Odcinek 2

Violetta nie mogła uwierzyć w to, co słyszy.
- Co? León, ale jakto nie pojedziesz? Co się stało? Rozchorowałeś się?
- Nie, tylko żartowałem, hahaha.
- Nawet nie wiesz jak się przestraszyłam! Nie rób tego więcej.
- Dobrze, przepraszam. Na dobranoc chcę ci coś powiedzieć...
- To zamieniam się w słuch.
- Śnij, marząc o morzu, na którym płynę.
Śnij, marząc o melodii, którą Ci gram.
Śnij, marząc o kolorach, które mnie tworzą.
Śnij, marząc o kwiatach, które Ci daję.
Śnij, marząc o pocałunkach, którymi Cię obdarowuję.
Śnij, marząc o ciszy, w której słyszysz mój głos.
Śnij, marząc o zielonych oczach, którymi na Ciebie patrzę.
Śnij, marząc o uśmiechu, który kieruję do Ciebie...
- León...rozpływam się...Piękne tworzysz te poezje. Dobranoc.
- Kocham Cię.
- A ja Ciebie.
*****
Germanowi zaparło dech w piersiach.
- Olga! Co Pani wyprawia z tym nożem?!
- Jakim nożem? A...tym nożem. Myślałam, że to widelec, więc wracając do tego, co zaczęłam mówić...Jeśli Pan nas nie przeprosi, to ja nie będę więcej Panu gotować!
- Ale taka jest prawda, bo jesteście nieodpowiedzialni. A teraz przepraszam, ale idę spać.
- No normalnie nie wierze...Wracaj mi tu Pan!
- Olga, dajmy mu już spokój. Niech się wyśpi. Jutro w końcu wylatują - dodał Ramallo.
- Ma szczęście, ale gdy wrócą, to ja mu już nie popuszczę, o nie!
*****
Kolejnego dnia...Była godzina 05:30. Angie, German, Violetta i León dotarli na lotnisko. Viola poszła na chwilę do łazienki. Nagle usłyszała komunikat: Samolot na Malediwy odlatuje za 5 minut. Prosimy o skierowanie się...


- O nie! Zaraz się spóźnię! - krzyknęła biegnąc z walizką. Wtem wpadła na Ludmiłę.
- Violetta?
- Ludmiła? Co ty tu robisz?
- Lecę do Afryki z Fede. Dostałam zaproszenie od mojego taty. A ty?
- No coś ty! Wow, ale super, ja lecę na Malediwy z Leónem, Angie i moim tatą. Muszę spadać, bo się spóźnię na samolot!
- Ok, miłego lotu - Dziewczyny przytuliły się na pożegnanie.
Wtem Ludmiła zaczęła się niepokoić, dlaczego Federico nie wyszedł jeszcze z łazienki. Poszła to sprawdzić. Nagle usłyszała, jak ktoś wali w drzwi od wc.
- Pomocy! Niech mi ktoś pomoże! I łaskawie mnie stąd wypuści...
- Fede? To ty?
- Kochanie! Drzwi się zepsuły! Nie mogę wyjść!
- Ok, wszystko będzie dobrze, zaraz Cię uwolnię stamtąd...Użyję spinki do włosów...
*****
Ramallo i Olga dyskutowali przy stole o Germanie.
- Zapewne już wchodzą do samolotu...- powiedział Ramallo z przekonaniem.
- Wciąż wydaję mi się, że nie powinniśmy do tego dopuścić. Nasza Violetta mogła zostać z nami!
- Ale Olga, już nic na to nie poradzimy przecież.
- Mylisz się, bierz kluczyki do auta, jedziemy na lotnisko!
- Olga, ty chyba oszalałaś! Nie ma mowy. Nigdzie Cię nie zawiozę.
- Ah nie?! To ja zamawiam taxi - wzięła do ręki telefon.
- Olga, odłóż ten telefon, bo pogorszysz całą sprawę!
- Puszczaj moją rękę Ramallo! Wara łapy!
*****
Violetta podbiegła do samolotu, gdzie już wszyscy na nią czekali.
- Violetta, gdzieś ty była tak długo? - spytał zdenerwowany German.
- W łazience i spotkałam Ludmiłę.
- Co? Ją? Tutaj? - zdziwiła się Angie.
- Tak, ale później Wam opowiem.
Mieli już wsiadać, gdy Viola usłyszała wołanie Fran.
- Violetta! Zaczekaj!
- Fran? Co za niespodzianka! Co tu robisz?
- Ostatnie pożegnanie.
- Ojej, dziękuję! Jesteś taka kochana!
- Przyjaźń na zawsze - przytuliły się mocno.
- Życzę Ci samych sukcesów na drodze nowej kariery i mam nadzieję, że o mnie nie zapomnisz, hahaha.
- Nigdy! 
- Fran, chciałem Ci pogratulować. Życzę powodzenia na nowej trasie - powiedział León.
- Dziękuję Ci. Mogę się przytulić?
- No pewnie. 
- Trzymajcie się - pożegnała ich Fran i uroniła jej się łza.
Potem weszli do samolotu.
*****
Ludmile wkońcu udało się uwolnić Federico z toalety. Szybkim zamachem wzięli walizki i wbiegli do samolotu. 
- Zaczekaj, zadzwonię do mojego taty i mu powiem, że za parę godzin będziemy na miejscu.
- Ok. Nie ma problemu.
*****
Oldze jednak udało się zadzwonić po taxi. Szybkim chodem wyszła z domu. Ramallo wziął auto i pojechał za nią. W końcu obydwoje znaleźli się na lotnisku.
- Ramallo, nie zatrzymasz mnie!
- Olga, oni już na pewno odlecieli, wracamy do domu.
- Nie, zobacz! Samolot stoi! - Olga podbiegła do niego.
- Olga, ten samolot leci...- urwał
- Na Malediwy, z naszą Violettą!
- Błąd, do Afryki. Oni odlecieli 10 minut temu.
- To wszystko twoja wina! Spóźniliśmy się przez Ciebie! Inaczej bym zamówiła taxi wcześniej, ale nie, bo ty musiałeś mnie zatrzymać. Po co to wszystko?!
- Bo w sumie stwierdziłem, że będziemy mieć cały dom dla siebie, czyż to nie wspaniałe?
- Ale jesteś egoistą, najlepiej wyrzucić wszystkich z domu!
- Olga, źle mnie zrozumiałaś...
- Nie, ja doskonale cię zrozumiałam. A teraz wracajmy do domu, ale już!
*****
Violetta oparła się o ramię Leóna w samolocie i zaczęła płakać przez wyjazd Francesci. Chłopak próbował dodać jej otuchy.
- Spokojnie kochanie, na pewno się zobaczycie, kiedyś w końcu wróci.
- Tak, wiem, León, masz całe ramię mokre od moich łez, przepraszam.
- Nic się nie stało. Wyschnie.
- Córeczko, co się dzieje? - spytał German.
- Już wszystko w porządku. Nie martw się.
- No mam nadzieję...


