszam, że spytałam...
- Nie, sorry. Po prostu chodzi o to, że moja mama chce przyjechać do ojca.
- Co?
- Tak, ale to zły pomysł.
- Nie, dlaczego? Mogli by się pogodzić.
- Nie wydaje mi się.
- Spójrz na to z innej strony, może Twoja mama chce mu to wybaczyć ?
- Nie wiem. Ona jest strasznie tajemnicza.
- Jak ty.
- Ja mam bardziej charakterek po ojcu.
- Ooo, to akurat prawda. Zwłaszcza w tamtym roku.
- Wiem, hahaha.
- Kocham Cię.
- Ja Ciebie też i tak tęskniłem trochę.
- Tylko trochę?
- Aj, Francesca...Ty trudna kobito.
- No brawo popisałeś się.
- Jestem tygrysem, a ty tygrysicą.
- To uważaj.
- Na co?
- Na mój gniew.
- Myślałem, że szpilki.
- Co?
- Kupiłaś 3 pary szpilek.
- A no tak. To też.
*****
Violetta i Leon rozmawiali w pokoju.- Byliście świetni. Nie wiem jak to robicie, ale macie taką charyzmę i każdy uwielbia Was słuchać, a ja szczególnie Ciebie...
- Tak? Dzięki.
- Wiesz jak Cię kocham przecież.
- Tak...
- Wszystko ok?
- Mhm...
- León, co ci jest? Źle się czujesz?
- Trochę mi niedobrze...
- Niedobrze, ale po czym?
- Nie wiem, to dziwne.
- Może powiem Oldze, to Ci zaparzy zioła?
- Nie, nie trzeba. Przejdzie mi.
- No nie wiem.
- Mogę iść do łazienki?
- Tak, jasne. Idź.
León zamknął się w łazience i zaczął ostro wymiotować. Violetta zaczęła się strasznie o niego martwić i pobiegła do taty by mu o tym powiedzieć.
*****
Gdy Camila odeszła, Brodwey podszedł do Pedro.- Ej, ty ! Zaczekaj !
- Co? Co? Kim jesteś ?
- Jak to kim jestem?! To ja ! Ten Brodwey o którym rozmawiałeś z Camilą.
- Aaa, teraz poznaje. Pokazywała mi Wasze zdjęcie. Teraz coś się bardziej opaliłeś. Wyglądasz jak gorzka czekolada, hahaha.
- Zaraz ci zedrę ten wesoły uśmieszek z twarzyczki...
- Ale o co ci chodzi?!
- Ona Ci się podoba, ale wiesz co? Nie oddam Ci jej !
- Ale ty jej nawet nie masz. Ogarniasz życie?
- I tak do siebie wrócimy, więc nie masz na co liczyć.
- To się okaże. Nie igraj z losem.
- Spadaj już, bo mnie nudzisz.
- Ty sam do mnie podszedłeś, więc ty spadaj !
- Chyba Ci się coś uwidziało ! Ja pierwszy nie odejdę, no chyba, że z zadumą.
- Jak ona mogła być z kimś takim jak ty?!
- No jakim?! No jakim?!
- Podłym !
- Zaraz ja Ci wygarnę wszystko o Tobie ptasi móżdżku.
- Nawet mnie nie znasz. I brak Ci zasobu słów na mnie, hehe.
- To sobie jakieś znajdę.
- Powodzenia.
- Jeszcze się policzymy.
- Będę czekał !
Potem jednocześnie odeszli.
*****
Violetta zeszła na dół do taty.- Tato ! Tato !
- Co się dzieje ?!
- León źle się poczuł i zaczął wymiotować. Nie wiem co mam robić. Martwię się o niego !
- Spokojnie, zaraz zadzwonię do jego rodziców.
- Czy ja dobrze słyszę? - spytała Olga przestraszona.
- Tak...- płakała Violetta.
- Może się czymś zatruł przez moje jedzenie? Ale ja się tak starałam by było jak najświeższe...
- Nie, Olga. To na pewno nie przez to. Chyba, że gdzieś na mieście coś jadł ? - zasugerował German.
- Co teraz z nim będzie? Biedny chłopak.
