Odcinek 5

O mały włos ich pocałunek przerwał by telefon Leona.
- Telefon...
- Tak. Poczekaj. Halo?
- Cześć León, to ja Maxi.
- Hej, coś się stało?
- Mam sprawę. Chodzi o nasz zespół.
- To mów.
- Pablo poinformował mnie, Andresa i Brodweya o tym, że dostaliśmy propozycję podpisania nowego kontraktu. Czy to nie świetna wiadomość?
- Tak, super, cieszę się ale chyba zrezygnuję z zespołu...
- Co?! Ale dlaczego?!
- Mam już inne plany na siebie
- Niby jakie?! Przecież zespół zawsze był dla Ciebie najważniejszy.
- Nie zawsze. Po za tym chcę studiować.
- Ale po co ci studia, skoro będziemy zarabiali sporą kasę na naszych utworach?
- Zrozum, ja potrzebuję się rozwijać, kształcić, nie tylko w jednym kierunku. Przykro mi, ale ja nie będę mógł Wam towarzyszyć w nowym projekcie. Chcę iść inną drogą.
- To po co to wszystko?! Tak długo nad tym pracowaliśmy, żebyś teraz z tego rezygnował? Najpierw Diego, teraz ty.
- Nie chcę być w świecie mediów. Wybaczcie, ale musicie mnie zrozumieć. Na razie - León się rozłączył.
*****
Tata się zdziwił, co Ludmiła miała na myśli.
- Możemy go przygarnąć do naszej chatki, czyż nie jestem genialna?
- On musi być na obserwacji w rezerwacie. Nie możemy go zabrać.
- Ludmiła, Twój tata ma racje. Przecież będziemy mogli go odwiedzać.
- No dobra, ale to nie to samo, co bycie przy nim 24 na dobę.
- Od kiedy jesteś taka chętna do opieki nad zwierzętami?
- Wiesz tato... Życie się zmienia, a ja wraz z nim.
- A mnie to pociąga - dodał Federico.
- Ah, bo ja jestem najlepsza!
- Jeśli chcecie, możecie się przejść teraz.
- Chyba śnisz, jestem w szpilkach! Jak ja będę się poruszać?!
- Poniosę Cię cukiereczku.
- O, dobrze, dzięki!
*****
Francesca była zrozpaczona. Diego nagle zauważył coś pod walizką.
- Fran, spójrz, to chyba Twój paszport.
- Tak! Aaa, jesteśmy uratowani! Znaczy ja jestem.
- Dobrze, zapraszam do samolotu - kontrola w końcu ich przepuściła.
Wzięli walizki i popędzili do samolotu. Zdążyli w ostatniej chwili.
- Nie sądziłem, że nam się uda.
- Może okaż trochę większej wiary na przyszłość?
- Jasne...- zaśmiał się głupio.
- Co jasne? Właśnie chyba nie jasne dla Ciebie.
- Znasz mnie. Wiesz jakie mam zdanie na ten temat...
- Tak, ale to co myślisz nie jest dobre.
- Pozwól mi się trzymać swoich racji, ok?
- No ok...
- W jakim mieście lądujemy?
- We Warszawie.
*****
German i Angie wrócili do domu.
- German, dziękuję Ci za ten uroczysty wieczór.
- Nie masz za co. To dla mnie przyjemność. Lubię się starać.
- A ja to doceniam.
- Masz może ochotę na nocne igraszki?
- Hmm, co masz na myśli?
- Nie wiesz? - German się do niej zbliżył.
- Nie wierzę, naprawdę tego chcesz?
- A ty nie? Ja już gotowy.
- Ok, no dobrze. Skusiłeś mnie teraz...
German ściągnął jej bluzkę i zaczął masować ręką po piersiach.
- Uuu...nie sądziłam, że ty taki do przodu.
- Wiele o mnie nie wiesz - Po czym rozpiął koszulę.
- Ułatwię Ci to - zdjęła mu.
- Czas na level up, co ty na to?
- O tak!
German ściągnął jej spódnicę.
- German, dzisiaj chyba chcesz na duże loty szybować...
- Z Tobą do nieba? Jak najbardziej!
Następnie ściągnął jej stanik i majtki, a ona rozpięła mu rozporek. Po chwili oboje byli bez ubrań. German zaangażował się w robótki dolne. Nie miał zamiaru przestać napierać, wciskając swój narząd do jej środka.
- Aaaaaaaa....aaaah - jęczała Angie.
- Boli?
- Na całego. German, chcę jeszcze. Jesteś świetny!
- Ok, według życzeń...
*****
Beto chciał ją pocałować, ale Olga się cofnęła.
- Em...Beto...
- Tak. Nic nie mów. Wiem co chcesz mi powiedzieć! Ja też przepraszam. Nie powinienem.
Ramallo po usłyszeniu tego, pomyślał, że doszło do pocałunku i się rozłączył.
- Jestem z Ramallo, a ty jesteś tylko moim przyjacielem.
- Tak i tak powinno być już na zawsze, prawda?
