Odcinek 17
Violetta rzuciła się Leónowi na szyję.
- León!!! Ty żyjesz! Nie zostawiłeś mnie! - ściskała go coraz mocniej.
- Nie, no coś ty nigdy.
- Tak bardzo za Tobą tęskniłam. Nawet nie wiesz jak mi Cię brakowało...
- Czemu pomyślałaś, że nie żyję?
- Bo usłyszałam jak aparatura zgasła i pomyślałam najgorsze.
- Czemu nie spytałaś się lekarzy, żeby się upewnić?
- Nie wiem, naprawdę nie wiem. Wpadłam w rozpacz i wybiegłam ze szpitala. Tam gdzie nikt nie mógł mnie znaleźć...
- Już dobrze, spokojnie, ciii - objął ją.
- Dziękuję. Jak się czujesz?
- Dobrze, zrobili mi płukanie żołądka, na szczęście się wszystko udało.
- Szybko Cię wypuścili.
- Cieszysz się?
- Bardzo! Kocham Cię.
- Ja Ciebie też.
- León?! - zdziwiła się Angie.
- Cześć Angie.
- Jakim cudem ty...
- Angie, to ja źle pomyślałam...
- Oj Violetta, ty jak zawsze najgorsze. León, miło Cię widzieć! - i go przytuliła.
- Dziękuję, wpadłem bo się martwiłem o nią.
- Violetta jestem ciekawa jakim cudem teraz wytłumaczysz to tacie i policji...
- Policji? - zdziwił się León.
- Em...León...Chodzi o to, że Priscilla weszła do naszego domu, chcąc otruć kogoś z nas i przez przypadek wylała fiolkę, w której była trucizna do szklanki, z której się napiłeś...No i ja powiedziałam policji, że ty nie żyjesz, bo nie wiedziałam, że ty...
- Ok, rozumiem. I co teraz zrobimy?
- Jedziemy na komisariat, migiem.
- Wszyscy?
- Tak, szybko. Chodźcie.
- Ok.
- Nie, no coś ty nigdy.
- Tak bardzo za Tobą tęskniłam. Nawet nie wiesz jak mi Cię brakowało...
- Czemu pomyślałaś, że nie żyję?
- Bo usłyszałam jak aparatura zgasła i pomyślałam najgorsze.
- Czemu nie spytałaś się lekarzy, żeby się upewnić?
- Nie wiem, naprawdę nie wiem. Wpadłam w rozpacz i wybiegłam ze szpitala. Tam gdzie nikt nie mógł mnie znaleźć...
- Już dobrze, spokojnie, ciii - objął ją.
- Dziękuję. Jak się czujesz?
- Dobrze, zrobili mi płukanie żołądka, na szczęście się wszystko udało.
- Szybko Cię wypuścili.
- Cieszysz się?
- Bardzo! Kocham Cię.
- Ja Ciebie też.
- León?! - zdziwiła się Angie.
- Cześć Angie.
- Jakim cudem ty...
- Angie, to ja źle pomyślałam...
- Oj Violetta, ty jak zawsze najgorsze. León, miło Cię widzieć! - i go przytuliła.
- Dziękuję, wpadłem bo się martwiłem o nią.
- Violetta jestem ciekawa jakim cudem teraz wytłumaczysz to tacie i policji...
- Policji? - zdziwił się León.
- Em...León...Chodzi o to, że Priscilla weszła do naszego domu, chcąc otruć kogoś z nas i przez przypadek wylała fiolkę, w której była trucizna do szklanki, z której się napiłeś...No i ja powiedziałam policji, że ty nie żyjesz, bo nie wiedziałam, że ty...
- Ok, rozumiem. I co teraz zrobimy?
- Jedziemy na komisariat, migiem.
- Wszyscy?
- Tak, szybko. Chodźcie.
- Ok.
*****
Francesca wróciła do domu po kilku godzinnym locie. Wzięła telefon i zadzwoniła do Camili.- Halo? - płakała Cami.
- Camila? - płakała Fran.
- Ty płaczesz? Co się stało kochana?
- A Ty czemu? Jestem w Buenos Aires...
