Odcinek 4
Wszyscy na statku popadli w panikę. Violetta z przerażenia dostała dreszczy.
- León, ja się boję. Co jak zatoniemy?
- Nie można tak myśleć. Wszystko będzie dobrze. Powinniśmy dopłynąć do portu przed sztormem.
- Skąd wiesz?
- Tak mi się wydaję. Chodź tu do mnie, bo się cała trzęsiesz - przytulił ją.
- Nie wiem jak ty to robisz, ale od razu mi lepiej w Twoich objęciach.
Po 15 minutach zmagań z morzem, statek dobił na szczęście do brzegu.
- León, miałeś racje.
- Wiem. Jak się czujesz?
- Kręci mi się w głowie trochę po tym bujaniu.
- Przeszły Ci już mdłości?
- Trochę tak. Mój tata do mnie dzwonił znowu. Już dawno powinniśmy być na obiedzie...I co mu powiemy?
- Zobaczymy na miejscu - León wziął Violettę na ręce.
- León, ja się boję. Co jak zatoniemy?
- Nie można tak myśleć. Wszystko będzie dobrze. Powinniśmy dopłynąć do portu przed sztormem.
- Skąd wiesz?
- Tak mi się wydaję. Chodź tu do mnie, bo się cała trzęsiesz - przytulił ją.
- Nie wiem jak ty to robisz, ale od razu mi lepiej w Twoich objęciach.
Po 15 minutach zmagań z morzem, statek dobił na szczęście do brzegu.
- León, miałeś racje.
- Wiem. Jak się czujesz?
- Kręci mi się w głowie trochę po tym bujaniu.
- Przeszły Ci już mdłości?
- Trochę tak. Mój tata do mnie dzwonił znowu. Już dawno powinniśmy być na obiedzie...I co mu powiemy?
- Zobaczymy na miejscu - León wziął Violettę na ręce.
*****
German popadł w panikę. - Dzwonię do nich i nikt nie odbiera! Co jak im się coś stało?! Zobacz, będzie chyba burza.
- German, tylko nie popadaj w panikę. Zaraz na pewno wrócą.
- Tak? To czemu nie odbierają?!
- Bo jesteś natrętny, uspokój się! Rozumiesz co do Ciebie mówię?!
- Tak, tak, doskonale rozumiem, ale to nie zmienia faktu, że jestem zdenerwowany!
- To przestań być! Relaks German. Chodź zrobię Ci masaż.
- Nie! Idę ich szukać!
- Nie musisz, już idą.
- Gdzie wyście byli tak długo?
- Małe kłopoty przy powrocie statkiem...
- Co proszę?! Gdzieś ty zabrał moją córkę?!
- Tato, proszę Cię, odpuść sobie.
- Violetta, czemu jesteś taka blada?
- Nie ważne, już wszystko w porządku...
*****
Ludmiła przerażona, uciekła do auta z powrotem. Słoń zaczął szarżować na auto, więc tata włączył wsteczny. Odjeżdżali tyłem z mega prędkością, jakby chcieli dorównać gepardowi.
- A nie mówiłem, że nie trzeba było wychodzić?! - wrzasnął tata.
- Oj, no już dobra, tak wyszło.
- Tak wyszło?! Zaraz słoń nam na maskę wejdzie!
- Nie gadaj już, tylko jedź szybciej!
- Ja tu zwariuję - stwierdził Federico.
W końcu słoń przestał biec. Rodzina Ferro mogła spokojnie odjechać w inną drogę.
- Gdzie teraz jedziemy? - spytał Fede.
- Dostałem wezwanie na ratunek małego geparda, który został poszkodowany, prawdopodobnie przez lwa.
- O, zawsze chciałem zobaczyć geparda z bliska.
- A co w telewizji nie widziałeś? Choćby w 3D? - prychnęła Ludmiła.
- Ale to nie to samo, a od okularów 3D, bolą mnie oczy.
- Ty to masz problemy...weź se krople.
- Nie! Ja bym sobie nigdy nie wkrapiał jakiejś dziwnej wody!
- Aha, ok. to zapomnij o tym...
*****
Francesca zaczęła się topić.
- Ratunku! Na pomoc! - wołała na całe gardło.
Diego zatrzymał się, bo usłyszał jej wołanie. Następnie wskoczył do wody, by ją uratować. Po paru minutach wyciągnął Fran z wody na trawę.