- German, daj już im spokój. Tylko spójrz jakie piękne krajobrazy widać. - wtrąciła się Angie.
- Za ile będziemy na miejscu? - spytała zniecierpliwiona Violetta.
- Jeszcze sporo czasu minie, zanim tam dotrzemy - odparł German.
- Eh...- prychnęła Viola i zasnęła oparta na Leónie.
*****
Ramallo i Olga wrócili do domu.
- Nie, nie, nie, to była Twoja wina i nie zaprzeczaj. Koniec Ramallo!
- Olga, mam już tego dosyć. Przestańmy się sprzeczać wkońcu! Zajmijmy się sobą. Mamy cały dom dla siebie i myślałem nad spędzeniem wspólnego dnia...
- No niech Ci będzie. Upiekę nam coś na obiad.
- A nie zrobiłabyś na deser tego pysznego Tiramisu? 
- A sam se zrób. Co ja się będę fatygować w desery. Ja robię obiad. Ty zajmiesz się deserem i nie chcę słyszeć, że zaprzeczasz, czy to jest jasne?!
- Oj Olga, Olga, co ja z Tobą mam...
*****
Ludmiła i Federico dotarli do Afryki. Na lotnisku odebrał ich jej tata.
- Witaj córcia! Tak się stęskniłem! 
- Ja za Tobą nawet też...
- A ten młodzieniec, to kto?
- Młodziak, jak już coś - zaśmiał się Fede.
- Mój chłopak, Federico.
- Miło mi Cię poznać Federico.
- Mi Pana jeszcze bardziej miło.
- No to co? Jedziemy do naszego wypasionego hotelu- Potem wsiedli do terenowego Jeepa.
*****
Francesca podeszła z Diego do Studia. Jej chłopak miał zamiar zaapelować ojcu o wyjeździe do Polski.
- Tato, możemy porozmawiać?
- Słucham? Co macie mi do powiedzenia?
- Od czego by tu zacząć...No więc...Za parę dni wyjeżdżam do Polski, gdyż dostałam propozycje nagrania teledysku i trasy koncertowej i dlatego będę się musiała tam przeprowadzić.
- A ja chcę jechać z nią - dodał Diego.
- Co?! To chyba jakiś absurd! Nie, nie ma mowy!
- Ale dlaczego? Tato, ja ją kocham. Nie puszczę jej samą.
- Tyle lat mnie szukałeś, a teraz ode mnie uciekasz?!
- Tato, to nie tak. Zrozum. Nie mogę się z nią rozstać. To niesprawiedliwe.
- Życie nie jest sprawiedliwe.
- Ty nie jesteś sprawiedliwy i jeszcze dokładasz swoimi fochami! 
- Zważaj na słowa.
- Mam dość tej rozmowy- Diego wyszedł.
*****
Rodzina Castillo wkońcu wylądowała na Malediwach. Prosto z lotniska udali się do hotelu.
- Tato, to my z Leónem idziemy pozwiedzać - oznajmiła Violetta.
- Ok, to zostawcie nam walizki. Tylko wróćcie za godzinę.
- Dobrze tato...
Następnie obydwoje udali się na plażę. Robili sobie nawzajem zdjęcia.