- Najpierw ty mów o co chodzi.
- Diego mnie zdradził ze swoją dawną laską.
- On miał kogoś przed Violettą?
- Tak, taką Mickeylę i brał z nią udział w sesji zdjęciowej w pół nago, wiesz.
- Co? A to zdrajca. Wiedziałam, że nie można mu ufać.
- Ja mu zaufałam. Myślałam, że się zmienił.
- Tak, ale najwidoczniej niewystarczająco. A to pech. Tak Ci współczuję.
- A ty czemu płaczesz?
- Może opowiem jak się spotkamy?
- Ok, to przyjdź do mnie teraz. Możesz?
- No pewnie zaraz będę. Zadzwonimy po Violę?
- Tak, jasne. Stęskniłam się za nią. Co u niej w ogóle?
- Nie odbierała telefonu ani wczoraj ani dzisiaj. Nie wiem, ale sądzę, że coś się stało.
- Ok, to zadzwonię do niej.
- Ok, super to widzimy się za kilka minut, pa.
- Pa.
*****
Olga szła kwiecistą uliczką. Nagle zauważyła wielki, biały, długi samochód. Zatrzymała się na chwile by dostrzec, kto z niego wyjdzie. Podeszła bliżej. Wtem drzwi się rozsunęły. Ujrzała Ramallo w czarnym garniturze. Ich spojrzenia się złączyły.- Ramallo, to Pan?
- Tak, to ja. Jestem tutaj, by powiedzieć Ci coś ważnego.
- O co tu chodzi z tą całą limuzyną?
- Zaraz Ci wyjaśnię - Wtedy uklęknął przed nią, wyciągając z kieszeni pudełko.
- Olga, czy da mi Pani ten zaszczyt i wyjdzie Pani za mnie?
- Ah...ja...- Olga zaniemówiła.
- Tak, tak, Ramallo. Zgadzam się!
Ramallo założył jej pierścionek na palec, a ona go uściskała.
- Ramallo, zaskoczyłeś mnie. Właśnie tego pragnęłam odkąd Pana poznałam i się w Tobie zakochałam.
- Zapraszam Olga, do środka.
- Ah, dziękuję. Cudowny jest ten pierścionek.
- Cieszę się, że Ci się podoba.
- Tak, masz racje. Koniec z Pan i Pani od teraz będziemy tylko na ,,ty"
- I to już na wieki.
- Tak. - I wsiedli do auta, jadąc do domu.
*****
Ludmiła nie wiedziała co ze sobą począć. Zdecydowała, że zadzwoni do taty.- Halo?
- Hej, tato.
- Ludmiła, córciu. Jak tam u Was? Właśnie miałem do Ciebie dzwonić.
- Tato, mamę zabrali na policje! Ona chciała otruć Violettę!
- Co?!
- Tato, co ja mam teraz ze sobą zrobić?! Nie umiem gotować. Przyjedź tutaj. Pomóż mi.
- Dobrze, tylko spokojnie. Jutro kupuję bilet i przylecę.
- Dziękuję. Kocham Cię.
- Ja Ciebie też i to z całego serca.
*****
Dziewczyny przyszły do Francesci.- Hej! - krzyknęły.
- Hej, jak ja Was dawno nie widziałam!
- A my Ciebie!
- Mamy sobie dużo do opowiedzenia - powiedziała Viola.
- Tak, tak, ale najpierw to ty zacznij. Czemu nie odbierałaś komórki? - zdziwiła się Cami.
- Dobra powiem Wam, ale to długo zajmie.
- No to opowiadaj - zaciekawiła się Fran.
- Wszystko zaczęło się od tamtego wieczoru, kiedy po koncercie chłopaków, León przyszedł do nas na kolacje...
- Aha i co dalej? - spytała Camila.
- Gdy poszłam z nim na górę do swojego pokoju...
- Hahahha - zaczęły się śmiać.
- Dziewczyny, z czego wy się śmiejecie, odbiło Wam?
- Hahaha, nie, nic. My tylko...Bo wiesz...
- Ogarnijcie się! Nic z tych rzeczy, jasne?!
- Nie, no racja. Wiadomo czemu.