- Francesca, żyjesz? - spytał przerażony. Francesca pokiwała głową i straciła przytomność. Diego zadzwonił po karetkę. Maxi i Naty przechodzili tędy i ich zobaczyli i natychmiast rzucili się na pomoc.
- Co jej jest?!
- Co jej się stało?!
- Jest nieprzytomna, prawie by się utopiła i to wszystko przeze mnie...
- Jak to przez Ciebie?! Wezwałeś w ogóle karetkę?!
- Nie ważne. Tak, wezwałem, zaraz tu będą.
Po 5 minutach przyjechali.
- Wy tu zostańcie. Ja jadę z nią. Na razie.
- Pa Diego. Zadzwoń do nas, co z nią.
- Ok...- odpowiedział smutnym głosem.
,,Podróż do gwiazd"
Diego zatrzymał się, bo usłyszał jej wołanie. Następnie wskoczył do wody, by ją uratować. Po paru minutach wyciągnął Fran z wody na trawę.
- Francesca, żyjesz? - spytał przerażony. Francesca pokiwała głową i straciła przytomność. Diego zadzwonił po karetkę. Maxi i Naty przechodzili tędy i ich zobaczyli i natychmiast rzucili się na pomoc.
- Co jej jest?!
- Co jej się stało?!
- Jest nieprzytomna, prawie by się utopiła i to wszystko przeze mnie...
- Jak to przez Ciebie?! Wezwałeś w ogóle karetkę?!
- Nie ważne. Tak, wezwałem, zaraz tu będą.
Po 5 minutach przyjechali.
- Wy tu zostańcie. Ja jadę z nią. Na razie.
- Pa Diego. Zadzwoń do nas, co z nią.
- Ok...- odpowiedział smutnym głosem.
*****
Violetta i Leon wyszli na taras, by na spokojnie porozmawiać.
- Kochanie, martwię się o Ciebie.
- Nie musisz, nic mi nie będzie. To przez ten statek.
- Tak, wiem. Na pewno Ci przejdzie do wieczora.
- No mam nadzieję.
Wtedy do nich podszedł German.
- Za 5 minut idziemy na obiad.
- Jakoś nie mam apetytu, tato.
- Jak to nie masz apetytu?! Za 5 minut wychodzimy!
- Tato, nie mam ochoty jeść, czy to jest takie trudne do zrozumienia?!
- Nie, absolutnie, ale czemu nie będziesz jadła? Coś Ci jest?
- Em...Ona ma problemy żołądkowe. Znam się trochę na tym, więc lepiej, żeby sobie odpuściła obiad - powiedział León.
- Ohoho, ty już jej nie broń. Wielki znawca...
- Tato, on mówi prawdę.
- To w takim razie idź się połóż.
- Nie, pójdę z Wami. Chcę Wam towarzyszyć.
- Coś się stało? - spytała Angie.
- Violetta nie chce jeść.
- German, zostawisz mnie z nimi na chwilę?
- Tak. Idę na dół.
*****
Olga przyrządzała obiad, gdy nagle do domu wparował Beto.
- O, Beto! Co Cię tu sprowadza?
- Olgunia moja kochana! Ja mam takie o to pytanie: Czy, czy my możemy pojechać razem po obiedzie do, do tego centrum handlowego?
- No jasne! Nie ma problemu. Ale po co?
- Potrzebuję kupić sobie mikrofon, bo urządzam w domu mini studio nagraniowe u siebie.
- O, to wspaniale! A czy ja mogłabym u Ciebie czasem sobie pośpiewać?
- Ty? U mnie?
- No tak...
- Tak, pewnie, to dla mnie będzie zaszczyt gościć taką kobietę jak ty.
- Ah, dziękuję. Nie musisz tak schlebiać...W takim razie za to dostaniesz przepyszny makaron z pesto.
- Olga, znowu go karmisz?! - krzyknął Ramallo wchodząc do kuchni.
- Ramallo, powiem Ci coś. Wyjdź z tej kuchni natychmiast i zajmij się czymś pożytecznym. Najlepiej to posprzątaj salon. No już, sio mi stąd!
- Olga, chyba zwariowałaś, nie będę wypełniał takiego obowiązku. To Twoja specjalność.
- Jak kobieta rozkazuje, to masz się jej słuchać! - krzyknął Beto.
- O widzisz? Jedyny co mnie docenia i rozumie, nie tak jak ty!