- Dobra, nic innego nie możemy poradzić. Dzwonię do jego rodziców , a ty się uspokój, ok?
- Ok, idę do niego na górę, sprawdzić czy mu lepiej.
- Dobrze.
Potem wyszła na górę i zapukała do drzwi od łazienki.
*****
Francesca i Diego siedzieli razem na tarasie spoglądając na piękne miasto.- Najlepszy widok jest zawsze wieczorem o tej porze - rzekła Fran.
- Ja tu mam lepsze widoki niż to...
- Co? O co ci chodzi?
- O Ciebie?
- Uuu...Szalejesz - I przybliżyła się do niego.
- Jakie ciekawe zjawisko...Ty stanęłaś i mi stanęło...- zaczął się chichrać.
- Diego ! Ty zboczeńcu !
- No co, a nie widać?
- Czuć !!!
- Hahaha.
- Bardzo śmieszne.
- Mam ochotę na loda...
- Wsadź se go do lodu, to będziesz miał od razu !
- Zabawne. Wolałbym od Ciebie.
- Chyba śnisz.
- Owszem. Na jawie.
- Diego, zbudź się.
- Coś już się zbudziło...
- Twoje hormony?
- Tak, hehe - I ją pocałował namiętnie. W pewnej chwili oboje przewrócili się na ziemię.
- Hahaha. Szkoda, że nie na mebel - śmiał się Diego.
- Porąbało Cię?! To Twoja wina.
- Moja?
- Tak, bo mnie popchnołeś.
- Nie prawda. To przez przypadek. Z resztą za bardzo się odchyliłaś.
- A ty nachyliłeś !
- Bo tak wyszło.
- Bo tak miało być, co nie?
- Może.
- Wiedziałam, za dobrze Cię znam - I się przytulili.
*****
Ludmiła weszła do swojego pokoju i ujrzała, że nie ma jej certyfikatu z jej gwiazdą od Federico.- Gdzie jest moja gwiazda?! O nie, nie, nie, to nie możliwe...
- Co? Szukasz czegoś?
- Mamo, co zrobiłaś z moim certyfikatem od Federico?!
- Wyrzuciłam do śmieci.
- Co?!?!?!
- Haha, żartowałam. Mam go tutaj.
- Oddaj mi go !
- Dobrze, ale najpierw zrobisz to co Ci każę, bo inaczej spalę ten papierek.
- Nie zrobię niczego co może zaszkodzić Violettcie. Przyjaźnimy się.
- Hahaha, ty i ona?! No coś takiego. Beszczelna dziewucha Cię zmieniła na Twoją niekorzyść.
- Sama się zmieniłam, bo nie chcę być taka jak ty.
- Zawsze będziesz taka jak ja. Pogódź się z tym.
- Nie, już nie jestem i to ty się z tym pogódź - Po czym wyrwała jej z ręki certyfikat.
- Ludmiła, oddawaj mi go ! Ludmiła !
- Nie ! - krzyknęła ze schodów.
- Dobrze, skoro tak...- Po czym wzięła jej szpilki i wyrzuciła przez okno.
- Fantastycznie...
*****
Stan Leóna coraz bardziej się pogarszał. Violetta zaprowadziła go do pokoju i położyła na łóżku.- Mój tata dzwonił do Twoich rodziców. Zaraz tu będą.
- Dziękuję.
- Jak się czujesz?
- Nie najlepiej...
- Jesteś cały rozpalony. Pójdę po termometr.
- Ok.
Po paru minutach mu zmierzyła temperaturę.
- León, masz 40°C gorączki !
- Co? Nie...Niedobrze.
- León, rodzice po Ciebie przyjechali - powiedział German.
- Synku ! - krzyknęła jego mama.
- Proszę Panią, on ma 40°C gorączki ! Co zrobimy?
- Zabieramy go do szpitala.
- Tak? Nie, León.
- Spokojnie skarbie. Poradzę sobie.
- Chodź, pomogę Ci.
- Dziękuję.
- Jadę z Tobą.
- Nie musisz.
- Ale chcę być przy Tobie.
- Kochana jesteś.
Następnie pojechali z nim do szpitala.
*****
- Tak mi Ciebie brakuje...- Wtem, on do niej zadzwonił.