- No właśnie, więc dajcie mi skończyć. A więc...León się źle poczuł i w ogóle dostał gorączki i wymiotował. Nawet nie wiecie jak się przestraszyłam.
- Ojej, coś mu zaszkodziło?
- Nie, znaczy tak. Zaraz do tego dojdę. No i później jego rodzice po niego przyjechali i zabrali go do szpitala
- Było od razu wzywać karetkę!
- Fran...
- Ok...
- Potem się okazało, że to było spowodowane przez trutkę.
- Ooo - wystraszyły się.
- I zaczęli go reanimować, ale w pewnym momencie zgasła aparatura i...
- On umarł?! - przeraziły się.
- Znaczy ja pomyślałam, że umarł i wybiegłam we łzach ze szpitala na nasze miejsce. Chyba się pałętałam do północy, mój tata i Angie mnie szukali, ale sama wróciłam do domu potem.
- Ale co z Leónem?!
- Następnego dnia kiedy grałam na keyboardzie, on zapukał do drzwi i wtedy byłam taka zaskoczona a jednocześnie tak szczęśliwa, że prawie go udusiłam, haha. Och, tak go kocham.
- Uff...- ulżyło im.
- Dobrze, że nic mu się nie stało. Zrobili mu płukanie żołądka i wróci niedługo do formy.
- A jak się czuje?
- Lepiej.
- Ok, ale co z tą trutką? - spytała Cami.
- Jak potem się okazało to sprawka Priscilli, która chciała wlać ją do kubka któregoś z nas i padło na Leóna przez przypadek.
- Biedak, przecież mogła go zabić.
- Tak, ona nawet nie wiedziała, że to się wylało.
- Jakim cudem?
- Santos, haha.
- Właśnie co tam z pieskiem?
- Masz psa? - zdziwiła się Cami.
- No tak...
- Czemu ja o tym nie wiem?!
- Em...sorry.
- Violetta...
- Wybacz mi, proszeeee.
- No ok, masz szczęście.
- Chwila, czyli Priscilla jest na komendzie?
- Tak, martwię się o Ludmiłe. Co ona teraz zrobi?
- Jakoś sobie poradzi.
- Mam nadzieję.
- A jakim cudem Priscilla weszła do domu?
- Drzwi były otwarte, bo Ramallo nie zamknął.
- Aha, no to wszystko jasne.
- Mhm, tak...
*****
Federico zapukał do Ludmiły.- Aaa, Fede, to ty? Wejdź.
- Jak się masz? Martwię się o Ciebie.
- Zgłodniałam. Jadłam tylko pizzę.
- To zrób sobie kanapki.
- Nie mam ochoty.
- No to może naleśniki?
- Nie umiem gotować...
- Serio?
- Z czego się śmiejesz?! Mówię, że nie umiem gotować, co w tym takiego dziwnego?!
- To chodź, ja Cię nauczę.
- Nie, nie nadaję się do tego. Pobrudzę się jeszcze.
- Oj tam, nic Ci się nie stanie. No chodź.
- No dobra. Tylko ty mnie umiesz przekonać.
- A czym?
- Sobą.
- Hmm...to dobrze wiedzieć. Mam na Ciebie haczyk już od dawna.
- Tak. Hahaha.
- A co z Twoim tatą, dzwoniłaś do niego, jaka jest sytuacja?
- Tak, jutro przyleci.
- To dobrze, a będzie mógł?
- Chyba tak, skoro tak powiedział. Mam nadzieję, że go puszczą z tą pracą.
- Powinni...Jak się dowiedzą jaka jest sytuacja.
- No może, dobra, ale nie gadajmy już o tym.
- Ok, to chodźmy do kuchni. Czas na ,,Hells kitchen" hahaha...
Potem rozpoczęli lekcje gotowania.
*****
Dziewczyny dalej plotkowały.- Wiecie co? Niedługo będą imieniny Leóna i pomyślałam, że mogłabym mu oddać Santosa.
- Poważnie? Przecież zawsze chciałaś mieć psa.
- Tak, ale stwierdziłam, że ten pies bardziej pasuje do niego, a nie do mnie. Zresztą to on go pierwszy zauważył. A on też chciał mieć...