- Nie, no nie wierzę. Jesteśmy razem, a ty tak mnie jeszcze oczerniasz przed nim!
- Ramallo, wyjdź.
- Nie, najpierw...
- Ramallo, powiedziałam wyjdź!
- Dobrze, ale jak wrócę, to sobie już inaczej porozmawiamy.
*****
Jeep zaparkował pod wielką akacją. Tata Ludmiły wysiadł i podbiegł do rannego geparda.
- Nie jest za dobrze z nim.
- Tato, co z nim zrobimy - spytała Ludmiła.
- Zabieramy go do kliniki. Najpierw muszę mu związać pysk, żeby nie ugryzł nikogo.
- Ale za to będzie drapał - dodał Fede.
- Nie, nie będzie, ale może wierzgać.
Potem zawiązali mu pysk chustą i zanieśli go do auta. Gepard cały się trząs ze strachu.
- A gdzie jego mama? On jest strasznie młody - spytał Fede.
- Prawdopodobnie zgubił się, albo go porzuciła, bo był za słaby.
- Są szanse, że przeżyje?
- Nie wiadomo. Ma strasznie poszkodowane żebra. Może mieć uszkodzenie płucne też.
- Jest taki słodki - powiedziała Ludmiła, która 1 raz okazała uczucia do zwierząt.
- Wow, Ludmiła, jaka zmiana - zdziwił się tata.
- Zawsze kochałam koty. Mogę go pogłaskać?
- Tak, ale ostrożnie.
- To samiec czy laska? - spytał żartobliwie Federico.
- To samiec.
- Mam dla niego imię. Nazwijmy go Lucky.
- Czyli szczęściarz? - spytał ojciec.
- Tak. Dokładnie.
- Oby mu to szczęście dopisało...
*****
Diego wszedł do sali, w której znajdowała się Francesca. Była już przytomna.
- Fran...- zaczął Diego.
- Diego, dziękuję Ci. Gdyby nie ty, to bym nie przeżyła.
- E tam. To nic wielkiego. Słuchaj, chciałem Cię przeprosić. Byłem debilem. Nie chciałem Cię słuchać, a ty chciałaś dla mnie dobrze.
- Tak, ale już nie ważne. Zapomnijmy o tym.
- To co? Znowu jesteśmy razem?
- Aaa, tak! Tak mi Cię brakowało! - przytuliła się do niego.
- Kiedy Cię wypuszczą? Bo jutro wyjazd.
- Dzisiaj wieczorem będę mogła wyjść. A ty...
- Tak. Pojadę z Tobą.
- Naprawdę? Aaaa, jak się cieszę! Jesteś boski! - ponownie się przytulili.
*****
Angie podejrzewała, że coś się stało.
- Powiecie mi o co chodzi?
- Popłynęliśmy z Leónem w rejs statkiem i w drodzę powrotnej złapał nas prawie sztorm...
- Właśnie, a Violetta dostała objawów choroby morskiej i no...
- Angie, tylko nie mów tacie! Proszę Cię!
- Dobrze. Nie powiem, ale chodźcie na dół ze mną.
- Ok.
- Ale już się lepiej czujesz?
- Tak. Mam dobrego opiekuna - po czym spojrzała na Leóna.
- No tak, bo w końcu, on to mistrz, hahaha.
- Dbam o swoją dziewczynę jak umiem najlepiej.
- I to widać. Dobra, idziemy do jadalni, bo German się inaczej wkurzy. Aha! Mam jeszcze takie pytanie, León.
- Tak?
- Myślałeś już nad swoją przyszłością? Co z Waszym zespołem?
- Nagraliśmy już płytę i teledysk, więc to chyba już koniec.
- Dlaczego? Nie chcecie czegoś więcej? - zdziwiła się Viola.
- Nie, to nam wystarczy. A ja mam już inne plany na siebie. Chyba pójdę na medycynę...
- O, León. To bardzo trudny kierunek.
- Wiem, ale interesuje mnie to.
- Mhm...Dobra, chodźmy i opowiesz nam więcej o tym na dole.
*****
Olga i Beto dotarli do centrum handlowego. Kupili potrzebny mikrofon i zatrzymali się w restauracji.
- Zapraszam Cię już dzisiaj do mojego studia.
- Beto, ale mówiłeś, że dopiero zaczynasz je robić...
- Tak mówiłem? Nie, potrzebowałem tylko mikrofonu do wykończenia.