- Tak. To może ja...Em...Pójdę już. Mam dużo do zrobienia w domu.
- Dobrze, to do zobaczenia.
- Tak. Miłego dnia Ci życzę.
*****
Maxi, Andres i Brodwey zadzwonili do Federico przez Skypa.
- Siema. Co tam? - powiedział rozweselony Fede.
- Dobrze. A jak tam a Afryce? - spytał Maxi.
- Właśnie, ale Afryka to miasto czy kraj? - spytał zdezorientowany Andres.
- Kontynent! To jest kontynent! Czaisz?! - wściekł się Brodwey.
- Aaa, ok już łapię.
- Słuchaj Fede. Dostaliśmy propozycję podpisania 2 kontraktu...
- Naprawdę?! To superowo! León wie?
- Tak, ale on nie zamierza brać w tym z nami udziału...
- Co?! Ale dlaczego?
- Porzuca zespół i zamienia go na studia, bardzo mądre.- dodał z ironią Brodwey.
- Uważa, że zespół to już skończony temat.
- Chłopaki, ale on ma trochę racji. Nie możecie się na niego wściekać. To jego droga. Każdy sam decyduje za siebie przecież.
- No okay, ale nikt go nie zastąpi. Świetnie śpiewa i tańczy. Jest unikalny.
- Słuchajcie, jeśli León zrezygnował, musimy to uszanować.
-Jeśli jesteśmy już w tym temacie, to ja też muszę Wam o czymś powiedzieć... Ale to dopiero jutro. Trzymajcie się.- rzekł Andres.
*****
Violetta się zdziwiła.
- Coś się stało?
- Chłopaki mi powiedzieli, że dostaliśmy propozycję podpisania 2 kontraktu, ale ja w to nie wchodzę.
- Myślałam, że chcesz zrobić karierę z chłopakami.
- Nie, mam zamiar iść na medycynę. To źle?
- Nie, skarbie. Bardzo się cieszę.
- Naprawdę?
- Tak. Kocham Cię i chcę dla Ciebie jak najlepiej.
- Dziękuję. Twoje słowa są bardzo dla mnie cenne.
- Zawsze będę Cię wspierać.
- Wiem, chodźmy do środka, późno już.
- Tak, ok.
*****
Fede i Ludmiła siedzieli przy ognisku przed chatką. Wtem do Ludmi zadzwonił telefon.
- To moja mama.
- Odbierz.
- Nie, nie ma mowy. Boję się jej.
- Odbierz, mówię Ci.
- No dobra...Halo?
- Cześć córeczko. Czemu przez cały ten czas się do mnie nie odezwałaś?
- A musiałam? Nie.
- Uważasz, że nie musiałaś, tak? To się grubo mylisz, bo powinnaś!
- Mamo, co ci tak zależy na rozmowie ze mną?
- Masz może jakiś kontakt z Violettą?
- Wiem tylko, że jest na Malediwach...
- Z kim?
- Z Germanem, Angie i Leónem. A co?
- Nie interesuj się. To moja sprawa.
- Ok, jak chcesz, ja kończę. Pa.
- Czego chciała?
- Pytała się o Violette. Ale wydaje mi się, że chodziło jej bardziej o Germana.
- Myślisz, że byłaby zdolna rozdzielić go z Angie?
- Słuchaj, moja mama jest zdolna nawet do zabójstwa. Wszystko jest możliwe.
- Jak wrócimy, lepiej ją pilnuj.
- Tak, wiem. Oby jej znowu czegoś nie odbiło...
*****
Olga wróciła późno do domu. Ramallo siedział w kuchni i na nią czekał.
- Ramallo, a co ty tu jeszcze robisz?
- Nie, najpierw ty mi powiedz, dlaczego mnie zdradziłaś?!
- Słucham?! O czym ty mówisz?!
- Nie udawaj niewiniątka. Wiem co słyszałem.
- No niby co?
- Całowałaś się z Beto, to się stało!
- Co proszę?! Nie całowałam się z nim!
- Jasne. Jakoś Ci nie wierzę.
- To nie tak jak myślisz! On mnie chciał pocałować, ale ja się odsunęłam.
- Dziwne. Ta rozmowa po tym świadczy co innego.
- Ramallo, mogę Cię o coś zapytać? Jak śmiesz podsłuchiwać moje rozmowy z Beto?!
- Ja? Ja do Ciebie dzwoniłem. Sama zawiesiłaś rozmowę i to jeszcze specjalnie.
- O, wielkie nieba! Nagle robisz ze mnie tą złą, tak?!
- Olga, próbuję tylko dowiedz, że...
- Nic już nie mów! Nie mam zamiaru tego słuchać! Idę na górę.
- Jak to idziesz?! A kto pozmywa naczynia?
- A ty umiesz?! Jeszcze czego. No normalnie nie wierzę. Ty dzisiaj myjesz gary.
- To Twój obowiązek.
- Jasne. Ale tobie nie można dawać dużo wolnego, bo leniwiejesz. Jakby Pan German to widział...
*****
Fran i Diego dotarli do Warszawy nad ranem. Klimat się oziębił, więc założyli kurtki.
- Diego, zrobisz mi zdjęcie pod tym pałacem kultury?
- Tak. Pewnie.