- Halo, Camila?
- Cześć Brodwey.
- Jak się masz?
- Tak sobie, a czemu pytasz?
- Chcesz się dowiedzieć?
- Tak.
- To otwórz drzwi.
- Co?
Za drzwiami stał właśnie on.
- Brodwey ! Co za niespodzianka !
- Cieszysz się, że tu jestem?
- No pewnie ! Tęskniłam.
- Chciałbym z Tobą porozmawiać.
- Ja też.
- To mów pierwsza.
- Nie, ty mów pierwszy.
- Nie, ty.
- Brodwey!
- No dobra, to ja będę mówił...
- No to słucham.
- Chodzi o to, że chciałbym do Ciebie wrócić...
- Jesteś tego zupełnie pewien?
- Tak i to bardzo.
- Aaa, to wspaniale, bo ja właśnie też chciałam Ci to powiedzieć !
- Na prawdę?
- Tak, tak ! Tak Cię kocham !
- Ja Ciebie też.
- Zaraz, chwila. A co na to Twoi rodzice?
- Em...Tego nie przemyślałem...
*****
Ludmiła wróciła do pokoju, szukając swoich ulubionych szpilek.
- Gdzie są moje szpilki?! Nie wierzę w to ! Znowu mi teraz je zabrała?! Yyyyh ! Mamo !
- Tak, córeczko?
- Gdzie są moje szpilki?!
- Ah, miały przeprowadzkę.
- Że co?
- O tam są, za oknem. Właśnie przed chwilą śmieciara je zabrała. Było lepiej o nie dbać.
- Co ty zrobiłaś?! To były moje ulubione szpilki!
- Nie przywłaszczaj sobie rzeczy jakbyś nie mogła bez nich żyć.
- Zaraz ci pokażę co o tym myślę - I wyrwała jej naszyjnik i poszła z nim do łazienki.
- Ludmiła, oddawaj go ! Jak go tam wrzucisz to pożałujesz, że w ogóle tu wróciłaś !
*****
Francesca leżała na łóżku i rozmyślała o niebieskich migdałach.
- Witaj, moja piękna...
- Diego, wystraszyłeś mnie !
- Sorrki. Wiesz, że nikogo nie ma w domu? Jesteśmy całkiem sami.
- Co? Jak to?
- Rodzice twoi mają nocną zmianę, a babcia i dziadek pojechali do znajomych.
- Iii?
- I to, że się zabawimy.
- Co proszę?
- Nie wiesz o co mi chodzi?
- Diego, oszalałeś?! Jesteśmy za młodzi na to.
- A ja uważam, że w sam raz.
- Głupi jesteś!
- Spokojnie, zabezpieczyłem się.
- Ale ja nie. I nie zamierzam tego robić.
- Oj, no proszę. Daj się ponieś...
- Hormonom?
- Tak...
- To mnie przekonaj.
- Ok, nie ma problemu.
- I co zrobisz?
Diego zmrużył oczy.
*****
León leżał w szpitalu. Violetta weszła do niego do sali.
- Hej. Jak się masz?
- Słabo się czuję...
- León, spokojnie. Zaraz przyjdzie tu lekarz.
- Dziękuję, że przy mnie jesteś.
- Nie masz za co dziękować.
Wtem do sali wszedł lekarz z wynikami badań.
- Proszę pana i co z nim? Co mu jest?
- Wyjdź ze mną proszę na korytarz.
- Ma Pan złą wiadomość? Proszę powiedzieć, to dla mnie ważne.
- Niestety, ale León został otruty.
- Otruty? Ale czym?
- Podejrzewamy, że mogła to być jakaś dolewka.
- To dziwne, pił tylko herbatę.
- Tylko tyle wiemy z badań.
- Panie doktorze, ale czy on wyzdrowieje?
- Em...Violetto, na to nie ma odtrutki.
- Czy to znaczy, że...
- Ma niewielkie szanse, że przeżyje najbliższą dobę...
Ciąg dalszy nastąpi...
Jak sądzicie, czy przez trutkę Priscilli, León umrze?


Wrócę!
OdpowiedzUsuńOk :)
OdpowiedzUsuń