- Ale się dla niego poświęcasz.
- Tak jak on dla mnie. Dopełniamy się.
- Widać, jesteście taką słodką parą.
- Haha, dzięki. To co robimy dziewczyny?
- Hmm...A co kochamy najbardziej?
- Śpiewamy?
- Nie mam ochoty - powiedziała Fran.
- Czemu?
- Diego ją zdradził z dawną laską i brał udział w sesji zdjęciowej w pół nago.
- Co?!
- Tak, ale nie chcę teraz o nim mówić. Za to Camila rozstała się z Brodweyem przez to, że on pomyślał, że piosenka, którą napisała była dla Pedro.
- Poważnie? Nie dało się nic mu wytłumaczyć?
- Violetta, chyba każda z nas już to przerabiała...- urwała Cami.
- No fakt. Ale najlepsze na smutki jest śpiewanie, więc...
- Oj, Violetta...
Potem zaczęły śpiewać ,,Excender nuestra luz".
Nagle ktoś zapukał do pokoju.
- Otworzę. Diego?! Co ty tutaj robisz?! - zdziwiła się Fran.
*****
Pedro wyszedł z uczelni i próbował dodzwonić się do Cami. Ona jednak nie odbierała. Schował telefon do kieszeni i skierował się w stronę parku.
Wtem jakaś dziewczyna na niego wpadła przez przypadek na rolkach.
- Aaau, przepraszam - powiedziała leżąc na ziemi.
- Hej, to ja przepraszam, nic Ci nie jest?
- Chyba zwichnęłam kostkę...
- Chodź, pomogę Ci wstać.
- O, dziękuję.
- Może zabiorę Cię do lekarza?
- Nie, nie trzeba, naprawdę.
- W ogóle to jestem Pedro.
- A ja Ricky.
- Miło mi.
- Mi też. To ja już pójdę...
- Poczekaj, naprawdę mogę Cię podprowadzić.
- No dobrze, dziękuję.
- Super. Nie daleko jest.
- Ok - Potem jej pomógł zdjąć rolki i przytrzymując poszli w stronę lekarza.
- Aaau, przepraszam - powiedziała leżąc na ziemi.
- Hej, to ja przepraszam, nic Ci nie jest?
- Chyba zwichnęłam kostkę...
- Chodź, pomogę Ci wstać.
- O, dziękuję.
- Może zabiorę Cię do lekarza?
- Nie, nie trzeba, naprawdę.
- W ogóle to jestem Pedro.
- A ja Ricky.
- Miło mi.
- Mi też. To ja już pójdę...
- Poczekaj, naprawdę mogę Cię podprowadzić.
- No dobrze, dziękuję.
- Super. Nie daleko jest.
- Ok - Potem jej pomógł zdjąć rolki i przytrzymując poszli w stronę lekarza.
*****
Francesca była oburzona.- Diego, skąd tu się wziąłeś?!
- Przyleciałem po Ciebie, żeby Ci wszystko wytłumaczyć...
- Diego, wyjdź z mojego domu, nie chcę Cię znać!
- Ani mi się śni, dopóki nie dasz mi skończyć.
- Ej, nie słyszałeś, co ona do Ciebie powiedziała, wynocha z budy, Diego! - krzyknęła Camila.
- Ty się nie wtrącaj!
- Chcesz ze mną zadzierać?!
- Camila, dosyć - uciszyła ją Violetta.
- Diego, wyjdź, rozumiesz co do Ciebie powiedziałam?!
- Ale Francesca...
- Diego, jeśli ona nie ma ochoty rozmawiać, to dla Waszego dobra, lepiej ją zostaw w spokoju. Proszę - dodała Viola.
- No dobrze, ale ja nie odpuszczę i tu jeszcze wrócę. Na razie.
Potem Fran zatrzasnęła za nim drzwi.
- Dupek!
- Fran, nie ma co nerwów na niego ostrzyć.
- Mam go dosyć. Po co on za mną przyleciał. Skąd wiedział, że tu wróciłam?!
- Pewnie mu Twoi rodzice powiedzieli.