- A więc w jakim hotelu będziemy?
- W Hiltonie na razie. Potem trzeba będzie znaleźć jakieś mieszkanie...
- Kiedy nagrywasz teledysk?
- Dzisiaj popołudniu. Jestem ciekawa jak wyjdzie.
- Ja wiem, że ty wyjdziesz pięknie.
- Dzięki za nutkę romantyzmu. Rzadko ci się to zdarza.
- Wiem. Nie jestem Leónem.
- Nie szkodzi. Wcale nie musisz być. Kocham Cię takiego jakim jesteś.
*****
Następnego dnia. Violetta i León jedli śniadanie. German i Angie zeszli pół godziny później.
- Tato, co Wam tak wesoło?
- Nam? A nic, nic...Prawda, Angie?
- Tak, ta noc była szczególnie zabawna.
- Angie! Ciii.
- O czym wy mówicie?
- O niczym. Zresztą nie musisz tego wiedzieć. Zawsze wtykasz nosa w nie swoje sprawy. Jedź śniadanie lepiej.
- Tato, już zjadłam, jakbyś nie zauważył.
- To idźcie na górę, albo się gdzieś przejść.
- Skarbie, Twój tata ma racje, zostawmy ich razem w spokoju.
- Ok...Dziwnie się zachowują...
- Idziemy zwiedzić muzeum?
- Tak, pewnie. - Potem poszli.
- Angie, nikomu ani słowa o tym.
- Ok, niech będzie.
- Oni nie mogą się dowiedzieć.
- Wiem. Nic nie powiem. Spokojnie.
*****
Chłopaki byli ciekawi, o co chodziło Andresowi. Nie mogli się doczekać, kiedy im powie. Wszyscy razem spotkali się około 10:00 w barze, a także byli na lini z Federico.
- No mów Andres, co miałeś na myśli wczoraj?
- Chodzi o to, że dostałem propozycję grania w reklamie ,,Adwokata Miłości" i biorę w niej udział.
- Co proszę?! Ty chyba zwariowałeś!
- Nie, jak wiecie ten blog co pisałem, był dla mnie bardzo ważny, a skoro dostałem taką szansę, to nie mogę jej zmarnować.
- I co może jeszcze będziesz występował w programie ,,Adwokat Miłości" ?! - oburzył się Brodwey.
- To też chciałem wam powiedzieć właśnie.
- Normalnie nie wierzę. I co teraz z zespołem?
- No, ja odchodzę. Przykro mi.
- I kto teraz zastąpi Leóna i Andresa? - spytał rozczarowany Federecio przez Skypa.
- Chyba będziemy musieli rozwiązać zespół...- urwał Maxi.
Wtem podeszła do nich Camila.
- O czym tak gadacie? Stało się coś?
- Rozwiązujemy zespół - rzekł Brodwey.
- Co?! Chłopaki, nie, nie możecie!
- Nie mamy wyboru. León odszedł i Andres też.
- Andres, a ty czemu?
- Będę występował w reklamie ,,Adwokata Miłości", a potem uczestniczył w prawdziwym programie.
- No dobra, a León?
- Idzie na medycynę - dodał Fede.
- O Fede, hej! Nie wiedziałam, że z nimi gadasz przez Skypa.
- Tak, ja już kończę, ciao.
- Ok, pozdrów Ludmiłe, albo nie, lepiej nie.
- Ja to wszystko słyszę! - wrzasnęła Ludmiła do ekranu.
- Dobra, sorry.
*****
Francesca i Diego późnym popołudniem podeszli pod podany adres, gdzie włoszka miała spotkać się z wokalistą, z którym miała śpiewać w duecie na teledysku. Studio znajdowało się w leśnej chatcę.
- Cześć. Miło mi Cię poznać. Nazywam się Szymon Chodyniecki. A to moja ekipa od nagrywania.
- Cześć. Ja jestem Francesca. A to mój chłopak, Diego. - próbowała mówić po polsku. (Ostatecznie przeszli na angielski).
- Hej.
- Hej.
- Dobrze, to co? Zaczynamy nagrania!
Po 3 godzinach nagrywania, teledysk wyszedł naprawdę świetnie.