- León, jak tu pięknie i romantycznie.
- Ty wyglądasz pięknie w zachodzie słońca...- po czym się do niej zbliżył.
- León, już późno, powinniśmy wracać do hotelu.
- Ok...
*****
Ludmiła i Federico podjechali z tatą pod ich ,,wypasiony hotel". Gdy wysiedli ujżeli średniej wielkości chatkę.
- Oto nasz hotelik. Podoba Wam się?
- To są chyba jakieś jaja - rzekła oburzona Ludmiła.
- Ful wypas! - krzyknął uradowany Federico.
- Co?! Zgupiałeś?! Jak może Ci się coś takiego podobać?! To wygląda jak jakiś szałas! Tato, gdzie ty nas zabrałeś?!
- Córciu, przyzwyczaisz się. Zobaczysz. A teraz zapraszam do środka. Zaraz Wam wszystko objaśnię, co będziemy robić jutro.
*****
Gregorio był oburzony zachowaniem syna.
- Proszę Pana, to dla niego bardzo ważne. Niech Pan okaże trochę empatii. Po za tym jest przecież pełnoletni- powiedziała Fran.
- Masz rację. Źle się zachowałem. Zaaragowałem tak, bo chyba jest mi z tym źle, że chce wyjechać i mnie zostawić.
- Ta decyzja nie była dla niego łatwa, naprawdę mu żal stąd wyjeżdzać.
- Tak, rozumiem, wkońcu chce być przy Tobie. Możesz go tu przyprowadzić?
- Tak, jasne, zaraz po niego pójdę.
Diego siedział przed Studiem.
- Diego...możemy pogadać? 
- Tak...
- Twój tata się zgadza, żebyś jechał. Wytłumaczyłam mu wszystko...
Wtem Gregorio podszedł.
- Synu, wybacz mi. Nie miałem prawa Cię zatrzymywać.
- Ok, wybaczę Ci, ale to ostatni raz.
- Ależ ty masz charakterek.
- Haha, po Tobie.
*****
León i Violetta wrócili do hotelu. Mieli wchodzić do pokoju, gdy nagle zatrzymał ich German.
- A wy dokąd?
- Tato, nie zadawaj głupich pytań, idziemy do pokoju.
- Wy? Razem?
- Co Cię tak dziwi?
- Nie ma mowy. Ty będziesz w pokoju z Angie, a ja z Leónem.
- Co?! Tato, niby dlaczego?! Ty chyba oszalałeś.
- Co tak krzyczycie, co się dzieje? - spytał zdziwiona Angie.
- Tata, nie chce, żebym była z Leónem w pokoju.
- German, co ty znowu wymyśliłeś?!
- Co? Ja? Nic, nic, poprostu mężczyźni powinni trzymać się razem, a kobiety razem, nie?
- Proszę Pana, ale my naprawdę nie będziemy nic robić. Nie wiem, co Pan sobie pomyślał, ale to...
- León, daj spokój, jemu nie przegadasz - powiedziała Violetta i zamknęła się w pokoju.
*****
Olga tańczyła w pokoju w tunice nocnej, gdy nagle zauważyła, że Ramallo jej się przygląda.
- Ramallo! Co ty wyprawiasz?! Podglądasz mnie?!
- Tylko się przypatrywałem. Ty tak pięknie lśnisz, w błysku tej lampy w salonie.
- Oh, dziękuję. Ramallo, a może tak, byśmy coś porobili we dwójkę?
- Co masz na myśli? Chodzi ci o kolację?
- Tak, tak, pewnie, ale po kolacji, mam na coś ochotę...- po czym spojrzała na niego pociągającym wzrokiem.
*****
Angie miała dosyć wymysłów Germana.
- León, zostawisz nas na chwile samych? Idź do Violetty, proszę.
- Dobrze. Nie ma problemu.
- German, co ty sobie myślisz?! Bez przerwy Ci coś nie pasuje.
- Nie rozumiesz niczego? Wszystko by się mogło stać.
- O czym ty mówisz?
- No wiesz, Violetta i León w łóżku...
- German, tam są 2 łóżka. Oni tylko chcieli być ze sobą w pokoju.
- Chyba w łóżku...
- German, o co ci chodzi?! Możesz przestać?!
- Leónowi mogło by coś wpaść do głowy...
- No niby co? No co?
- No sex!
- Ty chyba jesteś niepoważny! Oni są za młodzi na to. Po za tym za dobrze znam Leóna, on nie jest taki, a do tego ma pierścień czystości.
- No dobrze, ale i tak wolę, żeby był ze mną w pokoju.
- German, albo odpuścisz i dasz im swobodę, albo ja wracam do Buenos Aires.
Ciąg dalszy nastąpi...

Jak podobał Wam się odcinek? Jesteście ciekawi, co będzie dalej?

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Odcinek 27

Odcinek 4