- Aaaa, to wspaniale. Kiedy zaczynamy 1 próbę?
- Możemy teraz, zaraz, już! Idziemy do mnie?
- No pewnie. Im szybciej tym lepiej.
- Ale jeszcze powiedz mi taką rzecz...Czemu masz takie złe relacje z Ramallo?
- Z Ramallo? Eee nie ważne. On jest nieistotny teraz.
- Ale dlaczego? Nie rozumiem.
- Naprawdę to nic takiego.
- Rozumiem, że nie chcesz mówić, w takim razie nie będę pytał.
- I to mi się w Tobie podoba Beto. Nie nalegasz jak on, rozumiesz mnie, a sądziłam, że Ramallo nie będzie taki. Myślałam, że się zmienił. A tu się okazało, że w ogóle nie zna moich potrzeb i nie liczy się z moim zdaniem.
- Biedna moja Olgunia, chodź rozerwiemy się u mnie.
- Dobrze, dziękuję.
*****
Mały gepard został dostarczony do kliniki. Ekipa od pomocy dla zwierząt od razu się nim zajęła.
- Czy jest szansa, że wyjdzie z tego? - spytała Ludmiła.
- Na prześwietleniu wyszło, że ma uszkodzenie prawego płuca. Może mieć problemy z oddychaniem...
- Ale przeżyje?
- O tym będą świadczyć najbliższe godziny. Ale bądźmy dobrej myśli. Zrobimy, co w naszej mocy. Nawet jeśli wyzdrowieje, czeka go tymczasowa obserwacja. Nie będziemy go mogli wtedy wypuścić i skutki tego mogą być takie, że za bardzo oswoi się z ludźmi i nie będzie mógł wrócić na wolność.
- Ludmiła. Nie martw się o niego. Jest w dobrych rękach - dodał tata.
- Twój tata ma racje - powiedział Federico.
*****
Nadszedł wieczór. German wybrał się z Angie, na przechadzkę po plaży. Szykował dla niej niespodziankę.
- German, dokąd idziemy?
- Zobaczysz. To niespodzianka. Mam nadzieję, że Ci się spodoba - Po czym zakrył jej oczy.
- Kiedy mogę otworzyć?
- Już.
- German, jak tu pięknie. Nie wierzę własnym oczom.
- Siadamy?
- Tak, pewnie.
- Wieczorem czeka Cię kolejna niespodzianka.
- Mhm...czyli rozumiem, że będę miała niezapomnianą noc?
- Tak, zgadza się, haha.
*****
Francesca opuściła szpital. Gdy wróciła do domu z Diego, zaczęła dokańczanie pakowania się. Diego podszedł do szafki, na której leżały bilety.
- Fran, czy to te bilety do Polski?
- Tak, a co?
- Bo tutaj pisze, że wylot jest o 22:00.
- No wiem.
- Ale dzisiaj...
- Co?!
- Musiałaś źle popatrzeć.
- Na pewno nie, jak już coś, to mi złe sprzedał.
- I co teraz zrobimy?
- Która jest godzina?
- 21:45...
- Diego, bierz swoje walizki. Jedziemy sprintem na lotnisko.
- Francesca, nie ma mowy, żebyśmy zdążyli.
- Musimy, rusz się! - wzięła telefon i zadzwoniła po taksówkę.
Po paru minutach byli na miejscu.
- Diego, szybciej! Zaraz nam odleci!
- Nie dam rady z 2 walizkami tak szybko biec. Ciesz się, że w ogólę nie musisz żadnej ciągnąć!
- Oj, no wiem, przepraszam.
Wtem zatrzymała ich kontrola.
- Stop. Proszę pokazać paszporty - Diego pokazał.
- Chwileczkę...O nie, Diego, zostawiłam paszport na biurku!
- Co?!
- Bez paszportu Pani nie poleci.
*****
Po zakupach do późna, Olga i Beto dotarli do jego domu. Weszli do pomieszczenia, w którym Beto od razu zamontował mikrofon.
- To co? Zaczynamy próbę?
- Ty zacznij, lubię słuchać jak śpiewasz tym swoim oszałamiającym głosem, Beto.
Wtem do Olgi próbował dodzwonić się Ramallo. Olga odebrała i położyła telefon na blacie.
Tymczasem Beto zaczął śpiewać Voy Por Ti, a Olga włączyła się w refren.
Ramallo wszystko to słyszał.