- Dobra robota moi drodzy - powiedział Szymon.
- Francesca, byłaś genialna.
- Twój chłopak ma racje.
- Eh, dziękuję.
- Zapraszam Was oboje do restauracji. Co wy na to? - spytał Szymon.
- Przyjmujemy propozycję skarbie?
- Jak najbardziej, haha.
*****
Ramallo siedział w gabinecie Germana i robił porządki, gdy nagle na jego komórkę zadzwonił Beto.
- Halo?
- Yyy...Witam Pana. To ja, Beto. Dzwonię, bo muszę Panu wyjaśnić całe zajście z Olgą, Dzwoniła do mnie dzisiaj i się wypłakiwała, że Pan ją oskarżył o zdradę.
- No rzeczywiście interesujące, że akurat dzwoniła do Pana...
- Niech mnie Pan wysłucha. My się nie całowaliśmy, Jak już coś, to był tylko i wyłącznie z mojej strony impuls, ale nie z jej. Ona Pana ubóstwia. Dla niej Pan jest jak raj, proszę mi wierzyć...
- No dobrze, rozumiem wszystko, ale nie rozumiem jednego. Dlaczego Pan się chciał do niej zbliżyć?!
- Em...to wynikało z czystego, zwykłego impulsu...tak,impulsu.
- Impulsu?! Ja zaraz Panu dam impuls! Ma się Pan więcej z nią nie widywać!
W tym momencie Olga przechodziła koło gabinetu i to usłyszała. W jej oczach pojawiły się łzy.
- Ale...Moja Olgunia, to moja przyjaciółka. Tak nie można.
- Żadne,, ale" ! I żadna ,,moja" ! Zrozumiał Pan czy mam powtórzyć?
- Ramallo, on zrozumiał na pewno, ale ja nie. Powiedz mi, jakim prawem, Ramallo? - Olga płakała.
*****
German i Angie poszli na kręgielnie.
- Dobra, ty zaczynasz pierwszy.
- Ja? A dlaczego ja?
- Bo kobiety mają pierwszeństwo.
- Uważaj, żeby Cię to pierwszeństwo nie wyprzedziło...- zaśmiał się.
- O co ci chodzi? Nie rozumiem z czego ty się śmiejesz.
- Już nie ważne.
- Ok, to rzucaj.
Wziął kulę do ręki, zrobił zamach i miał ją puścić, gdy nagle potknął się o kulę z innego toru i runął na ziemię.
- German! - krzyknęła Angie.
*****
Violetta i León chodzili jeszcze spacerkiem po mieście.
- Pisałaś do Fran, jak tam u niej?
- Tak. Mówiła, że dzisiaj nagrywali teledysk. Jutro do niej zadzwonię, bo nie chciałam jej przeszkadzać.
- Tak, na pewno jest teraz zajęta.
- A co z chłopakami i zespołem? Coś wiadomo?
- Fede mi pisał, że Andres zrezygnował...
- Co? Dlaczego?
- Nie uwierzysz, ale będzie miał własny program pt: ,,Adwokat Miłości".
- No coś ty, ale numer. Jednak zrobił na tym blogu karierę i ktoś go odkrył.
- Tak. Udzielał świetne rady. Dzięki niemu po części jesteśmy razem.
- Tak i zawsze bedziemy mu za to wdzięczni.
 Zatrzymali się potem przy fontannie. Gdy nagle do Violi zadzwoniła Ludmiła, co ją bardzo zdziwiło, a tym bardziej Leóna.
- Ludmiła?
- Hej, Violetta. Słuchaj muszę Cię przed czymś ostrzec.
- Co się stało? Nie strasz mnie.
- Moja mama chyba planuje odbić twojego tatę, Angie...
- Co?

Ciąg dalszy nastąpi...

Jakie macie wrażenia ? Jesteście gotowi na falę emocji z kolejnych odcinków?



Komentarze

  1. Świetne czekam na następne wpiszę się jako annimowy bo nie chcę mi się lgować na moje konto <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Niech tylko matka ludzi sprubuje rozdzielić małżeństwo a naśle na nią Gabi(nie pytaj, dowiesz się jak przyjade). Albo nie tabun wściekych padawanem hahahaha miasto legnie w gruzach!!!!!! Rozdzia fajny. Szkoda że gepard musi być w rezerwacie. Czekam na kolejny.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie ludzi tylko ludmi

    OdpowiedzUsuń
  4. właśnie przeczytałam zapowiedź , a kiedy kolejny odcinek ?

    OdpowiedzUsuń
  5. Narazie go zaczęłam pisać. Pewnie pod koniec tygodnia tego co bd.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Odcinek 27

Odcinek 4