- No tak, rodzice, jak zwykle potrzebni...
- Fran, nie przesadzaj, może i dobrze zrobili? - spytała Viola.
- Dobrze?! Dobrze?! Gdzie ty tu widzisz plusy?!
- Fran, nie denerwuj się już tak. Jesteś jak wulkan.
- I mam do tego prawo!
- Francesca, proszę Cię...
- No już dobra, sorry...
- Czekajcie, telefon mi dzwoni - powiedziała Viola, sięgając po komórkę.
- Kto to?
- Mój tata. Halo?
- Violetta, wracaj do domu, jest już bardzo późno. Przyjechać po Ciebie?
- Nie, nie trzeba wrócę sama.
- Nie, nie ma mowy. Jadę po Ciebie.
- Ale tato, ja...Halo?
- Co jest?
- Rozłączył się. Zaraz tutaj będzie. Odprowadzicie mnie do drzwi?
- No jasne.
- Dzięki.
*****
Olga i Ramallo wrócili do domu.
- Ah...Ramallo, tak mnie zaskoczyłeś, że przez całą noc chyba nie będę spała...hahaha.
- Gdzie wy byliście razem? - spytała Angie.
- Na ulicy, hahaha.
- Co?
- Angie, Ramallo mi się oświadczył!!!
- Co?! Wow! Ramallo brawo! W takim razie Wam gratuluję!
- Ah, dziękujemy ale nie trzeba. A co tu tak cicho?
- Em...German pojechał po Violettę.
- Po co? Jest popołudnie przecież.
- Nie wiem, czasami jak mu coś odstrzeli to się go nie da zatrzymać.
- Oj tak...Pan German jest jedyny w swoim rodzaju.
- Dobrze, to ja idę zrobić podwieczorek.
- Pomogę Ci Olga.
- O, dziekuję, jak miło.
- Uwielbiam tą dwójkę...- zauroczyła się nimi Angie.
*****
Brodwey siedział na ławce grając na gitarze.
Nagle przyuważył Pedro z Ricky.
- Dobrze, że to tylko lekkie zwichnięcie...
- Widzisz? Miałem rację, żeby Cię wsiąść do lekarza.
- Tak, dziękuję, kochany jesteś.
- Podoba mu się Camila, a zarywa do jakiejś blondynki?! Co jest z nim nie tak?! - oburzył się Brodwey i poszedł do domu.
*****
Violetta wróciła do domu i podeszła od razu do keyboardu, grając swoją piosenkę.
Wtem ktoś do niej zadzwonił.
- León...
- Cześć, jak się masz?
- To chyba ja powinnam zadać Ci to pytanie.
- Hahaha, Wiesz co Ci powiem? Jeśli na mojej twarzy jest uśmiech, to znaczy, że jest dobrze.
- Cieszę się.
- Dzwonię, bo chciałem Ci coś powiedzieć.
- Tak? No to słucham.
- Słów na dobranoc kilka Ci powiem,
byś zawsze w sobie budziła ogień,
promieni słonecznych rozpalała w sobie,
by smutek i rozpacz rozgonić na wietrze
i zdobywać szczyty uśmiechów wiecznie...
- León...brak mi słów, żeby mi opisać uczucie jakie w tej chwili do Ciebie czuję...
- Cisza wystarczy, hahaha.
- Dobranoc.
- Dobranoc moja najdroższa.
*****
Następnego dnia Ludmiła robiła sobie śniadanie, gdy usłyszała dzwonek do drzwi. Podeszła je otworzyć.
- Tata?!
- Córeczko!
Ludmiła natychmiast rzuciła mu się na szyję.
Ciąg dalszy nastąpi...
Jesteście ciekawi czy tata Ludmiły zostanie już z nią na zawsze?

Monika ty chcesz mnie zabić! Ramallo się oświadczył. Nie no wylatuje. Przyjaciółkę w kosmos wystrzeliłaś. Padam na twarz. Tata Ludmi wrócił. Diego!! Jak ja go dowrę to zatłukę posiekam i rzucę rekinom na pożarcie. Aida się odezwała(pamiętasz odpał) pozdrom
OdpowiedzUsuń