- Beto, jesteś cudowny. Umiesz oczarować kobietę.
- Olga, moje serce zawsze będzie oddane Tobie.
- W tej chwili pragnę tylko jednego...- zbliżyli się do siebie.
*****
Ludmiła i Fede czekali w poczekalni parę godzin na wiadomość o Luckim. W końcu jej tata wyszedł z nim, trzymając go na rękach.
- Nasz gepard miał duże szczęście.
- W końcu to Lucky.
- Może go Pan puścić na ziemię? Zobaczymy co będzie robił.
- Dobry pomysł.
Gepard był trochę spłoszony. Po krótkiej chwili podszedł do Ludmiły, która nie mogła oderwać od niego wzroku.
- Chodź tu mały, u boku supergwiazdy będziesz lśnił pod słońcem.
- Co z nim teraz będzie? - spytał Fede.
- Zabierzemy go do rezerwatu na obserwacje.
- Tato, mam lepszy pomysł.
- Co masz na myśli Ludmiła ?
*****
Po kolacji, Violetta i León wyszli na zewnątrz. Przez krótką chwilę wpatrywali się w gwiazdy. W pewnym momencie León wziął gitarę i zaczął grać nową melodię.
- Wow, León, jaka śliczna melodia. To coś nowego?
- Tak, pracuję nad tym cały czas.
- Masz już jakiś tekst?
- Tekst ujrzałem w Twoich oczach - Violetta dostała rumieńców.
- Uuuu...ale się speszyłaś.
- Hahaha, skoro masz tekst, to zagraj i zaśpiewaj.
- Ok, to jest dla Ciebie.
♫ .♪♫ .♪♫ .♪♫ .♪♫ .♪♫ .♪♫ .♪♫ .♪♫ .♪♫ .♪♫ .♪♫ .♪
,,Podróż do gwiazd"
1. Ty jesteś dla mnie jak tlen,
Bez którego nie mogę żyć.
Proszę nie odchodź.
Kiedy jesteś przy mnie, czuję,
Że mogę latać.
Unosić się wysoko.
Mój i Twój głos zaczyna się łączyć.
Nie przeszkadzajmy mu.
Każda chwila jest piękna,
Kiedy słyszę go.
A gdy słyszę Twoje imię,
Działa na mnie jak czar
I mam ochotę powiedzieć...
Ref: Chodź, zabiorę Cię w podróż do gwiazd
Tam, gdzie czeka nas szczęście.
Chodź zabiorę Cię w podróż do gwiazd.
Po prostu złap mnie za rękę.
I razem dotrzemy tam.
Tylko ty i ja...
Gdy skończył śpiewać, Violetta zbliżyła się do niego.
- To było coś najpiękniejszego, co mogłam usłyszeć.
- Było piękne, bo z myślą o Tobie.
- Kocham Cię.
- A ja Ciebie...
Ciąg dalszy nastąpi...
Jak się podobał Wam odcinek? Jesteście ciekawi, jakie będą dalsze losy?




Mam ochotę gonić Diega po lotnisku po czym zatłuc kijem do hokeja. Rozdział subcio, gepard ale czad. Brak mi słów czekam na kolejny.
OdpowiedzUsuńKolejny w następnym tygodniu, ale nie wiem kiedy :/
UsuńNo a w ogóle to co ile dni piszesz nowy ? Masz jakieś dni na które dodajesz... czy jak z kończysz pisać to go dajesz na bloga ?
OdpowiedzUsuńTo zależy...Bo mam masę roboty w szkolę. Zwykle dodaję po tygodniu nowy odcinek, albo po 5 dniach ;)
UsuńUwaga! W 5 odc bd coś od +18 ! XD
UsuńEj! Ja niemam +18 ☹
OdpowiedzUsuńJa też nie mam, a jakoś napisałam tą scenę xD
Usuńja też nie mam +18 ale i tak będę czytać !!!
OdpowiedzUsuńOk, ta scena będzie mega! :p
Usuńjuż się nie mogę doczekać odcinka !
OdpowiedzUsuńaa i kiedy 5 odc ?
OdpowiedzUsuńW czwartek powinnien być ;) Chyba, że uda mi się wcześniej...
UsuńMam nadzieje że wcześniej bo nie mogę się doczekać :)
OdpowiedzUsuńOdcinek 5 już na blogu! ku mojemu zdumieniu udało mi się go skończyć w szybkim tempie ;)
Usuń